– Chcę po prostu robić coś, co przyda się ludziom – rozmowa z Joanną Jurek

W wieku osiemnastu lat opracowała sposób podawania leków dla pacjentów onkologicznych tak, by ograniczyć toksyczność medykamentów. Teraz pracuje nad projektem, który pomoże leczyć złamania kości. Nazywana jest współczesną Marią Curie-Skłodowską, choć zajmuje się zgoła inną dziedziną nauki. Z Joanną Jurek rozmawia Ewa Rycerz.

1. Mówią o Tobie "genialna nastolatka", "nadzieja polskiej nauki". Opowiedz, jak i kiedy to wszystko się zaczęło?

Szczerzę mówiąc, nie czuję się "genialną nastolatką", po prostu robię to, co lubię. Gdy byłam mała, interesowały mnie medyczne zabawki, takie jak strzykawki, kroplówki – można je było nabyć w aptece, więc przy pierwszej lepszej wizycie w niej rodzice mi je kupowali "do zabawy". W domu zawsze było jakieś zwierzątko – ryby, żółwie, pies – w rodzinie natomiast mamy lekarza weterynarii i jeszcze większą liczbę zwierząt. Wydaje mi się, że to też mogło zadecydować o moim zainteresowaniu medycyną.

2. Jednak na poważnie zainteresowałaś się medycyną kilka dobrych lat później...

Wydaje mi się, że "na poważnie" zaczęłam się nią zajmować, kiedy w trzeciej klasie gimnazjum zauważyłam, że ciekawi mnie chemia. Potem pojawiło się liceum i możliwość udziału w olimpiadzie chemicznej oraz dalszego rozwoju w kierunku nauk biologiczno-chemicznych. W pierwszej klasie zaczęłam interesować się także konkursami prac młodych naukowców, gdzie można było zgłaszać projekty badawcze. W tym samym czasie zostałam także uczestniczką programu Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Pojawiły się wyjazdy na warsztaty, podczas których poznawałam naukowców i ich pracę, a także rówieśników z licznymi sukcesami na koncie – zarówno z nauk biochemicznych, jak i fizyki czy informatyki. To wszystko sprawiło, że chciałam znaleźć miejsce w tym świecie i zdecydowałam, że w wakacje spróbuję zająć się nauką.

3. Jak to się stało, że rozpoczęłaś badania? Tak po prostu poszłaś do pierwszego najbliższego laboratorium medycznego?

W znalezieniu stażu na badania pomógł mi Krajowy Fundusz na Rzecz Dzieci. W 2013 roku dostałam się do programu, gdzie miałam możliwość uczestniczenia w warsztatach w Państwowej Akademii Nauk oraz na Uniwersytecie Warszawskim z różnych dziedzin – biologii, chemii, fizyki, biofizyki itp. Ja oczywiście na pierwszym miejscu wybrałam chemię. Właśnie na jednym z takich warsztatów na Wydziale Chemii UW miałam okazję być w laboratorium dra Wiktora Lewandowskiego, gdzie wraz z innymi uczestnikami programu uczyłam się metod wytwarzania nanocząstek. Bardzo spodobał mi się ten pomysł - dostałam się tam później na dwutygodniowy staż wakacyjny, również przez Krajowy Fundusz. Była to wyjątkowa i niebywała okazja do zrobienia czegoś więcej w dziedzinie, która mnie zainteresowała. Później poznałam dr Ewelinę Zabost, z którą pracowałam nad projektem przez prawie rok.

4. Co tam robiłaś?

Na stażu zajmowałam się, oczywiście pod okiem opiekunów, przygotowaniem nanocząstek do modyfikacji maty polimerowej, którą później przędliśmy w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN. Staż trwał około dwóch tygodni. Każdy dzień wyglądał inaczej – wszystko zależało od tego, co udało się zrobić w poprzednim dniu i co się wydarzyło przez noc. Oczywiście mieliśmy główny plan pracy, ale czasami coś nie wychodziło albo trzeba było na coś poczekać.

5. Na czym polegała ta współpraca z dr Zabost?

Podczas wykonywania doświadczeń oraz ich opisywania pani doktor pomagała mi i wskazywała kolejne możliwości rozwoju. Oprócz tego dr Zabost była głównym opiekunem projektu i moim, ale oczywiście współpracowaliśmy też z innymi naukowcami – w roli konsultacji czy pomocy przy eksperymentach.

6. To właśnie wtedy rozpoczęłaś badania dotyczące leczenia nowotworów? Na czym one polegały?

Na wykorzystaniu nanoczątek jako nośników leku przeciwnowotworowego stosowanego w chemioterapii. Problem polegał na zwiększeniu selektywności tego leku, ponieważ cechuje się on dużą toksycznością dla zdrowych tkanek pacjenta. Dlatego wraz z dr Zabost bardzo chciałyśmy to ograniczyć. Dodatkowo wykorzystałyśmy maty polimerowe, które składają się z nanowłókien.  Chciałyśmy otrzymać coś w rodzaju "opatrunku" z lekiem, który mógłby być stosowany np. po usunięciu nowotworu w ramach zabiegu chirurgicznego.

7. Co się dzieje z tymi badaniami teraz?

Wraz z dr Eweliną Zabost we współpracy m.in. z Politechniką Warszawską wytworzyłyśmy system i zbadałyśmy jego wpływ na kilku liniach komórkowych w laboratorium. Jest to dowód, że tego typu zastosowania mają przyszłość i stanowią pomysł, który potrzebuje dużo czasu i badań. Wszelkie tego typu projekty wymagają dokładnych analiz i ulepszeń. Nasz projekt nazwałabym raczej prototypem z przetestowaną pod kątem skuteczności ideą.

(Źródło: Archiwum prywatne)

8. Co trzeba zrobić, by zainteresować swoimi badaniami Thomasa Südhofa, biochemika z Uniwersytetu Stanforda, laureata Nagrody Nobla?

Wystarczy spróbować zapytać go o opinię. Prawda jest taka, że chcąc zasięgnąć opinii na temat propozycji badawczej projektów, wysyłałam zapytania do różnych osób związanych z określoną tematyką. Stwierdziłam, że zapytanie noblisty też jest dobrym pomysłem. Wysłałam więc maila, w którym opisałam problem. W odpowiedzi otrzymałam wiele ciepłych słów, a także zachętę do dalszej pracy.

9. Niejednemu licealiście, pewnie nawet zdolnemu i chętnemu do pracy, brakuje jednak odwagi. Skąd Ty ją czerpiesz?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam – po prostu chciałam zrobić coś, co można by było wykorzystać w przyszłości lub zainteresować inne grupy. Oczywiście miałam i nadal mam świadomość, że w pojedynkę i w dwa tygodnie nie da się zrobić nie wiadomo czego, ale zawsze można przetestować pomysł lub pokazać inną propozycję rozwiązania problemu.

10. Przy swoim obecnym projekcie współpracujesz z Dominiką Bakalarz. Jak ją poznałaś?

Dominikę poznałam podczas stażu wakacyjnego Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci w 2013 roku. Była ona wtedy na stażu z matematyki, ja natomiast działałam na Wydziale Chemii UW. Na początku naszej znajomości nie spodziewałam się, że wspólnie będziemy działać w jednym projekcie. Ale, jak widać, nasza współpraca ułożyła się i układa w bardzo efektywny sposób.

11. Postanowiłyście opracować "magiczne" opatrunki Origami BioBandage, które ułatwią gojenie się ran. Jak się zaczęły te prace?

 

W wakacje 2014 roku razem pojechałyśmy na staż z fizyki kwantowej do Wiednia. To właśnie tam wpadłyśmy na pomysł, że będziemy robić "opatrunki, które będą składały się niczym orgiami". Ten pomysł przeszedł wielokrotną weryfikację i ostatecznie zdecydowałyśmy się, że Origami BioBandage to oprogramowanie, a nie opatrunki.

12. Jak ono działa?

Nasz projekt Origami BioBandage, tak jak wspomniałam, przeszedł wielokrotną weryfikację pod kątem jego wykonalności. Ostatecznie zdecydowałyśmy, że chcemy zajmować się opracowaniem oprogramowania, które będzie pomagało w dopasowaniu leczenia do przypadku medycznego pacjenta. Chcemy wykorzystać współczesne metody diagnostyczne do pozyskania informacji na temat choroby pacjenta – w tym przypadku złamania kości.

Z drugiej strony, chcemy także zastosować metody eksperymentalne do pozyskania informacji na temat obecnego na rynku typu leczenia (np. implantów) i wykorzystać je do zamodelowania go w środowisku komputera. Dzięki temu lekarz będzie miał możliwość zintegrowania tych dwóch modeli ze sobą i sprawdzenia, które leczenie jest lepsze dla konkretnego pacjenta. Mamy głęboką nadzieję, że to pozwoli na zmniejszenie czasu potrzebnego na leczenie i diagnozę oraz pozwoli lekarzom wykorzystać współczesne metody diagnostyczne w szerszym spektrum.

13. W jakiej fazie jest projekt?

Rozwijamy część informatyczną i jesteśmy przed testami ilościowymi.

14. Pracę naukową zaczynałaś jeszcze jako licealistka. Teraz jesteś studentką. Dlaczego wybrałaś studia w Irlandii?

W wyborze studiów kierowałam się kierunkiem, który miałby być głównym przedmiotem mojego wykształcenia. Ponieważ czułam, że medycyna to nie jest koniecznie to, co chciałabym robić w przyszłości, szukałam czegoś do niej zbliżonego. I tak zdecydowałam się na nauki biomedyczne. Potem szukałam uniwersytetu w Wielkiej Brytanii, który miałby go w swojej ofercie oraz różne inne towarzyszące temu kierunkowi aktywności, jak np. staże wakacyjne, możliwość konsultacji oraz możliwość rozwoju w kierunku biznesowym. W moim uznaniu te kryteria spełnił Ulster University, który znajduje się w Irlandii Północnej.

15. Studiujesz za granicą, badania prowadzisz w Polsce. Jak to godzisz?

Żyjemy w mobilnym świecie, mamy dostęp do internetu. Jedna godzina zmiany czasowej to jeszcze nie koniec świata, ale czasami trzeba na to uważać. Obecnie więcej czasu spędzam na szukaniu nowych możliwości do dalszego rozwoju projektu (finansowania, konsultacji, informacji) niż na "prowadzeniu w tym kierunku badań". Dzięki temu studia i projekt wzajemnie się nie wykluczają.

16. Jaki jest twój cel? Co chciałabyś osiągnąć, by móc powiedzieć: czuję, że jestem spełniona zawodowo?

Bardzo chciałabym wiedzieć, że to, co robię, może być wykorzystane w medycynie i komuś pomóc lub ułatwić pracę. Wiem, że przede mną wiele pracy, ale jestem dopiero na jej początku. Możliwe, że chciałabym kiedyś otworzyć własną firmę, która świadczyłaby usługi biomedyczne albo w podobnej do niej pracować. Jednak na chwilę obecną muszę skupić się na zdobywaniu doświadczenia i nauki, żeby kiedyś w dalszej lub bliższej przyszłości móc to osiągnąć.

Dziękuję za rozmowę.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy