Oświata na krawędzi. "Lęk jest stałym towarzyszem pracy nauczyciela"

Mateusz Różański
NauczycieleKryzys w oświacie wpływa na zdrowie nauczycieli
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Niepokój zaczyna się w niedzielę wieczorem. Potem przychodzą bezsenność, wyczerpanie i poczucie, że w klasie zostało się zupełnie samemu. Polska szkoła staje się miejscem, w którym za chaos systemowy nauczyciele często płacą własnym zdrowiem psychicznym. Coraz więcej z nich ucieka na urlopy dla poratowania zdrowia, a niemal połowa rozmów na linii wsparcia dotyczy przemocy w placówkach.

Aż 50 proc. nauczycieli doświadcza wysokiego lub bardzo wysokiego poziomu skumulowanego stresu, a 60 proc. nauczycieli cierpi na silne dolegliwości somatyczne (bezsenność, przewlekłe bóle, wyczerpanie). To z kolei przekłada się na to, że co czwarty nauczyciel podejmuje już aktywne kroki, by odejść z oświaty. Tak pokrótce wyglądają wyniki "Ogólnopolskiego badania na temat ryzyka psychologicznego i stresu w zawodzie nauczyciela". Badanie objęło blisko 1800 pracowników oświaty z całego kraju. Wyniki tego badania potwierdzają sami pedagodzy.

Różne oblicza lęku

– Lęk jest stałym towarzyszem pracy nauczyciela – opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie pani Agnieszka, nauczycielka z jednej z mazowieckich szkół.


WIDEO
Dr Anna Bazydło-Pyrka: Wszyscy zaczęliśmy żyć w reklamie

– Ten strach nie zawsze oznacza lęk przed samym wejściem do szkoły. Czasem jest to niepokój, który pojawia się już w niedzielę wieczorem, kiedy człowiek zaczyna myśleć o poniedziałku. O kolejnych lekcjach, trudnych rozmowach, konfliktach, dokumentacji, oczekiwaniach rodziców – mówi z kolei w rozmowie z WP abcZdrowie Justyna, znana w sieci jako Herstoryczna Belferka.

– Nauczyciele mogą obawiać się nie tylko zachowania uczniów, lecz także tego, że zostaną pozostawieni sami sobie w trudnej sytuacji. Że ich decyzje zostaną zakwestionowane, że zamiast wsparcia otrzymają kolejne obowiązki albo że każda pomyłka stanie się powodem do krytyki. Nie chciałabym jednak mówić w imieniu wszystkich nauczycieli. Są osoby, które nadal czerpią z tej pracy ogromną satysfakcję. Są też takie, które przychodzą do szkoły z poczuciem bezsilności, a niekiedy wręcz z lękiem. I tego nie powinniśmy bagatelizować. Najbardziej niepokojące jest to, że człowiek może kochać uczenie, lubić młodzież i wierzyć w sens edukacji, a jednocześnie coraz bardziej obawiać się warunków, w jakich musi tę pracę wykonywać. Można kochać swój zawód i jednocześnie mieć dość – dodaje Herstoryczna Belferka.

Herstoryczna Belferka
Herstoryczna Belferka © Archiwum prywatne

Nauczyciel to wróg publiczny 

Dodatkowo – na co zwraca uwagę część nauczycieli – nastawienie do tej grupy zawodowej jest skrajnie negatywne, a oczekiwania rosną z każdym rokiem. 

– To nie chodzi tylko o samych uczniów, bo uprzedzenia do nauczycieli istnieją od pokoleń. Do tego grona dołączyli jednak rodzice, kuratoria oraz Ministerstwo Edukacji, które zamiast wspierać nauczycieli, przerzuca odpowiedzialność na szkoły. Zdarzały się przecież komunikaty w przestrzeni publicznej w stylu: "Jak macie problem z nauczycielami, to piszcie do ministerstwa". Byłam zszokowana, że nauczyciel traktowany jest niemal jak wróg publiczny, na którego dodatkowo zrzuca się całą winę, podczas gdy odbiera się nam narzędzia do dyscyplinowania i kształtowania uczniów – dodaje pani Agnieszka.  

45 proc. doświadcza przemocy ze strony uczniów

Jednym z miejsc, gdzie nauczyciele mogą uzyskać pomoc psychologiczną, jest telefon zaufania stworzony przez Fundację Twarze Depresji (nr tel. 510—338—182). 

