Mateusz Różański: Rozmawiamy w momencie, gdy środowisko walczące o ograniczenie sprzedaży i reklamy alkoholu oraz ukrócenie jego dostępności może pogratulować sobie sukcesu.
Robert Rutkowski: Jako dojrzały mężczyzna muszę przyznać, że niezwykle rzadko ulegam wzruszeniom. Ale kiedy zadzwonił do mnie z Sejmu mój kolega, prawnik, z którym od lat współtworzymy te regulacje i analizy, proszę mi wierzyć, głos mi się po prostu załamał.
Dlaczego? Bo jestem facetem z pierwszej linii frontu. Na co dzień dotykam tej najtrudniejszej, najbardziej bolesnej przestrzeni - miejsca, w którym chłodne statystyki i wykresy nagle zamieniają się w konkretne imiona i nazwiska, w żywych, cierpiących ludzi. Niestety, znaczna część z nich nie dotrwała do tej chwili. Nie dożyli jej, chociaż mogli dalej być wspaniałymi ojcami, czułymi synami czy kochającymi córkami - bo pamiętajmy, że ten problem z ogromną siłą dotyczy dziś także kobiet. Wielu z tych ludzi po prostu przegrało tę walkę. Mamy dziś do czynienia z absolutnie wyjątkową chwilą.
Dał pan temu wyraz w mocnym wpisie na Facebooku.
Oczywiście, z lekką dozą ironii, napisałem: "Szanowni Państwo, 8 października mamy wreszcie początek wolności trzeźwościowej na terenie Polski. Kończy się okupacja karteli alkoholowych". Ale pod tą ironiczną formą kryje się powaga najwyższego kalibru – o wiele większa niż jakakolwiek ironia.
Użył pan słowa "wolność", tymczasem krytycy ustawy mówią o tym, że jest ona zamachem właśnie na polską, sarmacką z ducha wolność.
Używanie pojęcia "wolność" w kontekście jednej z najbardziej uzależniających, zniewalających, niszczących i toksycznych substancji na kuli ziemskiej nie jest żadnym nieporozumieniem. To jest porażająca, wręcz wyjątkowa ignorancja, bezczelność i podłość. Ktoś, kto zestawia słowo "wolność" z dostępem do alkoholu, powinien głęboko się zastanowić, po co to robi, czyje interesy reprezentuje i dlaczego posuwa się do tak taniej manipulacji.
"Pornografia to wzrokowa heroina." Jak pokonać swoje nałogi?
Alkohol nie jest i nigdy nie był zwykłym produktem handlowym ani spożywczym. To nie są bułki, ser czy mąka. Mówimy o potężnej substancji odurzającej, silnie uzależniającej, wywołującej zjawisko rosnącej tolerancji tkankowej, neurotoksycznej dla ludzkiego mózgu i kancerogennej!
To, że przez lata udało się wmówić społeczeństwu, iż alkohol jest "artykułem spożywczym", to bezsprzecznie największy sukces marketingowy karteli alkoholowych. Gdyby nie porażające statystyki zgonów i ludzkich tragedii, można by to wręcz nazwać genialną groteską. Idziemy do osiedlowego dyskontu po chleb, a tuż obok, w tej samej przestrzeni, leży w pełni legalny twardy narkotyk. To gigantyczny absurd.
Mam ogromną nadzieję, że powoli, krok po kroku będziemy to zmieniać. Od lat jestem gorącym zwolennikiem i wręcz fanem rozwiązań skandynawskich. Tam dystrybucja tej substancji odbywa się w odrębnych, wyspecjalizowanych punktach, wyłącznie dla niej przeznaczonych, bez żadnego mieszania z produktami pierwszej potrzeby.
Zresztą, postawmy sprawę uczciwie: mając całą tę wiedzę naukową, jaką dysponujemy od lat, jak można racjonalnie wytłumaczyć fakt, że alkohol w ogóle jest legalny?
Sądzę, że odpowiedzią będzie cytat z Williama Faulknera: "Civilization begins with distillation" (tłum. Cywilizacja zaczyna się od destylacji).
Odpowiem krótko: on jest wyłącznie dlatego, że jest po prostu stary!
W mojej najnowszej książce "Alkoholodestrukcja" opisałem eksperyment, który przeprowadziłem ze studentami. Zaproponowałem, abyśmy poddali alkohol dokładnie takim samym procedurom rejestracyjnym i weryfikacyjnym, jakim podlega każdy nowy produkt chemiczny, spożywczy czy farmaceutyczny, który ma trafić dzisiaj na rynek. Efekt? Alkohol odpada już na samym początku! Nie jest w stanie przejść nawet wstępnej fazy weryfikacji pod kątem bezpieczeństwa konsumenta.
Przypomnę tylko, że już w 1988 r. IARC - Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem, agencja Światowej Organizacji Zdrowia - zaklasyfikowała alkohol do pierwszej grupy kancerogenów. Alkohol jest legalny wyłącznie z racji swojego historycznego rodowodu. I dlatego opowiadanie dziś bajek o "wolności" w tym kontekście brzmi wyjątkowo niesmacznie.
Kiedyś słyszałem opinię, że najpotężniejszą, najbardziej wpływową i jednocześnie najlepiej ukrytą grupą lobbingową w Polsce nie są tzw. wysokofunkcjonujący alkoholicy.
Zostawmy ten termin. Osobiście w ogóle go nie kupuję, nie akceptuję i ze względów diagnostycznych uważam za błędny neologizm.
Ale spójrzmy na fakty: hasło wolności na sztandarach, te wszystkie metafory o "sarmackim, swobodnym duchu". Śmiałbym się z tej bezczelności i cytowania wyświechtanych haseł, gdybym nie widział na co dzień przerażających statystyk.
Pamiętajmy o jednym: firm produkujących alkohol wcale nie ma na świecie tak dużo. Mówimy o dosłownie kilku wielkich, globalnych konsorcjach i kartelach, które rozdają karty na całym świecie. Ich budżety marketingowe i operacyjne przewyższają możliwości finansowe wielu średniej wielkości państw. Zwykły człowiek nie ma nawet pojęcia, z jak bezwzględną, niesamowicie bogatą i potężną machiną się mierzymy. To jest kapitał o absolutnie nieograniczonych możliwościach wpływu.
No ale ta machina dostała trochę piachu w tryby.
Zawdzięczamy ten krok wyłącznie temu, że za rok mamy wybory. Mógłbym panu godzinami opowiadać o tym, co ludzie na tzw. prowincji mówią mi prosto w oczy.
Przychodzą do mnie ze łzami w oczach, opowiadają o ojcach, matkach, mężach, dzieciach. Do małych miejscowości, liczących po kilka tysięcy mieszkańców, na moje spotkania potrafi przyjść po 500-600 osób. A po wykładzie schodzę ze sceny i stoję jeszcze godzinę czy dwie, rozmawiając z każdym, kto potrzebuje pomocy. Ja wiem, czego ci ludzie pragną i czego żądają od państwa. Politycy zaczynają wsłuchiwać się w głos ludu wyłącznie wtedy, kiedy zbliża się czas przy urnach.
Słychać jednak głosy, również wśród publicystów, że zakaz sprzedaży alkoholu w nocy to raczej polityczny strzał w stopę i kolano jednocześnie.
Nazwijmy rzeczy po imieniu: przerwa w sprzedaży alkoholu przez 8 godzin w ciągu nocy jest przez niektórych nazywana "radykalizmem"!
To ja pytam: od kiedy to umożliwienie organizmowi i społeczeństwu nocnej pauzy od legalnego narkotyku jest radykalizmem? Prawdziwym, skrajnym i dewastującym radykalizmem jest żądanie, aby substancja o takim ciężarze gatunkowym była dostępna przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, na każdym rogu ulicy! To była absolutna patologia, a nie żaden standard.
Druga sprawa jest taka, że w statystykach widać wyraźnie zmianę pokoleniową. Młodzi ludzie, ale też rosnąca część społeczeństwa, zaczynają rozumieć problem i odstawiają alkohol. Internet zrobił tu ogromną, dobrą robotę edukacyjną. Ale nie popadajmy też w hurraoptymizm.
Problem polega na tym, że choć ogólna liczba pijących nieznacznie spada, to ci, którzy piją dalej, piją w sposób znacznie bardziej destrukcyjny i intensywny. I to oni dewastują nasz system ochrony zdrowia. Kilka dni temu występowałem jako prelegent na kongresie transplantologicznym. Przygotowując wykład, analizowałem najnowsze dane: od czasu pandemii liczba przeszczepów wątroby w Polsce spowodowanych marskością poalkoholową wzrosła aż trzykrotnie!
W takim razie – co dalej? Jaki powinien być kolejny krok? Choćby po to, by odciążyć lekarzy, którzy alarmują, jak ogromnym ciężarem dla ochrony zdrowia są skutki spożywania alkoholu.
Co do lekarzy, to też powinni rutynowo włączyć do swoich procedur diagnostycznych pytanie o spożywanie alkoholu - dokładnie tak samo, jak pyta się dziś pacjenta o palenie papierosów. Niestety polskie środowisko medyczne wciąż ma przed sobą pracę do wykonania. W moim gabinecie regularnie słyszę od pacjentów relacje z wizyt u lekarzy, którzy wciąż nie mają jednoznacznego stosunku do alkoholu, a co gorsza, popełniają błędy diagnostyczne i używają absurdalnych konceptów językowych, takich jak "nadużywanie alkoholu". To językowy potworek z dawno nieistniejących klasyfikacji, który wywołuje ogromne szkody.
Gdy spojrzymy na pełny kształt zmian, do których musimy dążyć, okazuje się, że kluczowe drogowskazy daje nam światowy program SAFER opracowany przez WHO. Przede wszystkim musimy doprowadzić do radykalnej redukcji liczby punktów sprzedaży alkoholu - co najmniej o połowę. Przecież ten produkt musi wreszcie zniknąć ze stacji benzynowych. I to nie tylko w godzinach nocnych, ale całkowicie!
Kolejną palącą kwestią jest to, co dzieje się na lotniskach i w samolotach. Dwa dni temu zgłosiła się do mnie przerażona pacjentka, która wracała samolotem z Mediolanu. Wstawieni pasażerowie stwarzali tam realne i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa lotu. Stawiam więc proste, bezpośrednie pytanie do zarządców ruchu lotniczego: dlaczego ludzie pod wpływem alkoholu w ogóle są wpuszczani na teren lotnisk i na pokłady samolotów?
Musimy wreszcie oczyścić naszą przestrzeń z najbardziej cynicznych produktów, wycofując ze sprzedaży tzw. małpki oraz "szampany dla dzieci", które służą wyłącznie do wczesnej inicjacji i oswajania najmłodszych z pijackim rytuałem. Moim wielkim marzeniem i postulatem jest także całkowite odklejenie sportu od czegokolwiek, co ma związek z alkoholem.
Wreszcie - czekam z niecierpliwością na wprowadzenie na opakowaniach alkoholu takich samych konsekwentnych oznaczeń i graficznych ostrzeżeń o skutkach zdrowotnych oraz rakotwórczości, do jakich przywykliśmy przy papierosach.
A na razie marzę o trzeźwym Senacie, społecznie empatycznym prezydencie i państwie, które zdejmie z obywateli ciężar spowodowany bezkarnością karteli alkoholowych.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.