Koniec z chorobą lokomocyjną!
Naukowcy zapewniają, że w ciągu najbliższych 10 lat uda im się opracować skuteczną i dostępną dla każdego metodę, dzięki której raz na zawsze pozbędziesz się choroby lokomocyjnej.
1. Objawy
Objawy choroby lokomocyjnej bywają różne. Także ich stopień nasilenia zależy od konkretnego organizmu. Kiedy jedni zaledwie odczuwają mdłości podczas przejażdżki rollercoasterem, inni nie wyobrażają sobie nawet sekundy spędzonej na kolejce górskiej, a silna biegunka i wymioty występują u nich już po 10 minutach jazdy samochodem.
Choroba lokomocyjna, inaczej kinetoza, dotyka najczęściej dzieci. W pewnym wieku po prostu się z niej wyrasta, ale nie jest to regułą. Może wystąpić zarówno podczas lotu samolotem, jazdy środkami transportu lądowego, jak i rejsu statkiem. Do jej najbardziej nieprzyjemnych skutków zaliczamy: trudności z chodzeniem, duszności, wymioty, biegunkę, omdlenia, szumy w uszach, trudności z oddychaniem, a także napady histerii. Choroba zazwyczaj ustępuje bardzo szybko po zakończeniu podróży.
2. Przyczyny
Naukowcy wciąż nie są jednogłośni co do przyczyny występowania kinetozy, ale najpopularniejsza i powszechnie przyjęta teoria mówi o niezgodności bodźców dostarczanych przez zmysł wzroku i równowagi do mózgu. Podczas jazdy samochodem wzrok odbiera zmianę otoczenia, ale narząd równowagi – błędnik znajdujący się w uchu wewnętrznym – nie wysyła do mózgu sygnału o zmianie położenia ciała. Z kolei podczas rejsu statkiem, kiedy błędnik rejestruje kołysanie, oczy patrzą na spokojny, stały horyzont.
Badania przeprowadzone na Imperial College w Londynie, opublikowane we wrześniu w czasopiśmie naukowym „Neurology”, pokazują, że delikatna stymulacja skóry głowy prądem może wygaszać reakcje w obszarze mózgu, który jest odpowiedzialny za przetwarzanie sygnałów ruchu, dzięki czemu możliwe jest zminimalizowanie reakcji spowodowanych przez mylące sygnały wywołujące chorobę lokomocyjną. Naukowcy chcą, aby w przyszłości metoda ta była dostępna dla każdego.
3. Stymulacje i symulacje
Naukowcy z Wydziału Medycyny Imperial College w Londynie przeprowadzili badania na ochotnikach, którzy przez pierwsze 10 minut testów zostali podłączeni do elektrod. Następnie musieli usiąść w fotelu symulującym ruchy doznawane przez ludzi podczas rejsu statkiem lub jazdy na rollercoasterze. Okazało się, że dolegliwości związane z chorobą lokomocyjną, takie jak np. nudności, były znacznie słabsze.
Dr Qadeer Arshad, prowadzący badania, jest przekonany, że w ciągu 5-10 lat w każdej aptece można będzie kupić urządzenie zwalczające chorobę lokomocyjną. Wierzy, że będzie ono tak powszechnie dostępne jak teraz urządzenia łagodzące np. ból pleców. Dodatkowo naukowiec chce, aby w przyszłości zostało ono zintegrowane z telefonem komórkowym, by za pomocą gniazda słuchawkowego można było w każdej chwili, np. tuż przed podróżą, wysyłać niewielką ilość energii do naszego mózgu za pomocą elektrod podłączonych do skóry głowy.
Nowatorska terapia ma jeszcze jeden niezwykle ważny aspekt – w przeciwieństwie do tradycyjnych, farmakologicznych metod nie wywołuje widocznych efektów ubocznych jak np. senność po tabletkach. Naukowcy zapewniają również, że natężenie prądu przesyłane przez skórę głowy jest tak niewielkie, że nie wpływa negatywnie na organizm.
Potrzebujesz konsultacji z lekarzem, e-zwolnienia lub e-recepty? Wejdź na abcZdrowie Znajdź Lekarza i umów wizytę stacjonarną u specjalistów z całej Polski lub teleporadę od ręki.