"Vipowski salonik"?
Po naszych publikacjach na jaw wychodzą nowe wątki dotyczące sytuacji w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku. Zgłosili się do nas kolejni oburzeni pracownicy szpitala. Chodzi o hospitalizację osoby z rodziny dyrektora Dariusza Szczepańskiego.
Opisywaliśmy to już w ubiegły czwartek. Jak ustaliliśmy, do hospitalizacji doszło w 2025 r. - chodziło o trzy miesiące na oddziale otolaryngologii, chirurgii głowy i szyi (z kilkudniowymi przerwami), potem ta osoba została przeniesiona na kolejny miesiąc na oddział medycyny paliatywnej.
Rzecznik szpitala, którego zapytaliśmy wówczas, z czego w tym przypadku wynikała tak długa hospitalizacja wskazał, że w zakresie "zasadności hospitalizacji" decyzje podejmuje kierownik oddziału otolaryngologii, chirurgii głowy i szyi.
Dodał, że ta zasada dotyczy także pozostałych oddziałów w szpitalu. "To kierownicy oddziałów odpowiadają za proces organizacji pracy podległego im oddziału i proces leczenia" - przekazał. Nie odpowiedział natomiast na pytanie, czy szpital może potwierdzić inne przypadki tak długich hospitalizacji.
Pracownicy szpitala, którzy się teraz do nas zgłosili i proszą o anonimowość w obawie przed konsekwencjami zawodowymi, twierdzą, że sala przeznaczona do tej hospitalizacji miała służyć małym pacjentom poddawanym drobnym zabiegom chirurgicznym. Wcześniej w WSS we Włocławku funkcjonował pełnowymiarowy oddział chirurgii dziecięcej, ale został zlikwidowany, po wcześniejszym zawieszeniu, na jesieni 2019 r. Szpital nie zrezygnował jednak całkowicie z takich zabiegów.
- Potem kilka razy w miesiącu na takie operacje przyjeżdżał do szpitala chirurg dziecięcy. Dla małych pacjentów, którzy mieli wykonywane drobne zabiegi chirurgiczne była przeznaczona kilkuosobowa sala w ramach oddziału laryngologii - twierdzi w rozmowie z nami pracownik szpitala.
Twierdzi, że w momencie, kiedy zaczęła się hospitalizacja osoby z rodziny dyrektora, zabiegi zostały zawieszone. - Sala służyła już tylko do tej konkretnej hospitalizacji. To było oburzające, kilkuosobowa sala została zamieniona w jednoosobową. Było wykorzystywane tylko jedno łóżko, dostawiono fotel. Taki, powiedziałabym, właśnie salonik vipowski - relacjonuje.
"Szczególna" opieka
- W czasie hospitalizacji nie przyjmowano dzieci i od tamtej pory nie odbywają się żadne zabiegi chirurgii dziecięcej. Straciliśmy nawet tę namiastkę takiej opieki. Jako pracownicy byliśmy zbulwersowani, ale każdy się bał odezwać, bo się boi o pracę, o to, jak zostanie potraktowany - dodaje. I przyznaje gorzko: - Szlag mnie trafia na to wszystko, przecież to nie jest prywatny ośrodek dyrektora.
Nasz drugi rozmówca twierdzi, że opieka nad tą osobą była "szczególna" i wykraczała poza kwestie medyczne.
- Rozumiem umycie włosów, bo to jest toaleta, ale pielęgniarki otrzymywały polecenia nawet kręcenia włosów na wałki. "Zwykli" pacjenci nie mają takiej opieki. Pracuję wiele lat w ochronie zdrowia, w różnych placówkach i nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. To nie należy do zadań pielęgniarek, które się na to nie zgadzały. Została więc oddelegowana z innego oddziału opiekunka medyczna, która miała zajmować się różnymi dodatkowymi zadaniami przy pacjentce - opowiada.
Potwierdza, że sala była wcześniej wykorzystywana do zabiegów u dzieci. - To były drobne zabiegi w ramach chirurgii jednego dnia. Nie wymagały więc dłuższej hospitalizacji. Dziecko było przyjmowane rano i po południu wychodziło do domu. Widać, że była potrzeba takich zabiegów, bo zawsze byli pacjenci. Kiedy zaczęła się hospitalizacja, zostało to zawieszone. Sala została też specjalnie odnowiona, było malowanie. Sala została przekształcona w jednoosobową, przyniesiono fotel - przyznaje nasz rozmówca.
Trzy miesiące na jednym oddziale
- Obecnie sala jest wykorzystywana przez oddział laryngologii, przeznaczona do hospitalizacji kilku pacjentów - dodaje nasz rozmówca.
Zapytaliśmy o to wszystko dyrekcję szpitala. Dyrektor Dariusz Szczepański konsekwentnie nie odbierał od nas telefonu. Pytania dotyczące tego, co opisują nasi rozmówcy skierowaliśmy do rzecznika szpitala. Czekamy na odpowiedź.
Przypomnijmy, że tę sprawę komentował wcześniej również Jakub Wojtaczka, który pełnił jeszcze funkcję dyrektora ds. lecznictwa.
- Nie znam szczegółów tej sprawy, nie pracowałem wtedy na stanowisku zastępcy dyrektora ds. lecznictwa. Mogę się jedynie odnieść do standardowej praktyki dotyczącej hospitalizacji na oddziale laryngologicznym. Średnia długość hospitalizacji to dwa dni, a maksymalnie trwa ona tydzień-półtora tygodnia - komentował wówczas.
- Mogę się jedynie odnieść do standardowej praktyki dotyczącej hospitalizacji na oddziale laryngologicznym. Średnia długość hospitalizacji to dwa dni, a maksymalnie trwa ona tydzień-półtora tygodnia - przyznał.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.