Polscy lekarze wybierają wąskie specjalizacje. Brakuje pediatrów i internistów

W Polsce mamy 2,2 lekarza na 1000 mieszkańców. Średnia w UE to ponad 4. W naszym kraju lekarze mogą się kształcić w ponad 70 specjalizacjach, podczas gdy w innych krajach europejskich jest ich ok. 50. Brakuje pediatrów, internistów, ginekologów. W przyszłości to właśnie w tych specjalizacjach będzie deficyt lekarzy, a przecież to właśnie ich chorzy potrzebują najbardziej.

1. Młodzi lekarze patrzą w przyszłość

Na polskich uczelniach medycznych kształcą się tysiące studentów. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w roku akademickim 2014/2015 na uniwersytetach medycznych studiowało 59 691 osób. Wielu z nich przyjeżdża bądź przylatuje z innych państw, ale po zakończeniu edukacji wraca do siebie. Zależność ta coraz częściej widoczna jest również u studentów polskich. Najwyższa Izba Kontroli uważa, że w Polsce za kilka lat zabraknie lekarzy.

- Wydaje się, że w tej sprawie nie ma już różnic poglądów. Niedobór lekarzy specjalistów w Polsce jest faktem. Zaczyna to już nawet dostrzegać Ministerstwo Zdrowia, choć dość długo udawano, że nic się nie dzieje i wszystko jest w porządku. Pozostaje ustalić przyczyny tego stanu rzeczy i poszukać dróg wyjścia z kryzysu – mówi dla WP abcZdrowie dr n. med. Jerzy Friediger, specjalista chirurg.

Zobacz film: "#dziejesienazywo: Dlaczego warto robić screening?"

Z raportów wynika, że cierpimy na niedobór internistów i ginekologów. Niedługo problemem będzie też znalezienie lekarza, który zajmie się rozwojem dziecka nie tylko podczas ciąży, ale i po porodzie. Brakuje również pediatrów. Na tym jednak problemy się nie kończą. Polscy lekarze się starzeją. Liczba medyków powyżej 65. roku życia jest coraz wyższa.

- Nie budzący już niczyjej wątpliwości niedobór lekarzy specjalistów spowodowany jest przede wszystkim złym systemem organizacyjnym kształcenia specjalizacyjnego, wprowadzonym rozporządzeniem Ministra Zdrowia w roku 1999 i wynikającym z niego zmniejszeniem ogólnej liczby kształconych specjalistów w wielu dziedzinach medycyny - mówi dr Friediger.

W Polsce brakuje lekarzy: ginekologów, internistów i pediatrów
W Polsce brakuje lekarzy: ginekologów, internistów i pediatrów (123rf)

- Ministerstwo Zdrowia wypowiedziało wówczas wojnę tym, którzy chcieli się uczyć i specjalizować, wprowadzając ograniczenie liczby miejsc specjalizacyjnych oraz utrudnienia administracyjne przy dopuszczeniu do postępowania kwalifikacyjnego.

- W ten sposób powstał najgłupszy w Europie system kształcenia lekarzy specjalistów, który już wtedy pozwalał przewidywać jego następstwa za kilka lat. Samorząd lekarski ostrzegał wówczas, że spowoduje to spadek liczby lekarzy specjalistów i trudną do uzupełnienia „dziurę pokoleniową”. Ale wszechwiedzący urzędnicy pozostawali głusi na te opinie. Tak jest zresztą do dziś – dodaje dr n. med. Jerzy Friediger.

- Brakuje lekarzy o szerokiej specjalizacji zawodowej, takich jak internista, pediatra, głównie dlatego, że na ich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność, również finansowa. Muszą posiadać szeroką wiedzę medyczną z różnych dziedzin - mówi Alicja, studentka medycyny na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

- Możliwość utworzenia prywatnej praktyki zawodowej jest utrudniona, gdyż nie tak ławo jest lekarzom o szerokiej specjalności dorobić dodatkowo do etatu szpitalnego, czyli głównego miejsca zatrudnienia. Lekarz o wąskiej specjalności w gabinecie znacznie lepiej poradzi sobie finansowo – komentuje studentka.

Najbardziej irytujące zachowania pacjentów - okiem lekarza
Najbardziej irytujące zachowania pacjentów - okiem lekarza [10 zdjęć]

Jest to jedno z najbardziej irytujących zachowań pacjentów. Zdaniem specjalistów warto rzucić palenie...

zobacz galerię

- Interniści cały czas są postrzegani jako „lekarze mniej wartościowi”, tak jakby bez specjalizacji. Dodatkowo, jeżeli pracują w POZ, mają niższe zarobki niż „prawdziwi specjaliści”. Nie cieszą się też takim samym szacunkiem – dodaje Mateusz, student VI roku medycyny na UM w Lublinie.

- Specjalizacje ogólne to większa odpowiedzialność. Dużo ciężej jest się dorobić, otwierając sobie prywatny gabinet. W pediatrii i ginekologii więcej się ryzykuje, bo pozwy są zdecydowanie częstsze. Pediatria jest ciężka, bardzo dużą wiedzę trzeba mieć, żeby być w tym dobrym. Lepiej jest specjalistom w wąskich dziedzinach, bo robią to, na czym się znają konkretnie. Długo się kształcą, ale ostatecznie to się opłaca, jeśli chodzi o stres, finanse i generalne powiązanie w środowisku medycznym – dodaje Aleksandra, studentka medycyny na UM w Lublinie.

Lekarze wybierają wąskie specjalizacje - to trend występujący nie tylko w Polsce. Na całym świecie kładzie się na nie coraz większy nacisk.

- Medycyna w ostatnich latach bardzo szybko się rozwija. Mamy coraz lepsze i dokładniejsze metody diagnostyczne. Każdego roku wchodzą na rynek nowe leki i metody leczenia. Wąskie specjalizacje są potrzebne, bo nikt nie jest w stanie być dobry we wszystkim. Potrzebujemy specjalistów, którzy znają swoją „działkę” od A do Z – mówi Monika, która za kilka lat zostanie lekarzem.

Przeczytaj koniecznie

2. Dlaczego nie interna?

- Nie zmienia to faktu, że większość osób choruje na typowe choroby, z którymi kierowani są na oddziały chorób wewnętrznych lub oddziały ogólnopediatryczne. Te oddziały są zwykle największe w szpitalu, a mimo tego najbardziej przepełnione – dodaje Monika.

To właśnie oddziały internistyczne przynoszą szpitalowi największe straty. Chorym wykonuje się wiele badań, aby postawić diagnozę, a zwroty z NFZ zwykle nie pokrywają tych kosztów. Niedofinansowanie oddziałów przenosi się nie tylko na niskie zarobki lekarzy internistów, ale również na złe warunki pracy.

- Specjalizacja z interny trwa sześć lat, jest to najdłuższy okres specjalizacji. Egzamin jest uważany za jeden z najtrudniejszych, a lekarz internista z 30-letnim stażem zarabia w szpitalu 3500 zł brutto. Nie jest to zachęcająca perspektywa dla studenta czy młodego lekarza przed wyborem specjalizacji. Ponadto, mimo tej długiej i trudnej edukacji, prestiż tej specjalizacji jest żaden. Lekarz internista wciąż pozostaje tylko tym „ogólnym”, który umie wszystko i nic, a jedyne, co potrafi, to odesłać pacjenta do specjalisty. Taka opinia panuje wśród pacjentów, ale również wśród lekarzy wąskich specjalizacji. Żeby być kimś, trzeba być kardiologiem czy reumatologiem. Takie specjalizacje są teraz modne – dodaje Monika.

W Polsce nikt nie nadzoruje tego, jakie jest zapotrzebowanie na daną specjalizację. I chociaż o limicie miejsc i przyjęć na medycynę decyduje Minister Zdrowia, praca resortu ogranicza się jedynie do akceptacji propozycji nadsyłanych przez uniwersytety medyczne.

NIK potwierdza – w latach 2012-2015 limity miejsc na kierunki lekarskie i lekarsko-dentystyczne podawane były już po ogłoszeniu rekrutacji. Progi punktowe na kolejny rok ustalano natomiast bez informacji o limicie, a ten tworzono dzięki własnym badaniom uczelni i analizom rynku.

- Jesteśmy na równi pochyłej, która przechyla się coraz bardziej. Nim dojdzie do katastrofy, sposób kształcenia specjalistów musi zostać zmieniony. Sprawa jest pilna. System wymaga szybkich, ale przemyślanych zmian, a nie wprowadzanych ad hoc komentuje dr n. med. Jerzy Friediger.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy