Pensja dyrektora to część całej kwoty
Kwota 864,6 tys. zł brutto, którą w ubiegłym roku wykazał Dariusz Gałecki, dyrektor SP ZOZ w Tomaszowie Lubelskim, stała się przedmiotem medialnej dyskusji. Sam zainteresowany nie kryje rozgoryczenia i przekonuje, że został postawiony w sytuacji, w której musi tłumaczyć się z pracy wykonywanej przez wiele godzin ponad standardowy wymiar.
– Tak naprawdę tłumaczyć powinni się winni. Ja w tym momencie jestem w pozycji, że muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Jestem przerażony tym, co się dzieje, taką nagonką na środowisko lekarskie, bo ktoś szuka przykrywki na sytuację w szpitalu w Warszawie, że niby tak jest w całej Polsce. To bzdura. Większość lekarzy i dyrektorów ciężko pracuje. Bardzo chętnie zaprosiłbym kogokolwiek, żeby zobaczył, jak wygląda moja praca jako dyrektora i lekarza, i wtedy możemy podyskutować na temat mojego wynagrodzenia – mówi dr Dariusz Gałecki w rozmowie z portalem kronikatygodnia.pl.
Dyrektor podkreśla, że szeroko komentowana kwota jest wartością brutto, a więc przed potrąceniem podatków i składek. Zaznacza też, że nie pochodzi wyłącznie z wynagrodzenia za kierowanie szpitalem.
– Moje wynagrodzenie za pełnienie funkcji dyrektora to 27 000 zł brutto. Po odjęciu wszystkich danin i podatków, na rękę dostaję około 17-18 tys. zł – wylicza Gałecki.
Pozostała część dochodu ma wynikać z jego pracy lekarskiej. Gałecki jest ginekologiem-położnikiem i, jak wyjaśnia, poza obowiązkami dyrektorskimi pełni dyżury na oddziale ginekologii i położnictwa. – Mam zgodę zarządu na maksymalnie osiem dyżurów w miesiącu – dodaje dyrektor.
Jak tłumaczy, są to dyżury stacjonarne, podczas których lekarz przebywa w szpitalu. Część z nich przypada na weekendy, święta i dni ustawowo wolne od pracy. Cztery dyżury rozpoczynają się po zakończeniu pracy administracyjnej, czyli po godz. 15.
Dyżury, zabezpieczenia i praca bez dodatkowej zapłaty
Dariusz Gałecki wskazuje, że oprócz dyżurów stacjonarnych pełni także dyżury pod telefonem. Chodzi o tzw. zabezpieczenie, gdy w nagłych sytuacjach do szpitala może być potrzebny drugi lekarz.
Dyrektor zaznacza również, że część pracy medycznej wykonuje bez osobnego wynagrodzenia. Raz w tygodniu przyjmuje pacjentki w poradni, a w godzinach dziennych przeprowadza operacje.
W jego ocenie samo zestawienie rocznej kwoty brutto bez wyjaśnienia, z czego się składa, może budować fałszywy obraz sytuacji. Według Gałeckiego po potrąceniach jego miesięczny dochód wynosi około 35-36 tys. zł netto.
– Sumując, to około 420-430 tys. rocznie "na rękę". Zaznaczam: "na rękę", bo kwoty brutto mogą innych porażać – mówi dr Gałecki.
Dyrektor odpowiada na zarzuty polityczne
Gałecki odniósł się także do sugestii, że jego zarobki mogą mieć związek z polityką. Stanowczo zaprzecza, by był radnym Prawa i Sprawiedliwości.
– Chcę odnieść się do kłamstw dotyczących radnego PiS. Nie jestem żadnym radnym PiS. Do Rady Powiatu w Hrubieszowie startowałem z własnego komitetu i nie posiadam żadnej legitymacji partyjnej – prostuje.
W jego ocenie zainteresowanie jego dochodami wpisuje się w szerszą debatę o sytuacji finansowej szpitali i próby wskazania lekarzy jako winnych problemów systemu.
– Szukają, żeby obciążyć sytuacją finansową szpitali lekarzy czy dyrektorów, że to przez nich taka sytuacja jest. Tymczasem większość lekarzy-dyrektorów ciężko pracuje – podsumowuje dyrektor SP ZOZ w Tomaszowie.
Źródło: kronikatygodnia.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.