Trwa ładowanie...

Onkolog: wcześnie wykrytego raka piersi można wyleczyć

Materiał powstał przy współpracy z organizatorami kampanii "Wylecz raka piersi HER2+"
Dr Joanna Kufel-Grabowska
Dr Joanna Kufel-Grabowska (Materiały partnera)

Rak piersi to najczęściej występujący nowotwór złośliwy u kobiet. W Polsce stanowi ok. 23 proc. wszystkich zachorowań. Choroba atakuje coraz młodsze pacjentki. Pojawiły się co prawda nowe metody leczenia, które dają dobre rokowania, ale na nic się to zda, jeśli rak zostanie wykryty późno. Jak więc poprawić swoje szanse w walce z nowotworem? I w jaki sposób leczy się podtyp HER2-dodatni? Na te i inne pytania odpowiada dr Joanna Kufel-Grabowska, onkolog ze Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

Rak piersi to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów u kobiet. Wiadomo, że im wcześniej wykryty, tym większe szanse na jego wyleczenie. Co można zrobić, aby nowotwory piersi były wykrywane we wczesnym stadium?

Dr Joanna Kufel-Grabowska: Podstawą jest profilaktyka. Istotne jest zwiększenie udziału w badaniach przesiewowych. W Polsce skierowane są one do pań od 50. do 69. roku życia. Każda kobieta w tym przedziale wiekowym może co dwa lata za darmo wykonać badanie mammograficzne. Niestety, nie ma obecnie zaproszeń imiennych, które wysyłano jeszcze jakiś czas temu. Wtedy zgłaszało się więcej pań. Teraz z darmowej mammografii korzysta ok. 30-40 proc. pacjentek z grupy poborowej. To niewiele.

A co z młodszymi kobietami? U nich również rozpoznaje się raka piersi, ale za mammografię muszą zapłacić z własnej kieszeni.

U młodszych kobiet mammografia jest trudna do interpretacji ze względu na budowę piersi. Im bardziej gruczołowa pierś, tym mniej widać w mammografii. I dlatego u młodych kobiet zalecamy najpierw wykonać badanie USG. Bardzo ważne jest też samobadanie piersi. Powinno się je wykonywać co miesiąc w pierwszej fazie cyklu, krótko po miesiączce. Piersi są wówczas najmniej nabrzmiałe, najmniej gruczołowe. Ale fakty są takie, że o tym zapominamy. Mimo wszystko starajmy się choć raz na jakiś czas, powiedzmy co 2-3 miesiące, wykonać to samobadanie. Młode kobiety najczęściej trafiają do lekarza właśnie dlatego, że same wyczuły w piersi coś niepokojącego.

A czy jest sens się badać, kiedy kobieta karmi piersią?

Oczywiście! Co więcej, jeżeli kobieta wyczuje jakąkolwiek zmianę, powinna wykonać badanie USG. Mówię o tym dlatego, że niekiedy można usłyszeć o konieczności odłożenia badania na czas, kiedy laktacja będzie zahamowana. To mit. Rak piersi występuje u kobiet w ciąży i u mam karmiących. Trzeba się badać, bo nowotwory związane z ciążą szybko rosną i nie można sobie pozwolić na czekanie.

W Polsce panuje przekonanie, że jak się ma raka, to się umiera. Boimy się badać, bo co, jeśli okaże się, że „coś” się znajdzie?

Wtedy trzeba po prostu rozpocząć leczenie. Faktycznie są pacjentki, które trafiają do nas późno, ale wtedy rokowanie już na starcie jest gorsze. Zamiast straszyć, powinno się głośno mówić o tym, że wcześnie wykrytego raka piersi można wyleczyć. W Polsce ta wyleczalność jest na poziomie 80 proc. To bardzo dobry wynik.

Kobieta wyczuwa coś niepokojącego w piersi. Gdzie ma się zgłosić i na jakie badania zostanie skierowana?

Pierwsze kroki trzeba skierować do lekarza rodzinnego lub ginekologa. Lekarz pokieruje albo na USG, albo na mammografię, albo na jedno i drugie. I wtedy zaczyna się diagnostyka. Jeśli wykryta zostanie zmiana w piersi, zaczynamy od biopsji gruboigłowej, która pozwala na pobranie materiału do badania histopatologicznego. Z jej pomocą określamy, czy mamy do czynienia ze zmianą łagodną, czy złośliwą. I dalej działamy zależnie od tego, jaki wynik otrzymamy.

Jak więc dzisiaj wygląda leczenie raka piersi? Ono nie kojarzy się w społeczeństwie dobrze.

W leczeniu raka piersi bardzo dużo się zmieniło i nadal się zmienia. Kobiety niemal automatycznie łączą raka piersi z mastektomią. Ale tak już nie działamy. Chirurdzy stawiają na minimalną inwazję, co oznacza, że kładziemy nacisk na to, aby oszczędzić pierś i nie usuwać jej w całości. Ale, podkreślmy raz jeszcze, do tego jest potrzebne wczesne rozpoznanie nowotworu. Kiedy mimo naszych starań pierś trzeba usunąć, proponujemy chorej rekonstrukcję piersi.

A chemioterapia? Ona nadal jest stosowana.

Owszem, chemioterapia to standard od wielu lat. Jest skuteczna, ale też niepozbawiona skutków ubocznych. Wiemy o nich i robimy wszystko, by je zminimalizować. Zwracamy choćby uwagę na płodność kobiet, o czym nie było mowy jeszcze kilka lat temu.

Kobiety mogą mieć dzieci po chorobie nowotworowej?

Robimy wszystko, by to było możliwe. To bardzo ważne. Zachorowalność na raka piersi rośnie w każdej grupie wiekowej, wśród młodych pacjentek też. Stanowią one 7 proc. wszystkich zachorowań. To rocznie ok. 2 tysięcy młodych kobiet przed 40. rokiem życia. A jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że średnia wieku posiadania pierwszego dziecka się przesuwa, często mamy do czynienia z pacjentkami, które nie zdążyły mieć dzieci. Nie tylko chcemy je wyleczyć, ale też zadbać o ich płodność, by mogły spełnić marzenie o macierzyństwie. Pomagają nam w tym samorządy. W Poznaniu działa program refundowany przez miasto, który pozwala poznaniankom na zamrożenie komórek jajowych. Kiedy kończą leczenie i minie okres największego ryzyka nawrotu raka, mogą starać się o dziecko.

Według statystyk u 18-20% kobiet chorych na raka piersi rozpoznaje się podtyp HER2-dodatni. Jakie są metody leczenia tego podtypu raka?

Może zacznijmy od podstaw. W nowotworze piersi oznaczamy trzy receptory: estrogenowy, progesteronowy i receptor HER2. Oznaczamy je dlatego, bo mamy określone metody leczenia skierowane przeciwko tym receptorom. To tzw. leczenie celowane. Terapia nowotworu piersi HER2-dodatniego wymaga chemioterapii oraz leków skierowanych przeciwko receptorowi HER2-dodatniemu. Są to specyficzne przeciwciała. Dzięki tej terapii rokowanie chorych jest dobre.

Kobiety niekiedy boją się leczenia przedoperacyjnego. Obawiają się, że zwlekanie z operacją może spowodować wzrost guza.

Jest odwrotnie. Chemioterapia w połączeniu z leczeniem celowanym daje duże szanse na oszczędzenie piersi i wyleczenie, czyli osiągniecie całkowitej odpowiedzi patologicznej.

A czy ten schemat leczenia można zastosować u każdej pacjentki z rakiem piersi HER2-dodatnim?

Pacjentka musi spełniać określone kryteria. Leczenie przedoperacyjne możemy włączyć wtedy, gdy nowotwór jest większy niż 1 cm, a podwójną blokadę, polegającą na podaniu dwóch przeciwciał – jeśli guz ma powyżej 2 cm i zajęte są węzły chłonne lub guz jest hormononiezależny.

Jakie są korzyści z przeprowadzenia operacji oszczędzającej w porównaniu z mastektomią?

Jest to leczenie równie skuteczne jak mastektomia, a zawsze pozostaje pierś. Nie ma potrzeby jej później rekonstruować, co wiąże się nie tylko z kolejną operacją dla pacjentki, ale też wysokimi kosztami. Są też zresztą wskazania medyczne: kiedy usuwa się całą pierś, mamy do czynienia z dużą różnicą w obciążeniu kręgosłupa.

Wspomniała Pani wcześniej o całkowitej odpowiedzi patologicznej. Co to takiego?

U większości chorych na HER2-dodatniego raka piersi stosujemy leczenie systemowe przedoperacyjne. Terapia trwa ok. pół roku. W tym czasie obserwujemy chorą, czyli badamy ją klinicznie i wykonujemy badania obrazowe – mammografię i USG – w określonych odstępach czasu. W ten sposób sprawdzamy, czy guz się zmniejsza. Może też całkowicie zniknąć, co dobrze rokuje. Brak komórek nowotworowych w preparacie pooperacyjnym po leczeniu neoadiuwantowym to bardzo dobry czynnik prognostyczny. Jeśli chorej udało się osiągnąć całkowitą odpowiedź patomorfologiczną, to znaczy, że terapia jest skuteczna. Zdarza się jednak, że komórki nowotworowe zostają w usuniętym materiale. Mówimy wówczas o chorobie resztkowej. Tu rokowanie jest gorsze i wymaga intensywniejszego leczenia pooperacyjnego. Na świecie dostępne są już leki, które poprawiają rokowanie chorych. To leki trochę inne od tych, które mamy w Polsce. Czekamy, aż będą u nas refundowane. Stanowią połączenie przeciwciał anty-HER2 z cytostatykiem.

Diagnoza spada często na kobiety jak grom z jasnego nieba. Czują się zagubione i, co zrozumiałe, bardzo się boją. Gdzie mogą szukać wsparcia?

Polecamy zwłaszcza organizacje pacjenckie. My – onkolodzy – rozmawiamy oczywiście z pacjentką. Mówimy jej o możliwościach leczenia. Staramy się wszystko wytłumaczyć. Ogromną siłą jednak są grupy, które zrzeszają ludzi mających chorobę nowotworową za sobą. Orientują się w temacie leczenia. Potrafią się też wczuć w sytuację chorego i jego rodziny. Nie tylko edukują społeczeństwo i dają wsparcie chorym, ale też działają na poziomie Ministerstwa Zdrowia.

Dziękuję za rozmowę.

Materiał powstał przy współpracy z organizatorami kampanii "Wylecz raka piersi HER2+"

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza