Poszła na USG. Nie takiej diagnozy się spodziewała

– O tym, że mam guza na tarczycy, dowiedziałam się podczas USG piersi – mówi Paulina. Były łzy, szok i niepewność jutra. Dziś 38-latka jest po operacji wycięcia prawego płata z powodu raka brodawkowatego.

sŚlad po operacji wycięcia płata tarczycy u pacjentki. Na zdjęciu dr Jacek Belowski
Źródło zdjęć: © Licencjodawca • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Wcześniej nie badała tarczycy, ponieważ nie było wskazań – ani objawów, że pracuje nieprawidłowo, ani chorób w rodzinie. Regularnie chodziła natomiast na USG piersi. Podczas kolejnego badania radiolog zażartował: "Sprawdzę jeszcze tarczycę, bo u kobiet w świętokrzyskim ‘lubi’ chorować". I tak w trakcie USG szyi znalazł "coś", co prawdopodobnie było guzem.

W ten sposób 38-latka po raz pierwszy trafiła do endokrynologa. Lekarz potwierdził, że guz, choć mały (2-3 mm), "wygląda nieładnie", i skierował ją na biopsję cienkoigłową, która miała sprawdzić, czy zmiana rzeczywiście ma charakter złośliwy.


WIDEO
Nietypowe objawy raka tarczycy

Wynik badania: kategoria II wg klasyfikacji Bethesda, czyli zmiana łagodna. – Odetchnęłam z ulgą. Przecież wielu ludzi ma w tarczycy jakieś guzy, wole guzkowe, torbiele… – mówi 38-latka. Mimo uspokajającego wyniku nadal kontrolowała regularnie zmianę u endokrynologa, ponieważ z czasem mogła się powiększyć lub zmienić swój charakter.

Lipiec 2025

Podczas kolejnego rutynowego USG tarczycy usłyszała: "Pani Paulino, nie podoba mi się ten guz. Ponówmy biopsję, tak dla świętego spokoju".

– Już w trakcie badania, po zachowaniu radiologa i patomorfologa, wywnioskowałam, że coś jest nie tak. Telefon lekarki następnego dnia tylko potwierdził moje złe przypuszczenia: "Niestety, podejrzenie złośliwości… Na pani miejscu bym to wycięła". I tak skończył się mój spokój. Były łzy, złość, myśli: "Dlaczego ja?".

Wynik: grupa V wg Bethesda, czyli zmiana podejrzana o złośliwość. Według aktualnej klasyfikacji średnie ryzyko złośliwości w tej kategorii wynosi 74 proc. W tym przypadku najczęściej zaleca się leczenie chirurgiczne i weryfikację rozpoznania w badaniu histopatologicznym.

Jak to możliwe, że pierwsza biopsja nie wykazała złośliwości, a kolejny wynik był już inny? Wyjaśnia to dr n. med. Jacek Belowski, endokrynolog i internista.

– Materiał biopsyjny pozyskuje się poprzez ruchy igły w "podejrzanej" zmianie. Komórki, które chcemy zbadać, powinny wtedy przedostać się do jej światła. Ale w małej zmianie nie ma na to dużo miejsca. Dlatego wykonywanie biopsji w bardzo małych zmianach zawsze jest dyskusyjne, gdyż igła może "zgarnąć" prawidłowe komórki z sąsiedztwa, a nie te patologiczne.

Mimo podejrzenia złośliwości Paulina nie miała żadnych niepokojących dolegliwości. Dobrze się czuła, a wyniki badań krwi były prawidłowe.

s
Pierwsza biopsja nie wykazała nieprawidłowości © Licencjodawca

Dr Belowski potwierdza, że rak tarczycy często przez długi czas nie daje objawów.

– To jeden z najczęściej występujących nowotworów, zwłaszcza u kobiet. Aktualna zapadalność pań na raka tarczycy klasyfikuje go na 5. miejscu, z częstością zachorowań bliską rakowi szyjki i rakowi trzonu macicy – mówi ekspert.

– Z drugiej strony, pod względem przyczyn zgonu, jest on dopiero w drugiej dziesiątce. Już sama ta statystyka wskazuje, że objawy raka tarczycy obserwujemy rzadko. Większość przypadków jest wykrywana w stadium bezobjawowym, po przypadkowym badaniu USG lub w stadium skąpoobjawowym, gdy zauważamy bądź wyczuwamy guzek w okolicy szyi. Wiele rozpoznań raka tarczycy pojawia się u osób, którym operowano tarczycę z innych powodów i w badaniu pooperacyjnym przypadkowo znaleziono drobne ogniska raka – dodaje.

– Inne poważne objawy, takie jak chrypka, zaburzenia fonacji (związane z naciekiem na nerw krtaniowy wsteczny) czy też duszność i przekrwienie twarzy (związane z uciskiem guza nowotworowego na tchawicę i naczynia), w dzisiejszych czasach obserwuje się rzadko. Spotyka się je w niektórych rzadkich, bardzo agresywnych postaciach raka lub w chłoniaku tarczycy – dodaje.

Kwiecień-grudzień 2025

Gdy pierwsze emocje opadły, Paulina skonsultowała się z kilkoma specjalistami. Każdy z nich przedstawił jej nieco inne podejście.

  • Pierwszy endokrynolog: "Ma pani dziecko, musi pani żyć, a czas działa na pani niekorzyść. Z wiekiem pojawiają się choroby współistniejące, co pogarsza rokowania".
  • Drugi endokrynolog: "W USA i Japonii nie przejmują się mikrorakami, dopóki nie osiągną 1 cm. Taką zmianę można aktywnie obserwować, a decyzja o usunięciu zależy od psychiki. Czy da pani radę żyć ze świadomością, że na 90 proc. to rak?".
  • Trzeci endokrynolog i chirurg onkolog: "Proszę nie czekać i go wyciąć. Ma pani na to rok".

Nic więc dziwnego, że Paulina miała wątpliwości. – Z jednej strony wiedziałam, że najpewniej to rak, więc jak mogę z nim spokojnie żyć? Przecież ludzie usuwają "zwykłe" kamienie z woreczka żółciowego, a ja mam czekać, aż nowotwór urośnie – jak na bombie? Z drugiej strony myślałam: może niepotrzebnie przejdę operację i usunę dobrze działający organ? Przecież wynik biopsji może okazać się pomyłką. W medycynie zdarzają się błędy – tłumaczy.

Ostatecznie, wspólnie z chirurgiem onkologicznym, zdecydowała się na lobektomię, czyli usunięcie jednego płata tarczycy. Na decyzję złożyło się kilka czynników: kolejny wynik biopsji wskazujący na wysokie prawdopodobieństwo złośliwości, strach o dziecko i po prostu zmęczenie życiem w niepewności.

ŚCO w Kielcach - tutaj bohaterka artykułu przeszła operację.
ŚCO w Kielcach - tutaj bohaterka artykułu przeszła operację. © WP abczdrowie

Lipiec 2026

Operacja wycięcia prawego płata tarczycy z cieśnią i węzłów chłonnych centralnych szyi odbyła się w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach. Przebiegła bez komplikacji, a Paulina szybko doszła do siebie.

Na wynik badania histopatologicznego czekała dwa tygodnie. Potwierdził on wcześniejsze podejrzenia. Chirurg wręczył jej dokument ze słowami: "Dobrze pani zrobiła".

Diagnoza brzmiała: rak brodawkowaty typu klasycznego prawego płata tarczycy. Bez naciekania poza tarczycę. Ognisko miało 2 mm. Ze względu na wielkość i cechy guza nie było wskazań do leczenia jodem promieniotwórczym.

Jak potwierdza dr Belowski, rak brodawkowaty tarczycy należy do nowotworów o bardzo dobrym rokowaniu. Zwykle rośnie powoli i dobrze odpowiada na leczenie.

– Osoby, u których przypadkowo wykryto raka tarczycy, warto uspokoić. Najczęstsza jego postać – rak brodawkowy – zazwyczaj jest bardzo dobrze wyleczalny. W świecie nauki, jak i wśród lekarzy praktyków toczą się dyskusje: na ile dzisiejsza wysoka rozpoznawalność raka tarczycy jest wynikiem udoskonalenia metod diagnostycznych i dotyczy przede wszystkim postaci "drzemiących", ognisk nowotworowych, które rozwijają się bardzo wolno i wbrew groźnej nazwie nie stanowią poważnego problemu medycznego – tłumaczy.

Blizna po wycięciu raka tarczycy.
Blizna po wycięciu raka tarczycy. © WP abczdrowie

– Bliscy pytają mnie, jak się czuję z diagnozą, a ja po prostu nie myślę o tym, że miałam raka. Podeszłam do tego zadaniowo: w moim organizmie było coś, czego nie powinno być, więc się tego pozbyłam – przyznaje 38-latka.

Na pytanie, czy po operacji coś się zmieniło, odpowiada, że niewiele. Pracuje, zajmuje się dzieckiem, wróciła do aktywności fizycznej, regularnie się bada.

– Tylko teraz budzik dzwoni nie o 6:30, ale o 5:30, żebym przed śniadaniem wzięła lek – mówi Paulina.

Musi codziennie przyjmować hormon tarczycy z powodu pooperacyjnej niedoczynności. Leczenie ma uzupełniać jego niedobór i utrzymywać poziom TSH zgodnie z zaleceniami lekarza. Paulinę czekają jeszcze coroczne kontrole, m.in. USG i badania krwi.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie