Piją alkohol głównie na urlopie. Nie myślą, jakie mogą być skutki

Piją "tylko" piwo na plaży lub drinki przy basenie, a chwilę później lądują na SOR-ze. Sezon urlopowy sprzyja sięganiu po alkohol nawet przez osoby, które na co dzień unikają procentów. - Często trafiają do nas ludzie, którzy po alkoholu spowodowali wypadek czy ulegli podtopieniu - mówi prof. Jarosław Sławek. Onkolog, neurolog i kardiolog biją na alarm: skutki picia nawet niewielkich ilości alkoholu mogą być fatalne.

Eksperci ostrzegają przed tzw. wakacyjnym piciemEksperci ostrzegają przed tzw. wakacyjnym piciem
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Mateusz Różański

Sierpień jest miesiącem trzeźwości. To doskonała okazja, by pomyśleć o abstynencji lub chociaż o ograniczeniu alkoholu. Światowa Organizacja Zdrowia stawia sprawę jasno: nie istnieje bezpieczna dla zdrowia dawka alkoholu, a skutki jego picia widać w szpitalach.

Piją "tylko" jedno piwo dziennie

Urlop to czas, kiedy chętniej pozwalamy sobie na alkohol, wielu pije go wówczas regularnie, tłumacząc sobie, że przecież dawki są niewielkie.

- Jeśli pozwalamy sobie na wypicie np. jednego piwa dziennie, to powinniśmy przeliczyć, ile przy okazji dostarczamy organizmowi alkoholu etylowego. Jeżeli jedno piwo ma 5 proc. alkoholu, to znajduje się w nim 25 gramów czystego alkoholu. Organizm mężczyzny rozkłada około 10 gramów na godzinę, u kobiety 7,5 grama na godzinę, więc w efekcie narażamy nasz organizm na kontakt z niemałą dawką tej substancji, która musi przejść przez wątrobę - wylicza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. dr hab. n. med. Aleksander Sieroń, angiolog i kardiolog.

Oprócz powszechnie znanych i dobrze opisanych przez naukę skutków picia alkoholu, takich jak podnoszenie ciśnienia tętniczego, sprzyjanie arytmii i miażdżycy oraz - co za tym idzie - zwiększenie ryzyka zawałów i udarów, prof. Sieroń wskazuje też na inne skutki.

- Utylizacja alkoholu następuje w całym naszym organizmie, czyli również w kardiomiocytach (komórkach mięśnia sercowego) oraz w neurocytach (komórkach układu nerwowego). I tam wszędzie zostają ślady tego naszego "jednego piwka dziennie". Bo alkohol etylowy jest toksyną, która powoduje zniszczenia w komórkach, z którymi się zetknie - przypomina ekspert.

Piwko na plaży, wieczór na SOR-ze

- Odrębnym problemem jest tzw. picie wakacyjne, gdy osoby na co dzień niepijące nadmiernie sięgają po piwo na plaży czy drinka w hotelowym barze - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Jarosław Sławek, kierownik Kliniki Neurologii, Chorób Neurozwyrodnieniowych i Neuroimmunologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Klinicznego Oddziału Neurologii i Oddziału Udarowego w Szpitalu św. Wojciecha w Gdańsku.

- W rozrywkowej atmosferze łatwo o ryzykowne decyzje - skok do wody na główkę, bójkę czy jazdę na tzw. podwójnym gazie - podkreśla neurolog.

Ponadto, jak zauważa lekarz, alkohol prowadzi do odwodnienia, nagłych skoków ciśnienia krwi i zaburzeń jej krzepliwości, co zwiększa ryzyko m.in. udaru mózgu.

- Alkohol także hamuje aktywność płatów czołowych - skraca dystans, zmniejsza krytycyzm, wzmaga agresję. Powoduje zachowania ryzykowne. Jest przyczyną utraty pracy, rozpadu więzi rodzinnych, bezdomności - wylicza neurolog.

- Nasz gdański szpital znajduje się niedaleko plaży i często trafiają do nas ludzie, którzy na skutek spożywania alkoholu spowodowali wypadek, ulegli podtopieniu, doznali urazu głowy czy skrajnego odwodnienia. Nie ma bezpiecznych dla organizmu dawek alkoholu. Tak mówi współczesna nauka - podsumowuje prof. Jarosław Sławek.