— Na początku nauczycielki i nauczyciele dzwonili głównie z pytaniami o swoich uczniów i wyzwania związane z ich zdrowiem psychicznym – pytali, jak mogą im pomóc. Z czasem odważyli się mówić także o własnych problemach. Najczęstszymi tematami rozmów stały się kwestie związane z wypaleniem zawodowym, depresją, konfliktami w miejscu pracy oraz trudnymi relacjami z rodzicami uczniów — opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie Anna Morawska-Borowiec, prezeska Fundacji "Twarze Depresji".

Anna Morawska-Borowiec
Anna Morawska-Borowiec © Archiwum prywatne

— Bardzo niepokojący jest raport z naszego telefonu zaufania za wrzesień. Wynika z niego, że aż 45 proc. dzwoniących do nas nauczycieli zgłaszało problem przemocy ze strony uczniów. Był to temat niemal co drugiej rozmowy. Odkąd prowadzimy tę linię wsparcia, jeszcze nigdy nie mieliśmy tak alarmujących statystyk. Ten raport zgrał się w czasie z falą ataków w polskich szkołach na początku października — dodaje.

Przemoc jest jednym z najsilniejszych czynników ryzyka rozwoju depresji, zaburzeń lękowych i innych problemów psychicznych. Nie sposób w tym kontekście pominąć ogólnych danych dotyczących przemocy domowej w Polsce. Rocznie doświadcza jej około 90 tysięcy Polek i Polaków. W ubiegłym roku policji zgłoszono prawie 30 tysięcy dzieci z podejrzeniem stosowania wobec nich przemocy.

A jak zauważa prezeska Fundacji "Twarze Depresji", przemoc — również ta rówieśnicza —rodzi agresję, która wcześniej czy później uderza w nauczycieli.

— Co może zrobić nauczyciel, kiedy agresywny uczeń bije inne dzieci w klasie, destabilizuje pracę i uniemożliwia prowadzenie zajęć? Docierają do nas sygnały o ogromnym lęku przed agresywnymi dziećmi. Takie sytuacje zdarzają się nawet w świetlicach w klasach 1–3. Bywają przypadki, gdy opiekunka w świetlicy musi zasłaniać własnym ciałem i biurkiem dzieci przed agresywnym rówieśnikiem. Dziecka dotknąć nie wolno, nauczyciela teoretycznie też nie, a mimo to dochodzi do aktów przemocy — wskazuje Anna Morawska-Borowiec.

Zdrowie psychiczne i wypalenie

To wszystko przekłada się po prostu na stan zdrowia nauczycieli i na to, że problemy zdrowia psychicznego stają się w tej grupie coraz powszechniejsze. 

– Chociaż dokładnych statystyk na ten temat dotąd nie prowadzono, pośrednie wnioski można wyciągnąć z danych dotyczących chorób zawodowych. W oficjalnym wykazie chorób zawodowych w Polsce figuruje co prawda choroba nauczycielska, ale ogranicza się ona wyłącznie do patologii narządu głosu. Tymczasem obecnie na pierwszy plan zdecydowanie wysuwają się problemy natury psychicznej – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Tomasz Gajewski, specjalista medycyny pracy i rehabilitacji medycznej oraz konsultant wojewódzki w dziedzinie medycyny pracy dla województwa lubuskiego. – Te problemy dotykają ogółu pacjentów, Polaków i ludzi na całym świecie, jednak w tej grupie zawodowej są one bezpośrednią drogą do wypalenia zawodowego – zauważa lekarz.

Dr Gajewski zwraca uwagę, że trudności natury psychicznej stają się m.in. coraz częstszą przyczyną korzystania z urlopów dla poratowania zdrowia.

– Widać, że wzrasta liczba takich urlopów branych z powodów psychicznych. Pokazują to chociażby moje wcześniejsze analizy z 2018 roku. O ile w przypadku narządu głosu było to wtedy mniej więcej 1/3 wszystkich zdarzeń, to problemy psychiczne stanowiły około 1/4. W obecnym ujęciu sytuacja wygląda inaczej, ponieważ zmieniły się przepisy. Obecnie na urlop dla poratowania zdrowia można pójść wyłącznie z powodu chorób ściśle związanych z wykonywaniem pracy, a nie – jak dawniej – także z powodu chorób ogólnych, np. schorzeń onkologicznych, bólów kręgosłupa czy przebytych operacji. W efekcie, podejrzewam, te statystyki podzieliłyby się dziś niemal po połowie. Dokładne oszacowanie wymagałoby pogłębionej analizy dekadowej, natomiast już teraz widać, że problemy ze zdrowiem psychicznym stały się dla nauczycieli ogromnym i niezwykle trudnym wyzwaniem – wyjaśnia dr n. med. Tomasz Gajewski.

– Przy orzekaniu o potrzebie urlopu dla poratowania zdrowia zwracam nauczycielom zawsze uwagę, że ten rok odpoczynku od pracy nie może być spędzony biernie, trzeba go przepracować wewnętrznie, żeby wzmocnić się, może skorzystać z terapii, zanim dojdzie do całkowitego wyczerpania. Urlop dla poratowania zdrowia jest świetnym narzędziem, ale wciąż wymaga lepszego zorganizowania opieki profilaktycznej w trakcie jego trwania, by nie leczyć wyłącznie bieżących skutków, lecz skutecznie zapobiegać wypaleniu zawodowemu, zwłaszcza gdy nauczycieli na rynku pracy zaczyna brakować – podsumowuje lekarz.

"To jest przecież patologia"

– Pracuję w tym zawodzie 25. rok. Sam musiałem skorzystać z przerwy. Po prostu czułem, że idę do pracy nie w takiej formie, w jakiej powinienem, i nie jestem w stanie utrzymać swojego standardu. Wyhodowaliśmy całe sfrustrowane pokolenie nauczycielek i nauczycieli, którym podcięto skrzydła, chociażby po przegranym strajku w 2019 roku. Co jeszcze pogłębiła pandemia – zauważa w rozmowie z WP abcZdrowie Marcin Korczyc z fundacji "Ja, Nauczyciel".

Marcin Korczyc
Marcin Korczyc © Archiwum prywatne | Anna Bedyńska

– W zawodzie nauczycielskim stale odbiera się nam autonomię i narzuca, co mamy robić. Dochodzi do kuriozum: prawo oświatowe gwarantuje mi wolność doboru metod nauczania czy sposobów oceniania, a tymczasem minister wydaje dekrety o tym, czy i jak mogę zadawać prace domowe, po czym w jednym roku szkolnym zmienia zdanie w tej sprawie kilka razy. To się nazywa centralne zarządzanie. To jest przecież patologia – zaznacza nauczyciel.

A tych patologii w systemie oświaty jest więcej. – Mówiąc krótko: środowisko nauczycielskie jest mocno przemęczone tym, że nie daje się mu spokojnie pracować. Tym, że klasy są zbyt dociążone, a na korytarzach jest za głośno. W jednej placówce przydałby się ochroniarz, a w innej brakuje psychologa. My sami nie mamy żadnego zewnętrznego wsparcia psychologicznego – jeśli potrzebuję psychologa, najczęściej muszę za to zapłacić prywatnie – mówi Marcin Korczyc.

– Nauczyciele to środowisko na pewno zmęczone psychicznie, ale to są wciąż ludzie, którzy każdego dnia rano idą do pracy i po prostu się starają, bo taka jest ta robota. Musisz wejść do klasy przygotowany i gotowy do działania. Rodzice powierzają nam swoje dzieci w zaufaniu, że pomagamy im się rozwijać. Muszą wiedzieć, że mogą na nas polegać. Mogą nam współczuć, ale my po prostu musimy dowozić standard – podsumowuje.

"To nie uczniów się boimy"

Po wydarzeniach, które miały miejsce na początku października, m.in. w Ostrołęce, w przestrzeni publicznej często pojawiało się sformułowanie, że nauczyciele dziś po prostu zaczynają bać się swoich uczniów. 

– To nie jest prawda – to jest właściwie wierutne kłamstwo. Kolportowanie takich opinii jest fatalne. Rozumiem, że część środowiska może czuć podenerwowanie, zwłaszcza w dużych ośrodkach czy placówkach mierzących się z poważnymi problemami wychowawczymi, gdzie szkoły radzą sobie gorzej. Natomiast globalnie nie widzę ani wśród moich koleżanek i kolegów, ani w naszej 72-tysięcznej społeczności żadnej fobii przed szkołą w stylu: "ja się boję, nie pójdę do pracy". Owszem, nauczycielki i nauczyciele zadają bardzo konkretne pytania. Chcą wiedzieć, co z tego komunikacyjnego cyrku ostatniego tygodnia wynika dla ich codziennej pracy – zaznacza Marcin Korczyc. 

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie