Zaczęło się od bólu kolana
Pod koniec 2017 roku Anna pracowała jako pielęgniarka. Podczas jednej z późnych zmian ból kolana stał się tak silny, że po pracy pojechała na izbę przyjęć. Lekarz zdecydował o wykonaniu artroskopii. Jak opisuje kobieta w rozmowie z "Berliner Morgenpost", wcześniej nie przeprowadzono rezonansu magnetycznego ani badania RTG.
Infekcja pozbawiła ją czterech kończyn: byłam umierająca
Podczas zabiegu nie znaleziono przyczyny dolegliwości. Następnego dnia 20-latka została wypisana do domu, ale jej kolano było sztywne, bolesne i praktycznie nie dawało się zginać. Niespełna dobę później stan Anny gwałtownie się pogorszył. Pojawiła się wysoka gorączka, przyspieszone tętno i problemy z oddychaniem. Lekarz rodzinny podejrzewał sepsę i skierował ją do szpitala.
Mimo podawania antybiotyków i silnych leków przeciwbólowych kolano puchło coraz bardziej. W końcu konieczna była pilna operacja, podczas której lekarze usuwali zakażone tkanki. – Wszyscy dawali mi poczucie, że nie mam powodów do obaw – wspomina Anna.
W kolanie wykryto wielooporny drobnoustrój
Badania laboratoryjne wykazały obecność wieloopornego patogenu określonego jako 4MRGN. To klasyfikacja stosowana w Niemczech wobec bakterii Gram-ujemnych wykazujących oporność na cztery grupy antybiotyków o szczególnym znaczeniu w leczeniu ciężkich zakażeń.
– Oczywiście wiedziałam, co to oznacza, ale trzymałam się tego, że wszyscy wokół mnie nadal byli tak pozytywnie nastawieni – opowiadała.
Leczenie było długie. Anna otrzymywała kolejne antybiotyki, a ranę leczono podciśnieniowo. Do otwartej rany wkładano specjalną gąbkę połączoną z pompą odprowadzającą wydzielinę. Co kilka dni konieczna była kolejna wizyta na sali operacyjnej, aby wymienić opatrunek.
Po miesiącach spędzonych w szpitalu jej stan wreszcie się ustabilizował. Wróciła do domu, ale noga nadal pozostawała sztywna. Po około pół roku infekcja ponownie dała o sobie znać. Kolano zaczęło puchnąć i boleć, a Anna znów trafiła do szpitala.
Tym razem jej życie znalazło się w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Doszło do wstrząsu septycznego i pojawiło się ryzyko niewydolności wielonarządowej. Lekarze na oddziale intensywnej terapii walczyli o jej życie, a matkę Anny poinformowano, że córka może nie przeżyć.
Ostatni ratunek
Anna przeżyła, ale jej problemy się nie skończyły. Ponownie zastosowano terapię podciśnieniową, a kolejne miesiące upływały pod znakiem leczenia i nawrotów infekcji. Przez znaczną część tego okresu przyjmowała antybiotyki.
– Bywało, że nie miałam już siły i myślałam, że byłoby łatwiej, gdybym rano po prostu się nie obudziła – wspomina. W pewnym momencie zaczęła rozważać amputację. Paradoksalnie sama myśl o takim rozwiązaniu przyniosła jej ulgę.
Rozważano także sztuczny staw kolanowy, ale Anna zrezygnowała z tego rozwiązania ze względu na ryzyko ponownego zakażenia. – Niestety, nie było żadnej gwarancji, że uśpione drobnoustroje nie zaatakują również sztucznego stawu – tłumaczyła.
Przy przewlekłym zakażeniu, którego nie udaje się całkowicie wyeliminować, infekcja może powracać. W niektórych przypadkach nawet wszczepienie sztucznego stawu nie rozwiązuje problemu i amputacja może stać się ostatecznym sposobem na opanowanie zakażenia.
Przed operacją urządziła pożegnanie z nogą
Decyzja nie zapadła od razu. Anna zastanawiała się nad nią przez ponad rok. Do tego czasu miała za sobą już 33 operacje, które nie przyniosły trwałego rozwiązania problemu. W 2021 roku zdecydowała, że chce amputacji sztywnej i przewlekle zakażonej nogi. Zabieg ten był jej 34. operacją. – Chciałam wreszcie móc żyć bez strachu przed kolejną sepsą – wyjaśnia.
Dzień przed operacją urządziła razem z rodziną i przyjaciółmi nietypowe pożegnanie. Chciała świadomie zamknąć jeden z najtrudniejszych etapów swojego życia. – Jeszcze raz przeszłam się po pokoju, żeby poczuć podłogę pod stopami i zapamiętać, jak to jest mieć dwie nogi – wspomina.
Po operacji przyszła rehabilitacja i nauka funkcjonowania z protezą. Z czasem Anna otrzymała również protezę sportową. Dziś może biegać, jeździć na rowerze i się wspinać. Obecnie ma 29 lat i zapewnia, że swojej decyzji nie żałowała nawet przez chwilę. – Jestem dumna, że walczyłam i dałam radę. Dziś jestem szczęśliwsza niż kiedykolwiek – podsumowuje.
Źródło: Berliner Morgenpost, Instagram
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.