"Zawsze czułam, że jestem inna". Paulina Gałązka o neuroróżnorodności
Jej wyznanie o byciu osobą w spektrum autyzmu, które padło podczas półfinału "Tańca z Gwiazdami", poruszyło polską opinię publiczną. W rozmowie z WP abcZdrowie aktorka Paulina Gałązka mówi o doświadczeniu bycia osobą nieneurotypową. Ma też osobisty przekaz do innych dziewczyn w spektrum.
Mateusz Różański, WP abcZdrowie: Zacznę od życzeń, bo rozmawiamy 16 czerwca, w Dzień Neuroróżnorodności. Czym jest dla ciebie neuroróżnorodność? Jak ją odbierasz?
Paulina Gałązka: Na pewno cieszę się, że jestem już jej świadoma. Zawsze czułam, że jestem inna niż wszyscy, w jakiś sposób dziwna, ale nie wiedziałam, z czego to wynika. Szukałam innych przyczyn tych problemów. Myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że nie odbieram i nie postrzegam świata tak jak inni. Ale teraz, wiedząc już, że jestem osobą w spektrum autyzmu – neuroodmienną – po prostu łatwiej mi się żyje. Dużo bardziej rozumiem siebie i to, czego potrzebuję.
Paulina Gałązka opowiedziała nam o życiu w spektrum autyzmu
Opowiedz o swojej diagnozie.
Zacznę od tego, że gdy po raz pierwszy rozmawiałam z diagnostką, usłyszałam, że jestem "typowym przypadkiem" kobiety w spektrum autyzmu, która otrzymuje diagnozę już w dorosłym życiu. Takiej, która jest sprawna intelektualnie, pracuje, radzi sobie w życiu, ale która świetnie się maskuje i umie ukrywać swoje cechy autystyczne. Diagnostka powiedziała, że obie będziemy teraz, warstwa po warstwie, jak cebulę, docierać do tego, co kryje się pod tymi maskami.
Jakie uczucia ci wtedy towarzyszyły?
Pierwsza rozmowa była dla mnie najtrudniejsza. Byłam w szoku, że ona coś takiego powiedziała. Ale kiedy już otrzymałam samą diagnozę, poczułam ulgę. W międzyczasie zaczęłam coraz więcej czytać o spektrum autyzmu. Dowiedziałam się, że autyzm nie jest tym, z czym ludziom się najczęściej kojarzy. Czasem zdarza mi się słyszeć, że ja, jako aktorka, nie mogę mieć autyzmu, bo przecież osoby autystyczne nie mają emocji i na pewno nie potrafią ich wyrażać.
Żywy człowiek zawsze ma emocje. A co do aktorów – mówi się, że autyzm jest najbardziej "hollywoodzką" formą neuroróżnorodności, bo wśród aktorów to bardzo powszechne zjawisko. Wystarczy wymienić choćby sir Anthony’ego Hopkinsa.
Jak się okazuje, niezwykle powszechne. Bycie osobą autystyczną to bycie urodzoną aktorem. Całe życie uczysz się maskować, bo cechy, które masz naturalnie, są społecznie niepożądane. W moim przypadku to bardzo wyraźna, jak niektórzy mówią – nieadekwatna, emocjonalność. Do tego dochodzi potrzeba stimmingu (powtarzalne ruchy, dźwięki lub czynności sensoryczne, które pomagają osobom w spektrum autyzmu regulować emocje i układ nerwowy – przyp. red.).
Często też widzę rzeczy, których inni jeszcze nie dostrzegają, jestem parę kroków przed nimi. Muszę się wtedy powstrzymywać, żeby nie wchodzić w czyjeś kompetencje i przestrzegać tych wyuczonych zasad społecznych. One zresztą są dla mnie nielogiczne, ale wiem, że jeśli je złamię, to skończy się to dla mnie źle. Więc tak, to jest bycie aktorem przez całe życie.
Czyli do występów na scenie czy przed kamerą przygotowywałaś się całe życie, gdy musiałaś "występować" w klasie, na uroczystościach rodzinnych czy w grupie rówieśników?
Tak, ale dzięki spektrum dostaje się też coś, co w aktorstwie jest świetne: zmysł obserwacji. Jest się genialnym obserwatorem ludzi. Mam wrażenie, że mogłabym napisać książkę o tym, jak funkcjonują ludzie. To wspaniałe podłoże do tego zawodu.
Ale z drugiej strony to jest ciężka, codzienna praca. Człowiek, zamiast po prostu żyć jak najlepiej i czerpać z tego radość, musi bez przerwy starać się, by nie wypaść z roli.
Tak, ale to dlatego, że nie wiemy, jak to jest być osobą neurotypową. Na pewno zazdroszczę innym ludziom tego, że nie mają takiego ciągłego, intensywnego natłoku myśli – to musi być wielka ulga. Ale i tak się nie dowiem, jak to jest, bo mózgu przecież nie zmienię.
To jak autyzm wpływa na to, jaką jesteś osobą i jak objawia się w twoim codziennym życiu?
Na pewno muszę mieć swoje rytuały i dość szczegółowe plany. Myślę jednak, że w pracy na planie filmowym to bardzo pomaga. Każdy ma swoją funkcję i istnieją określone zasady, według których wszyscy się poruszają. Dlatego na planie jest mi o wiele łatwiej niż w wielu sytuacjach w życiu prywatnym. Jeśli nie znam ludzi albo sytuacje prywatne nie są w żaden sposób "zaaranżowane", bywa trudno. Prywatnie wolę przebywać z osobami, które znam od kilkunastu lat i tylko takimi ludźmi się otaczam.
Dziewczyn w spektrum jest bardzo wiele. Czują się dziwne, inne, mają wrażenie, że coś jest z nimi nie tak. Nazywają siebie dziwaczkami, a wprost – wariatkami. Co przekazałabyś dziewczynom w spektrum, które nie mają jeszcze diagnozy, a zmagają się z tym wszystkim, z czym ty się zmagałaś?
Że słusznie czują się źle, bo niestety tak właśnie są odbierane przez otoczenie – jako niedopasowane dziwaczki. Szczególnie w tak patriarchalnym kraju jak Polska, gdzie istnieje utarty, trudny do osiągnięcia dla kobiet w spektrum, wzorzec kobiecości. U nas dziewczyna w spektrum autyzmu jak najbardziej może czuć się dziwaczką, osobą inną i nieakceptowaną. Myślę, że po prostu trzeba szukać ludzi podobnych do nas i iść tam, gdzie nas w pełni akceptują.
Ten wywiad będzie publikowany w Dniu Autystycznej Dumy (18 czerwca), więc życzę tobie i wszystkim innym dziewczynom w spektrum, abyście znalazły swoje bezpieczne miejsce.
O tak! W tym świecie pełnym chaosu bardzo go potrzebujemy.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.