Lekarz może stracić prawo do zawodu. To jego żona zawiadomiła prokuraturę
Jeszcze niedawno odbierał prawo wykonywania zawodu w uroczystej oprawie, dziś jego kariera może zakończyć się równie szybko, jak się zaczęła. Michał Sz., absolwent wydziału medycznego Akademii Śląskiej, został oskarżony o fałszowanie dokumentów w trakcie studiów. Prokuratura twierdzi, że dzięki nim zaliczono mu część przedmiotów bez egzaminów.
Od studenta do lekarza
Według śledczych mężczyzna miał posłużyć się przerobionymi dokumentami, aby uzyskać zaliczenia z kilku kluczowych przedmiotów. Chodzi m.in. o biofizykę, fizjologię, higienę epidemiologiczną, a także psychologię, genetykę i zagadnienia prawne w medycynie.
Błąd lekarza zmylił policjantów? Mariola Wołoszyn o zaskakującej sytuacji.
Prokuratura wskazuje, że wykorzystane dokumenty miały potwierdzać wcześniejsze zaliczenia lub kompetencje, które w rzeczywistości nie zostały zdobyte. W jednym przypadku miał to być zmodyfikowany suplement do dyplomu należący do jego żony, w innym - przerobiony własny dyplom z ratownictwa medycznego, w którym dopisano oceny. Biegli powołani w sprawie nie mieli wątpliwości co do ingerencji w dokumenty.
Michał Sz. przez lata pracował jako ratownik medyczny i bez powodzenia próbował dostać się na studia lekarskie na uczelni publicznej. Ostatecznie rozpoczął naukę w prywatnej Akademii Śląskiej w 2018 roku. Po sześciu latach uzyskał dyplom lekarza, a we wrześniu 2024 roku odebrał prawo wykonywania zawodu.
Na początku 2026 roku rozpoczął pracę w Pabianickim Centrum Medycznym. Jak w wielu takich przypadkach, pracodawca opierał się na przedstawionych dokumentach - dyplomie oraz decyzji izby lekarskiej.
Sprawa wyszła na jaw po rozstaniu
Zawiadomienie do prokuratury złożyła żona lekarza. Jak twierdzi, natrafiła na podejrzane dokumenty przypadkowo, przeglądając rzeczy po wyprowadzce męża. Zauważyła, że suplement do dyplomu podpisany jego danymi był w rzeczywistości kopią jej własnego dokumentu z podmienionymi danymi osobowymi.
- Zawiadomiłam prokuraturę tylko dlatego, że brzydzę się oszustwem - tłumaczyła cytowana przez Gazetę Wyborczą kobieta. Sam Michał Sz. nie przyznaje się do winy i przekonuje, że sprawa jest wynikiem konfliktu rodzinnego. - To bzdura oparta na pomówieniach mojej żony - twierdzi.
Proces rusza przed Sądem Rejonowym w Zabrzu. Jeśli zarzuty się potwierdzą, lekarzowi grozi kara do 5 lat więzienia. To jednak nie jedyne konsekwencje. Własne postępowanie wyjaśniające zapowiedziało także Pabianickie Centrum Medyczne.
Akademia Śląska zapowiada, że w przypadku prawomocnego wyroku skazującego podejmie działania zmierzające do unieważnienia dyplomu. Z kolei Okręgowa Izba Lekarska rozpoczęła analizę sprawy i może wszcząć postępowanie zawodowe, które w skrajnym przypadku kończy się zakazem wykonywania zawodu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.