Stomatologia w NFZ w kryzysie. "Nie ma już czego ciąć"
Publiczna opieka stomatologiczna znalazła się w jednym z najtrudniejszych momentów od lat. Jak ocenia Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, kolejne ograniczenia finansowe i brak jasnego planu mogą doprowadzić do sytuacji, w której leczenie zębów w ramach NFZ stanie się dla pacjentów praktycznie niedostępne.
W tym artykule:
Publiczna stomatologia w punkcie krytycznym
Jak tłumaczy Barucha w rozmowie z Sylwią Wamej z "Gazety Lekarskiej", problem dotyczy m.in. rozliczania tzw. nadwykonań, czyli świadczeń wykonanych ponad zakontraktowany limit. Już na początku roku środowisko lekarskie otrzymało sygnał, że za takie świadczenia Fundusz zapłaci jedynie 40 proc. ich wartości. Teraz, zdaniem Baruchy, ograniczenia uderzają w obszar, który od dawna był niedofinansowany.
— Jeśli odejmujemy 40 proc. od czegoś, co i tak było niewystarczające, to realnie zabieramy połowę środków, którymi dysponowały placówki. W takiej sytuacji stomatologia publiczna nie będzie już kulała. Ona znajdzie się w stanie całkowitej zapaści. Mówię to z pełną odpowiedzialnością: takie decyzje prowadzą do stopniowego zaniku publicznej opieki stomatologicznej — mówił "Gazecie Lekarskiej".
Barucha wskazuje również na chaos organizacyjny i brak konsultacji. Według niego pojawiają się komunikaty, które zmieniają zasady rozliczeń świadczeń funkcjonujących od lat. — Bez uzasadnienia, bez konsultacji, bez poszanowania pracy lekarzy. Po prostu – nie, bo nie — komentuje.
Pacjenci mogą mieć jeszcze trudniejszy dostęp do dentysty
Jak dodaje, konsekwencje najbardziej odczują pacjenci. – Już dziś stomatologia jest niedoszacowana, a teraz będzie dodatkowo niedofinansowana. W takich warunkach wielu lekarzy po prostu zrezygnuje z pracy w systemie publicznym.
Wiceprezes NRL zwraca uwagę, że ostatnie kontraktowanie stomatologii odbyło się w 2017 r. Od tego czasu znacząco wzrosły koszty pracy, materiałów i prowadzenia placówek, ale zasady finansowania nie nadążyły za realiami. — Nie ma już czego ciąć — mówi Barucha. — Niektóre procedury są wycenione tak absurdalnie, że bardziej opłaca się usunąć ząb, niż go leczyć. To cofanie się do realiów sprzed wielu dekad — dodaje.
Samorząd lekarski od lat apeluje o zmiany
Wskazuje również, że samorząd lekarski od dawna apelował o ponowną wycenę procedur i uporządkowanie systemu. Zdaniem Baruchy bez takich zmian publiczna stomatologia będzie się stopniowo kurczyć. — Jeśli dalej będziemy traktować leczenie jak produkcję w fabryce gwoździ, system się rozpadnie. I to nie jest metafora, to realny scenariusz, który właśnie obserwujemy — ostrzega.
Źródło: "Gazeta Lekarska" nr 5/2026
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.