Trwa ładowanie...

Koronawirus. Przeszli COVID-19, dziś walczą z powikłaniami. Jak choroba zmieniła ich życie?

Jedną z największych niewiadomych dotyczących koronawirusa pozostaje przebieg choroby. Nawet ci, którzy przeszli zakażenie łagodnie przyznają, że choroba zmieniła ich życie i sposób patrzenia na świat. W najgorszej sytuacji są osoby dotknięte powikłaniami. Narzekają na utratę sił i problemy z oddychaniem. U części z nich dolegliwości utrzymują się przez wiele tygodni i nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy i kiedy miną.

Zobacz film: "Dbaj, nie panikuj. Akcja specjalna Wirtualnej Polski"

Artykuł jest częścią akcji Wirtualnej Polski #DbajNiePanikuj

1. Życie po COVID-19

Bożena Pieter zachorowała na COVID-19 pod koniec kwietnia. Zaczęło się nietypowo od bólu ucha i lekkiego drapania w gardle.

- Później czułam taki ucisk w klatce piersiowej, jakby serce przemieściło się do płuc. Do tego doszło takie dziwne uczucie, jakby coś trzęsło mi się w brzuchu. Później były też duszności, utrata smaku oraz węchu i to całkowita. Robiliśmy taki test z octem, próbowałam go wąchać, ale kompletnie nic nie czułam. W końcu z powodu duszności trafiłam do szpitala - opowiada pani Bożena.

Bożena Pieter zachorowała na COVID-19 pod koniec kwietnia
Bożena Pieter zachorowała na COVID-19 pod koniec kwietnia (arch. prywatne)

Po trzech miesiącach od ozdrowienia nadal walczy z powikłaniami: ma zwapnienie płuc z guzkami pozapalnymi, zaburzenia tętna i problemy z pamięcią. Pani Bożena szybko się męczy, nawet niewielki spacer jest dla niej wyzwaniem. Zostały też problemy z oddychaniem. Czasami ma wrażenie, że się dusi.

- 10 maja był najgorszy, obudziłam się z takim uczuciem, jakby organizm na chwilę przestał oddychać. Od tego czasu nie odzyskałam normalnego tętna. Jest bardzo obniżone. Pierwszy test negatywny wyszedł 8 czerwca, ale trudno mi powiedzieć do kiedy były objawy zakażenia, a od kiedy są powikłania.

Zobacz także: Lekarz wyjaśnia, jak koronawirus niszczy płuca. Zmiany występują nawet u pacjentów, którzy ozdrowieli

Powikłania po przejściu koronawirusa utrzymują się u niej od 4 miesięcy
Powikłania po przejściu koronawirusa utrzymują się u niej od 4 miesięcy (arch. prywatne)

2. "Boję się jutra"

Po ponad trzech miesiącach w końcu wróciła do pracy, ale nadal nie może zapomnieć o chorobie. Jak sama mówi - nie ma czegoś takiego, jak opieka nad ozdrowieńcami, więc na własną rękę szukała lekarzy, którzy jej pomogą. Jest teraz pod opieką kardiologa i pulmonologa. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy i czy w ogóle wróci do stanu sprzed choroby.

- Jak zachorowałam, to się nie bałam, ale teraz przyznaję, że boję się jutra. Nie mam pojęcia czy to mi przejdzie, czy się rozwinie. Lekarze też nie potrafią mi nic powiedzieć, bo dla nich to też jest nowa sytuacja. Byłam zupełnie zdrową osobą, miałam dobrą kondycję, a teraz mam problem z płucami, z sercem. To jest dla mnie szok - przyznaje zdruzgotana.

3. "Myślałam, że to są żarty, a teraz nie wiem, co będzie dalej"

Joanna Łobodzińska zachorowała w lipcu. Jeszcze zanim zrobiła test, była przekonana, że to koronawirus.

- Zaczęło mnie boleć gardło i to nie mijało, ten ból był dziwny, przemieszczał się w różne miejsca. Po 10 dniach zaczęłam mieć gorączkę, potem suchy kaszel i duszności. Już wtedy czułam, że cos jest nie tak, bo zawsze miałam świetną odporność, praktycznie nie choruję, dlatego byłam przekonana, że to musi chodzić o koronawirusa.

Okazało się, że mimo charakterystycznych dolegliwości nie łatwo było jej dostać skierowanie na test.

- Zadzwoniliśmy do lekarza rodzinnego, powiedział, że nie może mnie zdiagnozować i mam zadzwonić do sanepidu, tam z kolei powiedziano mi, że to lekarz musi mnie skierować na test. W końcu udało nam się załatwić badania w Chorzowie w szpitalu zakaźnym. Już wtedy miałam problemy z oddychaniem, nie czułam zapachu ani smaku. Chcieli mnie zostawić w szpitalu, ale nie chciałam ze względu na to, że mam małe dziecko, liczyłam, że jakoś to przetrzymam.

Lekarz powiedział im, że wynik będzie w ciągu 2 dni i że od momentu pobrania wymazu do czasu wyników - mają być na kwarantannie. Mieli też zgłosić się do sanepidu.

- Kiedy mąż zadzwonił do sanepidu, pani zapytała go w pierwszej kolejności, czy mamy wynik testu. Kiedy stwierdziliśmy, że nie i lekarz kazał nam być na kwarantannie, pani powiedziała nam, że póki nie ma wyniku, nie może nas wpisać na kwarantannę. Pytała jeszcze, czemu się do tego tak pchamy - dosłownie. Wyniki były po trzech dniach - pozytywne. Oboje z mężem byliśmy zakażeni, tyle że on przeszedł chorobę bezobjawowo. I żeby było ciekawiej, dopiero po dwóch dniach udało nam się dodzwonić do sanepidu, żeby zgłosić, że mamy pozytywne testy. Nikt wcześniej się z nami nie skontaktował. Gdy już się udało, panie chciały zaznaczyć, że dopiero zaczynamy kwarantannę, a my siedzieliśmy już w izolacji od 5 dni – opowiada pani Joanna.

- Na plus zaskoczyło mnie jedno: zainteresował się nami MOPS. Pytali, czy czegoś potrzebujemy, czy chcemy porozmawiać z psychologiem. To było bardzo pozytywne - dodaje.

Joanna Łobodzińska zachorowała na COVID-19 w lipcu
Joanna Łobodzińska zachorowała na COVID-19 w lipcu (arch. prywatne)

4. "Koronawirus istnieje i może dopaść każdego"

Łącznie spędzili na kwarantannie miesiąc, dopiero wtedy testy dały negatywne wyniki u niej i u jej męża. Od choroby minęło półtora miesiąca. Mimo że COVID-19 miał u niej stosunkowo łagodny przebieg, nadal nie wróciła do pełni sił. Mało tego, teraz pojawiły się nowe dolegliwości, a pani Joanna boi się, że mogą to być powikłania po COVID-19.

- Wcześniej byłam w stanie jeździć na rowerze stacjonarnym przez godzinę, teraz męczy mnie 10 minut treningu. Do tego zaczęło mnie boleć serce. Jak wejdę po schodach, zaczyna mnie kłuć w sercu.

Kobieta czeka na wizytę u pulmonologa i kardiologa, żeby sprawdzić, czy nie doszło do uszkodzenia jakichś narządów. Dziś apeluje do wszystkich, którzy ignorują zagrożenie: "Koronawirus istnieje i może dopaść każdego".

- Myślałam, że to są żarty, a teraz czuję, że nie jest dobrze, nie wiem, co będzie dalej. Zobaczymy, bo jestem przed wizytą. Powiem szczerze, że nawet moi znajomi nie wierzą, że chorowałam. Mówią: "Asia - ty sobie to wymyśliłaś". Jestem pierwszą osobą, którą znają, która miała koronawirusa. Osobom, które nie wierzą, mówię, że sami się muszą przekonać, jak to jest, bo ja też wcześniej byłam po stronie tych, którzy nie wierzyli, póki mnie to nie spotkało. Koronawirus to coś gorszego od grypy, on atakuje płuca tak, że ciężko jest nawet oddychać - mówi pani Joanna.

5. "Dla mnie nie sama choroba była kłopotem, tylko ludzie"

Anna Wierzycka zachorowała w sierpniu. Objawy były dość typowe: utrata smaku i węchu, spadek sił i opryszczka na ustach.

- Zanim dowiedziałam się, że jestem chora, byłam bardzo osłabiona. Wracałam z pracy i musiałam od razu odpocząć i momentalnie zasypiałam. Ciężko mi się oddychało, czułam, że coś jest nie tak – opowiada Anna Wierzycka.

- Kiedy okazało się, że test jest pozytywny, lekarz powiedział, żebym została w domu, odizolowała się od rodziny, dzieci i żebym odpoczywała. Stosowałam się do wszystkich zaleceń i w zasadzie prawie cały okres choroby przespałam. Miałam wrażenie, że coś dzieje się z moimi płucami, że są niewydolne, miałam mokre plecy. Męczyło mnie oddychanie, męczyła mnie rozmowa. Na szczęście nie zaraziłam nikogo ani w pracy, ani w domu, a tym bardziej rodziców, którzy są w grupie ryzyka – podkreśla.

Pani Anna przyznaje, że nie przechodziła zakażenia ciężko, nie wymagała hospitalizacji, ale mimo że testy 22 i 24 sierpnia dały dwa razy wynik negatywny, nadal jest bardzo słaba i nie jest w stanie na razie wrócić do pracy. Problemem jest nawet krótki spacer.

- Wcześniej żyłam aktywnie, a teraz czuję ogromny dyskomfort. Zejście po schodach i wejście na 2 piętro jest już dla mnie ogromnym wysiłkiem. Czuję, że dopadło mnie chroniczne zmęczenie. Nawet rozmowa telefoniczna mnie męczy, muszę się potem położyć i odpocząć. Idę na krótki spacer, a czuję jakbym przebiegła 2 kilometry. Pozostała duża senność, osłabienie i kłucie w klatce piersiowej - wylicza.

Anna Wierzycka nadal jest bardzo osłabiona po przejściu koronawirusa
Anna Wierzycka nadal jest bardzo osłabiona po przejściu koronawirusa (arch. prywatne)

Z perspektywy czasu przyznaje, że dużo gorsze niż sam COVID-19 było to, jak na wiadomość o jej chorobie reagowali niektórzy ludzie.

- Dla mnie nie sama choroba była kłopotem, tylko ludzie. Wspierała mnie rodzina, ale najbardziej zaskoczyli mnie niektórzy znajomi. Na przykład zadzwonił mój znajomy i mówi mi, że dałam sobie założyć kaganiec na twarz i jestem teraz na smyczy, że żadnego koronawirusa nie ma, jest to jakiś wymysł i przechodzę zwykłą grypę, więc to było bardzo przykre dla mnie. Dziękuję tym, którzy byli przy mnie i mnie wspierali, na szczęście tych ludzi było znacznie więcej - podkreśla pani Anna.

6. "Zyskaliśmy świadomość, że trzeba się cieszyć każdą chwilą"

Wojciech Małecki zachorował na początku marca. Testy dały pozytywne wyniki również u jego żony i 17-letniego syna, z kolei córka się nie zaraziła. Wspólnie spędzili w domowej izolacji aż 6 tygodni. Na szczęście choroba zarówno u niego, jak i u jego najbliższych miała łagodny przebieg.

- Wyglądało to, jak mocniejsze przeziębienie albo lekka grypa. Miałem bóle pleców, katar i ból głowy. Później pojawił się też zanik smaku i węchu i to trwało przez dwa miesiące. Pamiętam, jak po śniadaniu wielkanocnym otworzyliśmy jakieś dobre wino i wtedy odkryłem, że kompletnie nie czuję jego smaku - opowiada Wojciech Małecki. - Lekarze biorą mnie za pozytywny przykład dla wielu pacjentów, bo przyjmuje leki immunosupresyjne w związku łuszczycowym zapaleniem stawów, więc teoretycznie byłem w grupie ryzyka, ale okazało się, że wszystko jest ok. Nie mam też żadnych powikłań. Dla nich to jest bardzo budujące - mówi pan Wojciech.

Wojciech Małecki przechodził zakażenie koronawirusem łagodnie. Zachorował w marcu
Wojciech Małecki przechodził zakażenie koronawirusem łagodnie. Zachorował w marcu (arch. prywatne)

Mężczyzna przyznaje również, że choroba w pewnym sensie zmieniła jego życie i sposób podejścia do świata.

- Po tej izolacji niesamowite było to, że drobne rzeczy mogą tak bardzo cieszyć - droga do sklepu, jazda autem na budowę i poczucie, że można! Syn powiedział nam, że to był dla niego jeden z lepszych okresów w życiu, bo byliśmy razem, wszyscy mieliśmy czas. Kupiliśmy używane playstation, spełniając marzenie, na które wcześniej nie było czasu – opowiada architekt. - Zyskaliśmy też taką świadomość, że trzeba się cieszyć każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo, jak to się ułoży. A zawodowo zauważyliśmy, że w pracowni można częściowo funkcjonować online, co też dobrze wpływa na organizację pracy całego zespołu - podsumowuje.

Więcej sprawdzonych informacji znajdziesz na dbajniepanikuj.wp.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.