Mit o czerwonym winie obalony

A co z rzekomo leczniczymi właściwościami wina czy nalewek?

- Musimy to jasno i kategorycznie powiedzieć: przeświadczenie, że kieliszek czerwonego wina czy nalewka na trawienie to samo zdrowie, jest mitem. Nie ma obecnie silnych dowodów naukowych, które potwierdzałyby, że picie czerwonego wina czy innych alkoholi chroni nasz układ krążenia lub przynosi jakiekolwiek realne korzyści zdrowotne - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj, profesor instytutu onkologii, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie.


WIDEO
Nocna prohibicja w całym kraju? Nowe informacje. Minister zabrał głos


- Przez lata jako argument za zdrowotnymi właściwościami wina podawano obecny w nim resweratrol, czyli antyoksydant zawarty w czerwonym winie. Trzeba jednak pamiętać, że pochodzi on po prostu ze skórek czerwonych winogron. Mieszanie go z alkoholem niweluje jego potencjalne pozytywne działanie. Jeżeli zależy nam na resweratrolu, znacznie lepiej i bez porównania bezpieczniej jest po prostu zjeść garść świeżych czerwonych winogron - doradza naukowiec.

- Wino przyspiesza bicie serca, ale przy okazji podnosi ciśnienie i sprzyja wystąpieniu arytmii. Więc mówienie o jego prozdrowotnych właściwościach to coś z dziedziny magii - potwierdza kardiolog prof. dr hab. n. med. Aleksander Sieroń.

"Nie ma bezpiecznej dawki"

Dr n. med. Adam S. Hirschfeld, specjalista neurologii i genetyki klinicznej z kliniki PsychoMedic w Poznaniu zauważa, że choć picie jednego piwa czy lampki wina dziennie nie oznacza od razu uzależnienia, to codzienne picie zamienia okazjonalną ekspozycję w stały nawyk i zwiększa łączną dawkę przyjętego alkoholu.

- Metaanalizy pokazują wyraźną zależność między ilością spożywanego alkoholu a ryzykiem uzależnienia - wraz ze wzrostem konsumpcji ryzyko to rośnie. Hasło "nie ma bezpiecznej dawki alkoholu" brzmi bardzo kategorycznie, dlatego warto je dobrze rozumieć. Nie oznacza ono, że jeden kieliszek prowadzi do uchwytnego uszkodzenia mózgu u każdego człowieka - zaznacza dr Adam S. Hirschfeld.

- Chodzi raczej o to, że nie potrafimy wskazać takiej ilości alkoholu, poniżej której dodatkowe ryzyko zdrowotne związane z jego spożyciem można uznać za zerowe. Małe spożycie wiąże się z mniejszym ryzykiem niż duże, ale nie znamy wyraźnej granicy, od której alkohol nagle zaczyna szkodzić - stwierdza neurolog.

Nocna prohibicja to dobry pomysł

Dlatego też coraz więcej lekarzy i naukowców apeluje o konieczność ograniczenia spożycia alkoholu oraz domaga się realnego zmniejszenia jego dostępności. Stąd m.in. apele o wprowadzenie nocnej prohibicji.

W rozmowie z WP abcZdrowie prof. Katarzyna Zatońska, kierująca Zakładem Badań Populacyjnych i Profilaktyki Chorób Cywilizacyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, zwraca uwagę na znaczenie takich właśnie działań.

- Z punktu widzenia zdrowia publicznego wspieramy rozwiązania, które mogą prowadzić do ograniczenia spożycia alkoholu. Przykładem są ograniczenia nocnej sprzedaży. Mogą one zmniejszać liczbę sytuacji, w których po wypiciu alkoholu podejmujemy spontaniczną decyzję o zakupie kolejnej porcji i kontynuowaniu picia. Każde działanie, które realnie ogranicza konsumpcję alkoholu w populacji, może mieć znaczenie dla zmniejszenia jego zdrowotnych konsekwencji - podkreśla prof. Zatońska, która wraz z innymi pracownikami swojej uczelni wystosowała apel o wprowadzenie nocnej prohibicji we Wrocławiu.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie