Trwa ładowanie...

Koronawirus. W 14 dni schudł 11 kilo. 30-latek od 50 dni walczy z COVID-19

Remigiusz Szlama ma 30 lat, ale mimo młodego wieku, COVID-19 spowodował w jego organizmie spustoszenie. Od pierwszych objawów choroby minęło już 50 dni, ale uciążliwe dolegliwości nie ustępują. Nadal jest bardzo słaby. Krótki spacer jest dla niego teraz jak wejście na Mount Everest.

Zobacz film: "Tomasz Rożek o trzeciej fali koronawirusa (WIDEO)"

1. "Mówili wprost, że w najgorszym wypadku będą jeździć ze mną po kraju od szpitala do szpitala"

- Pierwsze objawy zaczęły się dokładnie w dniu moich okrągłych urodzin - 27 października. Skończyłem 30 lat - tak zaczyna swoją historię Remigiusz Szlama.

Niechętnie wraca do tamtych wspomnień. Z każdym dniem jego stan systematycznie się pogarszał. Oprócz bólu głowy, mięśni i uporczywego kaszlu, męczyła go bardzo wysoka gorączka sięgająca 41 stopni. Po lekach spadała do 39,5 stopni. Już to było dla organizmu ogromnym obciążeniem. Mężczyzna wspomina, że z powodu bólu i duszności nie był w stanie nie tylko samodzielnie wstać, ale nawet przywrócić się na łóżku na drugi bok. To była prawdziwa gehenna - mówi 30-latek.

Remigiusz Szlama zachorował na COVID-19 pod koniec października
Remigiusz Szlama zachorował na COVID-19 pod koniec października (arch. prywatne)

- W ciągu tygodnia żona, na polecenie lekarza rodzinnego, wzywała karetkę trzy razy. Przy pierwszych dwóch przyjazdach podali mi sterydy i coś na zbicie temperatury, kazali robić inhalacje, powiedzieli, że nie nadaję się jeszcze do szpitala. Za trzecim razem na początku było to samo, chcieli mnie zbyć, mówili, że będziemy krążyć, możemy kilka godzin czekać przed szpitalem. Takie są realia. Ale kiedy kazali mi siąść na krzesło, żeby mogli podłączyć kroplówkę, to nagle saturacja spadła mi z 80 do 42 proc., zaczęły mnie oblewać zimne poty, ciśnienie, tętno również spadły, wtedy zdecydowali, że jednak mnie zabiorą. Mówili wprost, że w najgorszym wypadku będą jeździć ze mną po kraju od szpitala do szpitala - opowiada Remigiusz Szlama.

2. COVID-19. Jego płuca wyglądały, jakby ktoś wstawił w nie mleczną szybę

Szczęśliwe, znalazło się dla niego miejsce na oddziale covidowym w Miedziowym Centrum Zdrowia w Lubinie. To był 12 dzień od pojawienia się pierwszych objawów.

- Mówili mi, że jestem w czepku urodzony, bo od razu znalazło się dla mnie miejsce. Nie było już ze mną za ciekawie. W szpitalu na tomografii wyszło, że mam obustronne zapalenie płuc, płuca wyglądają, jakby ktoś wstawił w nie mleczną szybę. Pamiętam, że bardzo mi pomógł tlen, bo bez niego nie mogłem wziąć oddechu. Poprawiła się saturacja. Dostałem antybiotyki oraz sterydy. W pierwszych dniach w szpitalu nie mogłem się ruszyć z łóżka z powodu duszności, bólu, zawrotów głowy, osłabienia, nie mogłem patrzeć na jedzenie z powodu drażniących zapachów, które powodowały kaszel i duszność. Badania wykazały, że mam hipoksemię, wysokie CRP i leukocytozę.

Podczas zapalenia śródmiąższowego płuc dochodzi do wysięku w pęcherzykach płucnych
Podczas zapalenia śródmiąższowego płuc dochodzi do wysięku w pęcherzykach płucnych (arch. prywatne)

3. 30-latek w ciele starca - tak teraz się czuje

Po dwóch tygodniach wyszedł ze szpitala, ale o pełny powrót do zdrowia nadal walczy. W ciągu 14 dni w szpitalu schudł 11 kilo. Niewiele pamięta z tamtego okresu.

- To był taki stan, że było mi już wszytko jedno - przyznaje 30-latek. Wtedy przyszedł też lęk o to, czy z tego wyjdzie. - W momencie, kiedy sąsiad z łóżka obok stracił przytomność w toalecie, to zacząłem się naprawdę bać. Zdałem sobie sprawę z tego, że to nie są żarty. Wzywałem pomoc, która na szczęście przyszła szybko - opowiada 30-latek.

Dziś dziękuje całemu odziałowi covidowemu z Miedziowego Centrum Zdrowia w Lubinie za fachową opiekę i poświęcenie w tych trudnych czasach: - Uratowali mi życie.

Remigiusz dwa dni przed wyjściem ze szpitala
Remigiusz dwa dni przed wyjściem ze szpitala (arch. prywatne)

Od pierwszych objawów choroby do dziś minęło prawie dwa miesiące, ale trudno na razie powiedzieć, że ma to już za sobą. Powrót do pełni sił jest bardzo wolny. Remigiusz Szlama przyznaje, że jest już potwornie zmęczony i psychicznie, i fizycznie.

- Aktualnie mam stan podgorączkowy około 37,2 i ciągle takie uczucie, jakby mi ktoś uciskał klatkę piersiową. Pojawiły się problemy z ciśnieniem, podwyższone tętno, nadal utrzymuje się też lekka duszność i piszczenie w uszach. Krótki spacer jest dla mnie jak wejście na Mount Everest, a potem męczy mnie kaszel. Ale ruszać się trzeba. Mam nadzieję, że wreszcie się skończy ta uporczywa przygoda z COVID.

Mężczyzna ma niedoczynność tarczycy, astmę oskrzelową i alergię. Być może te dodatkowe obciążenia przyczyniły się do tego, że choroba przebiegała u niego tak ciężko. Miał tego świadomość, dlatego robił wszystko, żeby nie zachorować. Nie udało się. Przed nim kolejne wizyty u lekarzy i badania m.in. tomografia, która ma pokazać, jakie zmiany w organizmie spowodował COVID i jak długo może zająć powrót do życia sprzed choroby.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.