"Cicha prywatyzacja" w szpitalu w Sanoku? "Byliśmy pod ścianą"

Zarząd powiatu sanockiego zgodził się na wydzierżawienie kardiologii prywatnej firmie, twierdząc, że przez brak lekarzy nie miał innego wyjścia. Pracownicy są rozgoryczeni i mówią o "cichej prywatyzacji" zamiast uczciwej rozmowy z załogą. Może się to przełożyć na protest, który został niedawno zawieszony.

Szpital w Sanoku, na zdj. Robert PieszczochSzpital w Sanoku, na zdj. Robert Pieszczoch
Źródło zdjęć: © Facebook • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Kardiologia w Sanoku przekazana w dzierżawę

O tym, że pracownicy Szpitala Specjalistycznego w Sanoku obawiają się przejęcia kardiologii pisaliśmy już 8 października. Tego samego dnia, kiedy, jako pierwsi poinformowaliśmy o tym, że związkowcy zdecydowali się na protest głodowy.

Decyzja w sprawie kardiologii w Szpitalu Specjalistycznym w Sanoku w końcu zapadła. Rada społeczna lecznicy i zarząd powiatu sanockiego wyrazili zgodę na dzierżawę tego oddziału firmie GVM Carint, która zajmuje się kardiologią inwazyjną i działa obok sanockiego szpitala.


DLA CIEBIE
Chorują miliony kobiet, ale wstydzą się iść do lekarza. "Cierpią w milczeniu"

– Stanęliśmy pod ścianą: albo będziemy musieli zamknąć kardiologię, albo zapewnić dalsze funkcjonowanie tego oddziału, który jest jednym z największych oddziałów kardiologicznych na Podkarpaciu. Dzierżawa była jedyną możliwością na rozwiązanie tego problemu – twierdzi w rozmowie z WP abcZdrowie starosta sanocki Robert Pieszczoch. Dodaje, że zarząd powiatu zgodził się na wydzierżawienie kardiologii na trzy lata.

– Przejęcie przez dzierżawcę nie będzie miało żadnych skutków dla pacjentów. W ogóle tego nie odczują, nawet na jeden dzień nie zamkniemy oddziału. Chorzy będą przyjmowani cały czas bez żadnych przestojów – zapewnia starosta.

– Ponadto wszyscy lekarze, którzy zostali na oddziale, a także pozostały personel będą mogli pracować dalej. Wydzierżawienie nie wiąże się z redukcjami zatrudnienia. Redukcje dotyczą tylko tych osób, które były już wcześniej na liście osób do zwolnienia, to osoby w wieku emerytalnym – dodaje.

Tłumaczy, że powodem takiej decyzji jest brak lekarzy. – W sumie wypowiedzenia na kardiologii złożyło sześciu lekarzy. Pod koniec listopada będzie więc taka sytuacja, że zostanie ordynatorka oddziału i jej zastępca plus dwóch lekarzy rezydentów. Nie udało się dotychczas pozyskać nowych lekarzy, a w takim składzie nie możemy działać. Firma, która będzie dzierżawiła oddział, wspomoże go swoją kadrą – wyjaśnia Robert Pieszczoch.

Przyznaje, że za formalne zamknięcie oddziału, konieczne przed wydzierżawieniem go przez firmę GVM Carint, szpital będzie przez dwa lata dostawał z NFZ 50 proc. kontraktu (takie przepisy obowiązują od lutego tego roku), czyli 9 mln zł rocznie.

"Cicha prywatyzacja"

– Do tej pory kwestia przejęcia kardiologii była tematem plotek, nie było żadnego spotkania z załogą w tej sprawie, więc nie wierzyliśmy, że bez oficjalnej informacji od dyrekcji i zarządu powiatu to dojdzie do skutku. Decyzja podjęta bez wiedzy pracowników jest bardzo nieuczciwa. Dla nas to początek "cichej prywatyzacji" – ocenia w rozmowie z WP abcZdrowie jeden z pracowników szpitala w Sanoku.

– Ludzie się boją o pracę, bo nawet jeśli się teraz mówi, że wszyscy będą nadal pracować, to nie wiadomo, na jakich warunkach. Obawiamy się, że będą to znacznie gorsze warunki, bo od osób zatrudnionych w prywatnym podmiocie wiemy, że tam są przede wszystkim kontrakty i umowy-zlecenia, a tutaj ludzie mieli umowy o pracę – zaznacza nasz rozmówca.

Dodaje, że nie chodzi tylko o lekarzy i pielęgniarki, ale też elektroradiologów, sekretarki medyczne czy salowe.

– Pytanie też, w jakim wymiarze będzie działał oddział, który ma teraz 40 łóżek, bo docierają do nas informacje, że może być zmniejszony nawet o dwie trzecie, a przecież obsługujemy nie tylko pacjentów z naszego powiatu, ale też z powiatów ościennych – dodaje.

Wskazuje też na inne wątpliwości dotyczące finansowania przez NFZ. – Nie wiadomo, co z kwestią wypłacania szpitalowi połowy kontraktu z NFZ, bo, owszem, oddział został formalnie zamknięty, ale zostaje wydzierżawiony i będzie działał w tym samym miejscu. Są więc wątpliwości prawne – zwraca uwagę nasz rozmówca.

Zaznacza, że ta decyzja "wzbudziła wiele obaw i rozczarowanie". Może więc wpłynąć na losy rozmów z dyrekcją i zarządem powiatu, na które związkowcy zgodzili się po zawieszeniu protestu głodowego. Już wtedy jasno mówili, że zawieszenie protestu nie oznacza, że kryzys w zadłużonej na ponad 200 mln zł placówce został zażegnany.

Dochodowy oddział

Jak pisaliśmy już wcześniej, przeciwnicy przejęcia kardiologii podkreślali, że to by oznaczało pozbycie się jednego z najbardziej dochodowych oddziałów w sanockim szpitalu, który rocznie przynosił nawet milion złotych zysku.

– Faktycznie kardiologia była na plusie, w odróżnieniu od innych oddziałów, ale to się zmieniło, bo za 10 miesięcy tego roku ma stratę na poziomie pół miliona złotych – wskazuje Robert Pieszczoch.

– Nie zgadzam się z określeniem, że to jest "cicha prywatyzacja", chodzi o to, by pacjenci mieli dostęp do świadczeń – twierdzi starosta. Zapewnia też, że oddział kardiologii będzie działał w takim wymiarze jak obecnie, nie zostanie zmniejszona liczba łóżek.

Ile szpital dostanie za dzierżawę? - Trwają jeszcze negocjacje, ale sądzę, że będzie to w granicach miliona złotych rocznie. Konkretną kwotę będę mógł podać po zakończeniu rozmów - mówi Robert Pieszczoch.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie