W Sanoku trwa protest głodowy. "Nie tak się umawialiśmy"

Nie wiadomo, ile jeszcze nocy spędzą na szpitalnym korytarzu. Zdesperowani pracownicy sanockiego szpitala domagają się odwołania dyrektorki. Zdecydowanej reakcji władz powiatu na ich decyzję o głodówce na razie nie ma. – Nie tak się umawialiśmy – komentuje protest Robert Pieszczoch, starosta sanocki, przyznając jednocześnie, że ma zastrzeżenia do szefowej lecznicy.

Protest głodowy w Sanoku. Na zdjęciu Protest głodowy w Sanoku. Na zdjęciu Małgorzata Sawicka i Robert Pieszczoch
Źródło zdjęć: © Licencjodawca • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Odwołają dyrektorkę?

Wczoraj jako pierwsi informowaliśmy, że w czwartek po południu pracownicy sanockiego szpitala rozpoczęli protest głodowy. Pierwszą noc spędzili, śpiąc na materacach rozłożonych na korytarzu. Mimo ich desperackiego kroku zdecydowanej reakcji władz powiatu na razie jednak nie ma.

– Był u nas starosta, ale ponowił tylko zaproszenie na posiedzenie zarządu powiatu, które ma się odbyć w najbliższy poniedziałek – powiedziała nam w piątek przed południem Małgorzata Sawicka. Dodała, że dyrektorki szpitala nie było w piątek w pracy.

– Cały czas rozmawiamy, nie zostawiamy związkowców samym sobie. Z jednej strony rozumiem ich rozgoryczenie, ale z drugiej postąpili nie tak, jak się umawialiśmy. Mieliśmy się spotkać w poniedziałek na posiedzeniu zarządu powiatu, a nagle robią zwrot o 180 stopni i zaczynają protest – komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie Robert Pieszczoch, starosta sanocki.

– Mam świadomość, jak trudna jest ta sytuacja i że osiągnięcie kompromisu nie będzie łatwe, choć wierzę, że się uda. Po to właśnie zapraszaliśmy związki zawodowe na posiedzenie zarządu – by skonfrontować ich argumenty z argumentami pani dyrektor, bo każda strona ma swoje racje – dodaje.

Bierze pod uwagę możliwość odwołania dyrektorki? – Trudno po dwóch miesiącach ocenić, czy ktoś jest dobry, czy zły. Niczego nie przesądzam, ale gdybym nie brał pod uwagę możliwości odwołania, od razu poinformowałbym związki zawodowe, że nie widzę podstaw do dalszych rozmów w tej sprawie – komentuje starosta. I przyznaje: – Mam zastrzeżenia do sposobu komunikacji dyrektorki z pracownikami, ich relacji. Na pewno takich błędów można uniknąć.

– To, czego na pewno teraz potrzebujemy, to sprawna restrukturyzacja. Ciężko na razie ocenić jej efekty, bo minęło za mało czasu. Na plus jest jednak fakt, że ten proces, którego nie było w tym szpitalu od lat, w końcu ruszył – dodaje.

Zapowiada, że po poniedziałkowym posiedzeniu zarządu powiatu zaplanował jeszcze spotkanie z radnymi, zanim zapadnie decyzja w sprawie dyrektorki szpitala.

Pracownicy szpitala w Sanoku rozpoczęli protest głodowy
Pracownicy szpitala w Sanoku rozpoczęli protest głodowy © Archiwum prywatne

Czarne chmury nad szpitalem

Dlaczego pracownicy wybrali głodówkę? Tuż po podjęciu tej decyzji, w czwartek po południu, Małgorzata Sawicka przekazała nam, że są "rozgoryczeni", stąd "najbardziej dramatyczna forma protestu".

– Wbrew zapewnieniom pani dyrektor nie widzimy potencjału do dialogu. To są pozory. Nie możemy dalej dać się rozgrywać dyrekcji i starostwu – powiedziała w rozmowie z WP abcZdrowie, zaznaczając, że to wspólne stanowisko wszystkich związków zawodowych działających w szpitalu, które żądają odwołania dyrektorki zadłużonej na ponad 200 mln lecznicy.

Protest ma trwać, dopóki nie zapadnie decyzja o odwołaniu szefowej szpitala.

Kolejną falę obaw pracowników, m.in. po cięciach wynagrodzeń o 30 proc. i zwolnieniach (pracę straciło 50 osób, a docelowo proces ma objąć nawet 200 pracowników szpitala), wywołały krążące informacje o planach cesji kontraktu na oddział kardiologiczny na rzecz prywatnej firmy, która działa obok sanockiego szpitala.

– Obawy są bardzo poważne, bo jeśli doszłoby do cesji, to nie jest to równoznaczne z przejęciem pracowników. Ludzie się boją o pracę i to jest zrozumiałe. Nikt wprost nie powiedział, co się w tej sprawie dzieje, a to jeden z bardziej dochodowych oddziałów – zaznaczyła w rozmowie z nami Małgorzata Sawicka. Dodała, że dyrektorka szpitala i NFZ nie odpowiedziały związkowcom na pytania dotyczące tej sprawy.

– Nie było żadnych oficjalnych informacji na temat planów przejęcia kontraktu na oddział kardiologii podczas posiedzenia zarządu powiatu, bo nie ma tu żadnych rozstrzygnięć. Jedyne rozmowy z tą firmą, o których ja wiem, dotyczą wsparcia kadrowego – zapewniał w rozmowie z WP abcZdrowie wicestarosta sanocki Damian Biskup.

Tłumaczył, że wypowiedzenia w sanockim szpitalu złożyło trzech kardiologów. – W listopadzie możemy więc znaleźć się w sytuacji, kiedy nie będziemy mieć kim obsadzić dyżurów, a nie ma doby, by nie było u nas pacjentów kardiologicznych. Próbujemy pozyskać lekarzy, ale na razie bezskutecznie – wyjaśniał wicestarosta.

– Jeśli więc stanęlibyśmy przed wyborem, czy zamknąć oddział z powodu braku lekarzy, czy szukać różnych rozwiązań, to powiem, że wzięlibyśmy pod uwagę każde rozwiązanie. Przy czym cesja to nie jest prosta sprawa. To jest długi proces, więc sądzę, że prawdopodobnym rozwiązaniem byłoby tutaj świadczenie usług przez kardiologów z tej firmy w ramach naszego kontraktu – ocenił.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie