Trwa ładowanie...

Koronawirus w Polsce. Będzie armagedon na OIOM-ach? Wyjaśnia dr Wojciech Serednicki

Matematyczne modele prognozowania sytuacji epidemiologicznej pokazują, że za kilka dni OIOM-y osiągną największe obciążenie. Jest to pokłosie rekordowych liczb zakażeń koronawirusem, jakie obserwowaliśmy w listopadzie. - Jesteśmy dobrze przygotowani, mamy duży zapas łóżek respiratorowych - uspokaja dr Wojciech Serednicki, były konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w woj. małopolskim. Ekspert również tłumaczy, dlaczego polskie OIOM-y niesprawiedliwie zyskały sławę "umieralni".

Zobacz film: "Ratownik medyczy o ryzyku wpisanym w zawód"

spis treści

1. Korki na OIOM-ach

W piątek 4 grudnia Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy raport dotyczący sytuacji epidemiologicznej w Polsce. Wynika z niego, że w ciągu doby zakażenie koronawirusem SARS-CoV2 zostało potwierdzone u 13 239 osób. Z powodu COVID-19 zmarło 531 osób, z czego 110 osób nie było obciążonych chorobami współistniejącymi.

Za kilka dni OIOM-y osiągną największe obciążenie?
Za kilka dni OIOM-y osiągną największe obciążenie? (Getty Images)

Choć dzienne liczby zakażeń w ostatnich tygodniach zmalały niemal o połowę, nie oznacza to, że cały system opieki zdrowotnej "odetchnął". Z obliczeń naukowców z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW wynika, że w ciągu najbliższych dni na OIOM-ach dojdzie do największego obciążenia. Jest to odroczony w czasie skutek rekordowych liczb zakażeń, które obserwowaliśmy w połowie listopada.

- W dalszym ciągu liczba hospitalizacji utrzymuje się na wysokim poziomie. Problem polega na tym, że chorzy na oddziałach intensywnej terapii i anestezjologii wymagają dłuższego pobytu. Do tego codziennie dochodzą nowi pacjenci, tworzą więc się korki - opowiada prof. Janusz Andres z Katedry Anestezjologii i Intensywnej Terapii UJCM. - Na szczęście wciąż mamy rezerwę. Nie jest to sytuacja przypominająca tę, która miała miejsce we włoskiej Lombardii. Powiedziałbym, że sytuacja na OIOM-ach w Polsce jest poważna, ale stabilna - dokreśla profesor.

2. Łóżko respiratorowe to nie ferrari

Pacjenci z ciężkim przebiegiem COVID-19 wymagający intubacji są przekazywani z oddziałów internistycznych na OIOM-y.

- Dla takich pacjentów mamy przewidziane łóżka respiratorowe. To nie jest to samo, co stanowiska intensywnej terapii. To jak porównywać Seicento sporting z ferrari - tłumaczy dr Wojciech Serednicki, zastępca kierownika Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Podstawowa różnica jest taka, że stanowisko intensywnej terapii jest wyposażone w skomplikowany sprzęt do monitorowania funkcji życiowych u pacjentów z niewydolnością wielonarządową. - Do takiego stanowiska potrzebny jest wysoko wykwalifikowany personel, który nie może pracować w okrojonym składzie. Takich łóżek zawsze mieliśmy bardzo mało, więc kiedy zaczęła się epidemia koronawirusa, musieliśmy pójść na pewne kompromisy. Oddziały intensywnej terapii zostały rozbudowane poprzez powiększenie liczby łóżek respiratorowych. Służą one do intubacji pacjenta i nie wymagają takiego obłożenia personelu - opowiada ekspert.

Jak podkreśla dr Serednicki, obecnie w całym województwie małopolskim jest ok. 100 wolnych łóżek respiratorowych. - W porównaniu do poprzednich miesięcy jest to sytuacja wysoce komfortowa. Jesteśmy dobrze przygotowani - podkreśla dr Serednicki.

3. Brakuje "czystych" łóżek

Coraz większym problemem jednak staje się dostępność tzw. łóżek czystych, czyli stanowisk intensywnej terapii dla osób niezakażonych koronawirusem.

- Łóżka repiratorowe zajmują miejsca łóżek "czystych". Niestety, jeśli podzielimy litr wody na 3 szklanki, to nadal będzie to litr, a nie trzy - mówi dr Serednicki. - Według moich informacji w całym województwie mamy nieco ponad 20 wolnych stanowisk intensywnej terapii. Jest to zdecydowanie za mało - podkreśla.

Jak zaznacza Serednicki, w większości krajów zachodnich liczba stanowisk intensywnej terapii jest zadowalająca, kiedy wynosi 5 proc. ze wszystkich łóżek szpitalnych.

- W Polsce mamy ten wskaźnik poniżej 2 proc. Więc żeby dorównać światowym standardom, liczba stanowisk intensywnej terapii powinna być co najmniej dwukrotnie większa. Prawda jest taka, że ten problem istnieje od lat, tylko przed epidemią nikt zanadto tym się nie interesował - podkreśla ekspert.

Według dra Serednickiego, już teraz niektóre szpitale zaczynają powoli zmniejszać proporcję liczby łóżek respiratorowych na korzyść niecovidowych stanowisk intensywnej terapii.

4. Priorytet czwarty. Czy polskie OIOM-y są "umieralnią"?

Dr Wojciech Serednicki odnosi się do zarzutów, jakoby polskie OIOM-y były "umieralnią" dla zakażonych. Oskarżenia padają, ponieważ w niektórych placówkach przeżywalność wśród pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19 wynosi poniżej 30 proc.

- Każda statystyka jest pewnego rodzaju kłamstwem, ponieważ zależy od tego, jakie liczby weźmiemy pod uwagę. Pierwszym kryterium przyjęcia na oddział intensywnej terapii powinna być odwracalność choroby, czyli realna szansa na wyleczenie pacjenta. Jeżeli takiej szansy nie ma, chory powinien być skierowany na oddział opieki terminalnej. W Polsce takich oddziałów nie ma. Nie ma też oddziałów step-down, gdzie mogliby trafiać pacjenci z potrzebą przewlekłej wentylacji mechanicznej, ale niewymagający intensywnej opieki na OIOM-ie - mówi dr Serednicki.

- Rzeczywistość więc jest taka, że w Polsce często przyczyną przyjęcia na oddział intensywnej terapii jest to, że chory nie ma możliwości leczenia gdzie indziej. Nawet jeśli z góry wiemy, że tej osobie nie będziemy w stanie pomóc, i tak ją przyjmujemy. To jest tak zwany priorytet czwarty. Brzmi to brzydko, ale tak właśnie została określona przez Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii grupa chorych, których przyjęcie na OIOM jest zasadniczo nieuzasadnione - podkreśla.

Również zdaniem prof. Janusza Andresa, jeśli dokładnie porównać statystyki zgonów na polskich OIOM-ach oraz brytyjskich i amerykańskich, będą one na takim samym poziomie.

- Według naszych danych śmiertelność pacjentów z COVID-19 na oddziałach intensywnej terapii wynosi 50-60 proc. W innych krajach te statystyki nie różnią się znacząco. Przy tym w Polsce mamy ogromny niedobór personelu medycznego, zwłaszcza pielęgniarek - podkreśla prof. Andres.

Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Diagności mają dosyć. "Nawet my nie wiemy, jakie obowiązują zasady raportowania"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.