Fatalna pomyłka. Pacjentka szpitala w Radomiu została zoperowana bez powodu
Ewa Pasik, 42-letnia pracownica poczty, usłyszała w radomskim szpitalu, że ma rozwarstwiającego się tętniaka aorty i potrzebuje pilnej operacji w Warszawie. Po zabiegu okazało się jednak, że operacja była niepotrzebna, bo w dokumentacji doszło do pomyłki. Od października, po nagłośnieniu sprawy w programie "Interwencja", ruszyły działania sądu i instytucji.
W tym artykule:
Operacja pilnie potrzebna
Problemy pani Ewy Pasik spod Radomia zaczęły się we wrześniu ubiegłego roku, gdy trafiła do Radomskiego Szpitala Specjalistycznego z bólem brzucha. Po wykonanych badaniach lekarze przekazali jej, że podejrzewają rozwarstwienie aorty piersiowej i konieczna jest pilna interwencja w ośrodku o wyższym stopniu referencyjności w Warszawie. Pacjentka relacjonowała, że przedstawiono jej sytuację jako bezpośrednie zagrożenie życia.
- Przyszedł lekarz i powiedział, że wyniki są dobre, ale "jeszcze pójdzie pani na tomografię", bo coś wyszło nie tak. Dodał, że zostanę skierowana na echo serca. Powiedział, że mam tętniaka rozwarstwiającego aortę, że to główna żyła, co wchodzi do serca, mogę dostać krwotoku i za chwilę umrzeć. Mówił, że stan jest bardzo ciężki i może być taka sytuacja, że nie przeżyję transportu do Warszawy, więc zaczęłam się żegnać z mężem w Radomiu – relacjonuje Ewa Pasik w programie.
Pacjentkę przewieziono karetką do Warszawy, gdzie zespół kardiochirurgiczny przeprowadził operację.
Tragiczna pomyłka
Już po przeprowadzeniu operacji okazało się jednak, że operacja w ogóle nie była potrzebna. Według przekazywanych informacji przyczyną miało być wykorzystanie wyników lub elementów dokumentacji przypisanych do innego pacjenta.
- Szok, przy wypisie uświadomili nas ze operacja była niepotrzebna, sami zszokowani byli. Lekarz powiedział, że jak pracuje 23 lata w szpitalu, to on pierwszy raz widzi taki przypadek - mówił Dariusz Pasik, mąż pani Ewy.
Pełnomocnik pani Ewy wskazuje na liczne nieścisłości w dokumentacji. - Błędy sięgają już wywiadu, jaki został sporządzony z panią Ewą. Wywiad w dokumentacji pochodzi od zupełnie innej osoby. Pojawia się w nim migotanie przedsionków. Moja klientka nigdy nie cierpiała na migotanie przedsionków, inna sprawa to blizna na brzuchu, przepuklina z blizną. Nie było żadnej blizny. Są inne wyniki badań, od zupełnie innej osoby – przekonuje Grzegorz Gębski, adwokat pani Ewy.
- Nigdy nie byłam operowana, troje dzieci urodziłam siłami natury, nie miałam cięcia cesarskiego – dodaje kobieta.
Konsekwencje pomyłki
Według relacji rodziny skutki zabiegu oraz dalsze leczenie doprowadziły do znacznego ograniczenia sprawności pani Ewy. W materiale podkreślano, że wcześniej była aktywna zawodowo, a obecnie nie jest w stanie pracować i potrzebuje rehabilitacji.
- Nagle nie ze swojej winy zostałam bez środków do życia. Nikogo to jednak nie interesowało, wręcz jeden z pełnomocników podczas rozprawy powiedział, że oni nie są funduszem alimentacyjnym – opowiada pani Ewa.
- Nastąpiło całkowite odcięcie od pieniędzy, od wszystkiego. Robiłem zbiórki charytatywne na rzecz mamy – wspomina Szymon, syn pani Ewy.
Pani Ewa tłumaczyła też, że zdecydowała się publicznie opowiedzieć o sprawie z poczucia bezradności.
Stanowisko szpitala
W przesłanej odpowiedzi Radomski Szpital Specjalistyczny im. dr. Tytusa Chałubińskiego wskazał, że samo podejrzenie rozwarstwienia aorty było podstawą do przekazania pacjentki do ośrodka referencyjnego, gdzie zapadła decyzja o leczeniu operacyjnym.
- Nadmieniamy, że samo podejrzenie rozwarstwienia aorty było bezwzględnym wskazaniem do przekazania pacjentki do wyższego ośrodka referencyjnego, w którym podjęto decyzję o zastosowaniu leczenia kardiochirurgicznego - przekazał szpital w odpowiedzi.
Co zmieniło się od października?
W październiku ubiegłego roku sprawa była nagłaśniana w mediach, a pani Ewa – według relacji – pozostawała bez wystarczających środków do życia i wsparcia. Po emisji materiału doszło do przyspieszenia działań w kilku obszarach.
Po reportażu Sąd Okręgowy w Radomiu szybko przyznał pani Ewie rentę, co, jak wskazywała rodzina, ma umożliwić finansowanie rehabilitacji i leczenia. - Został wyznaczony termin posiedzenia i pani Ewa krok po kroku mogła opisać, co się wydarzyło od momentu przyjęcia jej do pierwszego szpitala poprzez przekazanie do drugiego szpitala w Warszawie - mówi Grzegorz Gębski, adwokat pani Ewy w wypowiedzi dla Polsatu.
- Bardzo się ucieszyłam, bo przynajmniej córka będzie miała środki na leczenie, na rehabilitację, na leki. Przede wszystkim na rehabilitację, żeby mogła dojść do siebie – mówi pani Danuta, mama pani Ewy.
Ponadto Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wskazało na nieprawidłowości związane z informowaniem pacjentki i prowadzeniem dokumentacji oraz zadeklarowało współpracę z prokuraturą.
- Szpital niewłaściwie informował pacjentkę o tym, co się dzieje, ona właściwie nie wiedziała nic. Wytworzona w tym podmiocie dokumentacja medyczna pozostawiała wiele do życzenia, a właściwie jej nie było w niektórych aspektach. Dlatego współpracujemy z prokuraturą – tłumaczy Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta cytowana przez stację.
Do prokuratury i sądu trafiły też zawiadomienia dotyczące zachowania lekarzy, a w sądzie złożono pozew o ponad 2 mln zł.
Co dalej?
Z przekazanych informacji wynika, że panią Ewę czeka rekonstrukcja klatki piersiowej, ponieważ skutki operacji wymagają korekty. Sama pacjentka podkreśla, że najważniejszym celem jest odzyskanie zdrowia.
- Moim jedynym marzeniem jest to, żeby być zdrowa i żeby móc pomoc dzieciom, nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne. Jeżeli będę miała zdrowie, sobie sama ze wszystkim poradzę – podsumowuje.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła
- Polsat News
- Interwencja
- WP abcZdrowie
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.