Przejdź na WP

''Dlaczego się pan czepia, przecież dziecko ma kapok'' – rozmowa z ratownikiem WOPR

Na co dzień pilnuje porządku na jednym z najbardziej obleganych jezior województwa lubelskiego. Andrzej Klaudel, prezes WOPR w Chełmie i ratownik z 42-letnim stażem, opowiada, dlaczego rodzice powinni uważniej pilnować dzieci i co się dzieje, po tym jak ratownik zejdzie z warty.

Zobacz film: "Topiła się w basenie pełnym ludzi"

Andrzej Klaudel, ratownik wodny, prezes WOPR Chełm
Andrzej Klaudel, ratownik wodny, prezes WOPR Chełm (WOPR Chełm)

Magda Rumińska, WP abcZdrowie: Jak wygląda typowy poranek ratownika?

Andrzej Klaudel, ratownik: Zwykle przychodzi się pół godziny przed otwarciem plaży. Najważniejszy jest obchód. Patrolujemy teren kąpieliska, sprawdzamy, czy ktoś - nie daj Boże - nie utopił się przez noc. To bardzo rzadkie sytuacje. Znacznie częściej ratownicy robią rano za sprzątaczy. Usuwamy puste butelki, szkło, kapsle, śmieci. Ludzie w ogóle nie myślą. Najwięcej szkła jest przy pomostach. Wieczorem, już po tym jak zejdziemy z warty, młodzi ludzie przychodzą na plażę, piją alkohol i tłuką butelki.

Ratownik ocenia stan zbiornika, sprawdza temperaturę wody i powietrza, a także kierunek wiatru. Zapisuje to wszystko na tablicy i wrzuca do internetu. Tam każdy może sprawdzić, jaka dziś pogoda na kąpielisku.

Pierwsi plażowicze pojawiają się na piasku i w wodzie. Jakie interwencje najczęściej przeprowadzają ratownicy?

Zmorą w tym roku są dmuchańce. Wszędzie pełno jednorożców i łabędzi. Nie brakuje też materaców w nietypowych kształtach. Ostatnio interweniowałem, ponieważ jedna para na takim materacu wypłynęła w głąb jeziora. Tam jest ok. 25 m głębokości. Podpływam i pytam, czy wygodnie się państwu pływa. Zazwyczaj jak są pary mieszane, zwracam się do kobiety. Mężczyźni częściej udają pewnych siebie i nie widzą problemu w swoim zachowaniu. Tłumaczę, że woda w tym miejscu jest bardzo głęboka, i o ile na płytszej nie miałbym problemu z uratowaniem pani i wyciągnięciem na brzeg, tak w tym przypadku jeśli zaczęłaby tonąć, ciało odnaleźlibyśmy po kilku dniach. Tak obrazowe przedstawienie sprawy zwykle działa.

Ludziom się wydaje, że potrafią pływać. Niestety większość z nich nie ma siły i umięjętności, żeby przepłynąć dłuższy dystans. Nie zliczę, ile interwencji dotyczyło osób, które wypłynęły w głąb jeziora za piłką albo inną zabawką i nie miały siły wrócić na brzeg. Czasem takie sytuacje kończą się dramatycznie.

Zdarza się, że plażowicze zarzucają panu, że się pan czepia i przecież nic złego się nie dzieje?

Nagminnie. Na naszym jeziorze można wypożyczyć takie lepsze, droższe rowerki wodne. Jest do nich przyczepiona zjeżdżalnia. Rodzinka wypożycza taki rower, pakuje do niego dzieci i płynie na środek jeziora. Dzieciaki zjeżdżają wprost do wody. Na prośbę o przepłynięcie na płytszą część kąpieliska, dostaję często odpowiedź: ''Nie po to zapłaciłem więcej za ten rowerek, żeby teraz nie móc z niego korzystać. A poza tym dzieci są w kapokach. Czepia się pan''. W większości przypadków kapok jest za duży, niedopasowany i słabo zapięty. Na szczęście słowne argumenty docierają do większości rodziców.

Choroby, które Polacy przywożą z wakacji. Dowiedz się, co może cię spotkać
Choroby, które Polacy przywożą z wakacji. Dowiedz się, co może cię spotkać [6 zdjęć]

Lato to doskonały czas na odkrycie nowych miejsc, poznanie nowych ludzi i zakup wakacyjnych pamiątek. Niestety,...

zobacz galerię

Jakie jeszcze głupie i nieodpowiedzialne zachowania pan zaobserwował?

Skakanie na główkę. Niby wszyscy wiedzą, jakie są konsekwencje skakania do wody, której się nie zna, ale czasem nie da się człowiekowi przetłumaczyć. Kiedyś miałem taką sytuację. Widziałem, że na pływającym pomoście ustawia się pan i chce stamtąd skakać. Podszedłem do niego i powiedziałem, że to zabronione i że dopóki jestem na plaży, żadnego skakania nie będzie. Pan był Czechem albo Słowakiem. Pracuję do 18:00, ale tego dnia jeszcze z kimś się zagadałem. Chłopak podszedł do mnie i powiedział, żebym już szedł, bo moja zmiana się skończyła, a on chce poskakać. Tłumaczenia niewiele pomogły. Na szczęście na drugi dzień nie znalazłem go w wodzie. Problemem są też nietrzeźwi młodzi ludzie.

Trudno ich upilnować?

Ratownik jest też od tego, żeby pilnować porządku na plaży. Bardzo ubolewam nad tym, że plaża to nie miejsce publiczne i jest tam pozwolenie na spożywanie alkoholu. Potem taki nietrzeźwy człowiek wchodzi do wody i zwykle reaguje agresją na próby zatrzymania. Moim ratownikom kilka razy zdarzyła się taka sytuacja, że zaraz po wyproszeniu nietrzeźwych gości z terenu kąpieliska, przyjechała policja. Za każdym razem okazywało się, że w ramach zemsty, wyproszeni dzwonili na 997, żeby donieść na nietrzeźwych ratowników. Policja ma obowiązek to sprawdzić, dlatego przyjeżdżają i poddają ratowników testom. Czasem robią to w miarę dyskretnie, czasem powstaje zamieszanie. Plażowicze też później podejrzliwie patrzą na takich ratowników. Nie przeszkadza im to jednak traktować nas jak nianiek do dzieci.

Opiekujecie się dziećmi?

Codziennie po zejściu z warty wypełniamy raport i wpisujemy, ile interwencji podjęliśmy. Tych dotyczących zagubionych dzieci jest zwykle kilka do kilkunastu. Scenariusz przeważnie jest taki sam. Matka z dzieckiem przychodzi na plażę, rozkłada koc i opala się, kątem oka obserwując bawiącego się nieopodal malucha. Dziecko zatacza coraz szersze kręgi i niepilnowane przez rodzica oddala się i gubi.

Ostatnio przez 3,5 godziny opiekowałem się niespełna 4-letnią dziewczynką. Umiała tylko powiedzieć, jak ma na imię i że przyjechała z mamą. Zadzwoniliśmy na policję, nawoływaliśmy rodziców przez megafon. W końcu, po kilku godzinach, matka się znalazła. Pierwsze, co zrobiła, to dała klapsa dziecku. Kiedy zasugerowałem, że to raczej jej należy się lanie, stwierdziła, że przecież nic się nie stało, a ja jestem od tego, żeby pilnować, czy jej dziecko jest bezpieczne. Dalej pani tłumaczyła się policji.

Czasem zdarza się, że przybiega przerażona matka, bo dziecko bawiło się w wodzie, ona na chwilę odwróciła wzrok i dziecko zniknęło. Zwykle okazuje się, że bawi się grzecznie na plaży kilkanaście metrów dalej.

Ludzie na wakacjach często zachowują się bezmyślnie. Jaka sytuacja najbardziej pana zdziwiła?

Kilka lat temu nad plażą pojawił się niewielki samolot. Obniżał pułap i po chwili wyleciało z niego, wprost na plażę i do wody kilkadziesiąt małych, dmuchanych piłeczek z logo jakiegoś banku. Ludzie oszaleli. Większość piłeczek wylądowała w wodzie. Tłum prawie się tratował... Wszystko, żeby zdobyć piłeczkę. Przyznam, że wtedy trochę spanikowałem. Udało nam się, wspólnie z drugim ratownikiem, okiełznać ludzi, ale jeszcze przez jakiś czas zbieraliśmy piłki ze środka jeziora. To było absurdalne. Było też dochodzenie, kto pozwolił na taką akcję reklamową. Niestety nie pamiętam już jak się skończyło. Byłem w szoku, że ludzie potrafią ryzykować swoje życie dla jakiegoś darmowego prezentu. Niektórzy z nich zapomnieli, że nie potrafią pływać. Od tego momentu mało co jest mnie w stanie zdziwić.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Dowiedz się więcej:

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy