Jej wątroba "świeciła się od stłuszczenia" "Była przerażona diagnozą"

Szczupła sylwetka, a w środku "tykająca bomba". Kiedy otyłości nie widać na zewnątrz, robi się wyjątkowo niebezpiecznie. – Stłuszczenie wątroby było już na najwyższym poziomie, miała początki zwłóknienia wątroby i stan przedcukrzycowy – mówi o alarmującym przypadku swojej 30-letniej pacjentki dr n. med. Szymon Suwała.

Choroba otyłościowa to poważny problem, na zdj. Szymon SuwałaChoroba otyłościowa to poważny problem, na zdj. Szymon Suwała
Źródło zdjęć: © Getty Images, Instagram • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Szczupły na zewnątrz, otyły w środku

Chorobę otyłościową nie zawsze widać gołym okiem. Problem może rozwijać się "po cichu", nawet u szczupłych osób, które mają wagę w normie. Nie tak łatwo zorientować się wtedy, że jest problem, który trzeba leczyć.

Chodzi konkretnie o fenotyp TOFI (ang. thin outside, fat inside, co można tłumaczyć jako szczupły na zewnątrz, otyły w środku).

– To najbardziej niebezpieczny ze wszystkich fenotypów choroby otyłościowej, bo pozornie nic się nie dzieje, pacjent nie widzi zmian gołym okiem, więc uważa, że jest zdrowy. Waga jest w normie, podobnie jak BMI, obwód talii czy bioder, do tego nic nie boli – to wszystko usypia czujność. Nawet jeśli pacjent zrobi podstawowe badania, to np. odchylenia w parametrach glikemii czy cholesterolu można zlekceważyć – przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Szymon Suwała, endokrynolog, obesitolog.


WIDEO
"O zdrowiu przy kawie". Endokrynolog: W chorobie otyłościowej nie mówimy o winie pacjenta

Niestety, takie podejście do wyników może mieć też lekarz. – Nie każdy od razu reaguje np. na podwyższone wyniki glikemii na czczo, czyli de facto stan przedcukrzycowy. Znam przypadki, kiedy pacjenci słyszeli, że nie ma jeszcze problemu i "należy to obserwować" – przyznaje dr Suwała.

– Tymczasem stan przedcukrzycowy może dawać takie same powikłania jak cukrzyca. To może być pogorszenie wzroku i retinopatia czy choroba nerek. Nie jest to tylko teoretyzowanie, ale konkretne przypadki pacjentów, którzy do mnie trafiają. To jest zbyt poważna sprawa, by nie wdrożyć leczenia, tylko kazać się obserwować – zaznacza lekarz.

Tłumaczy, że w przypadku otyłości TOFI tkanki tłuszczowej nie widać gołym okiem, bo gromadzi się ona w brzuchu, otaczając np. wątrobę, trzustkę czy żołądek.

– Tkanka trzewna działa prozapalnie, więc niepostrzeżenie mogą rozwijać się poważne powikłania, rośnie ryzyko np. cukrzycy, stłuszczenia wątroby czy chorób sercowo-naczyniowych, a tym samym nagłych incydentów, jak zawał serca czy udar mózgu – przestrzega dr Suwała.

Wątroba "świeciła się od stłuszczenia"

Dr Suwała przyznaje, że ma coraz więcej pacjentów z otyłością typu TOFI. – Jedną z ostatnich pacjentek, u której wykryłem ten fenotyp, była 30-latka, która zgłosiła się po tym, jak zrobiła rutynowo USG jamy brzusznej. Jej BMI było w normie, miała wagę w normie, szczupłą sylwetkę, ale w badaniu wyszło, jak sama to określiła, że jej "wątroba świeciła się od stłuszczenia" – dodaje lekarz.

Po wykonaniu fibroscanu (badanie wątroby oparte na ultradźwiękach, które pomaga wykryć stłuszczenie i zwłóknienie wątroby na wczesnym etapie), potwierdziła się MASLD, czyli stłuszczeniowa choroba wątroby na tle metabolicznym.

– Stłuszczenie wątroby było na najwyższym, trzecim poziomie, były już początki zwłóknienia wątroby, a także stan przedcukrzycowy ze stale podwyższonym parametrem glikemii na czczo, a także przekroczenia norm cholesterolu. Analiza składu ciała wykazała, że 48 proc. masy ciała to tkanka tłuszczowa, podczas gdy górna granica normy to 30 proc. Mieliśmy więc pełne potwierdzenie fenotypu TOFI – wyjaśnia dr Suwała.

Prof. Jerzy Jaroszewicz, kierownik Katedry Chorób Zakaźnych i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, alarmował, że możemy już mówić o "epidemii choroby stłuszczeniowej związanej z zaburzeniami metabolizmu". – Dotyczy ona już 23 proc. Polaków. Choć to mniej w porównaniu ze średnią europejską, gdzie jest to na poziomie 30 proc., to niestety obserwujemy, że ta tendencja jest wzrostowa – podkreślał prof. Jaroszewicz w rozmowie z WP abcZdrowie.

Hepatolog zwracał uwagę na dietę, ale też alkohol, którego szkodliwy wpływ na zdrowie jest w Polsce bagatelizowany, co szczególnie widać w przypadku piwa. – Tymczasem, jak pokazują badania i nasze obserwacje w poradni, to właśnie piwo jest głównym motorem napędowym choroby stłuszczeniowej – podkreślił lekarz.

– 8 mln Polaków ma już chorobę stłuszczeniową, a ok. 15–18 proc. z tej grupy ma na tyle istotne włóknienie, że jest w połowie drogi do marskości. Taki stan bezwzględnie wymaga opieki hepatologa, tymczasem takie osoby najczęściej nie chodzą do lekarza i nie wiedzą o problemie – alarmował.

Co ciekawe, pacjentka dr. Suwały nie odżywiała się źle, alkohol piła okazjonalnie. W jej diecie brakowało natomiast białka, co w połączeniu z brakiem aktywności fizycznej mogło się u niej przyczynić do rozwoju choroby. – Tych czynników najprawdopodobniej było więcej. Niewykluczone, że nałożyła się na to także genetyka – zauważa dr Suwała.

Nie tylko leki

U 30-latki konieczna była więc zmiana diety i większa aktywność fizyczna z naciskiem na trening siłowo-oporowy.

– Chodziło o zwiększenie podaży białka i budowę masy mięśniowej. Tkanki mięśniowej było zdecydowanie za mało w stosunku do tkanki tłuszczowej. Pacjentka kwalifikowała się też do terapii lekiem przeciwotyłościowym, ale off label (z ang. poza wskazaniami – red.), bo choć miała BMI w normie na poziomie ok. 24, to spełniała kryteria choroby otyłościowej – wyjaśnia dr Suwała.

Po czterech miesiącach kompleksowej terapii są widoczne efekty. – Wyniki glikemii są w normie, poprawiły się wyniki cholesterolu, zaczęło się też trochę cofać stłuszczenie wątroby. To m.in. zasługa zwiększenia tkanki mięśniowej, dzięki której można było zacząć "spalać" tkankę tłuszczową. Nie oznacza to pełnego wyleczenia, bo choroba otyłościowa jest przewlekła i może nawracać, trzeba ją więc stale kontrolować – zwraca uwagę lekarz.  

– Pacjentka była jednak realnie przerażona diagnozą, bo regularnie się badała, niestety, jej wyniki były lekceważone przez lekarzy, z którymi się wcześniej konsultowała. Dobrze, że wykonała rutynowo USG jamy brzusznej, bo jeśli minęłoby jeszcze kilka miesięcy, rok, to jej wątroba mogłaby być już w bardzo poważnym stanie lub doszłoby do rozwinięcia pełnoobjawowej cukrzycy – podkreśla.

Przyznaje, że nie każdy pacjent reaguje tak samo na leki przeciwotyłościowe. – Stąd coraz więcej dyskusji o tym, by znaleźć złoty środek i taką dawkę, która mogłaby być podawana przewlekle u pacjentów, u których jest konieczna stała terapia farmakologiczna. Choć o chorobie otyłościowej wiemy już bardzo dużo, nadal ma ona wiele tajemnic i obserwujemy, jak różne mogą być jej powikłania i jak indywidualnego podejścia wymagają pacjenci – zaznacza dr Suwała.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie