Tak leczą glejaka. Rewolucyjna terapia w Bydgoszczy

W wielu krajach na świecie terapia TTFields to standard leczenia dla pacjentów z glejakiem. W Polsce większość chorych musi płacić za nią z własnej kieszeni 120 tys. miesięcznie. Szansą dla nich może być badanie kliniczne prowadzone w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. - Od ponad 20 lat jest to jedyna terapia, która pozytywnie wpłynęła na wydłużenie przeżycia u pacjentów z glejakiem wielopostaciowym – mówi prof. Maciej Harat.

Artur Sypytkowski; w kółku: prof. Maciej HaratArtur Sypytkowski; w kółku: prof. Maciej Harat
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Marta Słupska

Terapia, która spowalnia chorobę

Najnowszy raport Krajowego Rejestru Nowotworów "Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna" pokazuje, że w Polsce każdego roku rozpoznaje się ok. 2375 nowotworów mózgu. Największą grupę stanowią glejaki – odpowiadają za 75 proc. diagnoz, co oznacza blisko 1,8 tys. nowych pacjentów rocznie.

Rokowania pozostają trudne. W latach 2010-2024 pięć lat od diagnozy przeżywało w Polsce zaledwie 28,2 proc. chorych z glejakiem. To wynik, który lokuje nasz kraj wśród państw europejskich o gorszych wskaźnikach przeżycia w tej grupie nowotworów.

- Słyszałem wcześniej, że mało jest gorszych rzeczy, które mogą się przytrafić. Po diagnozie dwa tygodnie byłem wyjęty z życia, płakałem w poduszkę w domu. Wyobrażałem sobie, że nie dożyję świąt, wakacji... - opowiada WP abcZdrowie 43-letni Artur Sypytkowski z Warszawy. O tym, że ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia dowiedział się w czerwcu 2025 roku.

Wtedy jeszcze nie wiedział, że dla pacjentów takich jak on istnieje szansa na znaczące spowolnienie choroby, a tym samym wydłużenie życia. Terapia TTF (Tumor Treating Fields, TTF, TTFields) z użyciem systemu Optune, choć jest dopuszczona m.in. w USA, Japonii i wielu krajach Europy do stosowania dla pacjentów z glejakiem wielopostaciowym i posiada oznakowanie CE, w Polsce nie należy do refundowanych metod leczenia. Dla większości pacjentów oznacza to jedno: pokrywanie kosztów terapii z własnej kieszeni. Miesięcznie to ok. 120 tys. zł.

Światełkiem w tunelu dla chorych są badania kliniczne prowadzone w Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy. Program pilotażowy został zakończony, ale pacjenci nadal mogą się zgłaszać do terapii prowadzonej w warunkach badania finansowanego przez Agencję Badań Medycznych.

- Ma ono na celu ocenę, czy możemy jeszcze bardziej poprawić skuteczność leczenia zmiennym polem elektrycznym w sytuacji nawrotu choroby. Zamierzamy to osiągnąć przez lepsze wyznaczenie granic guza, z wykorzystaniem obrazowania PET z tyrozyną i zastosowanie na ten obszar leczenia stereotaktyczną radiochirurgią – tłumaczy WP abcZdrowie prof. Maciej Harat, kierownik Zakładu Neuroonkologii i Radiochirurgii w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, który jako pierwszy w Polsce wprowadził terapię TTF Optune.

- Rekrutacja jest aktualna i szacujemy, że potrwa jeszcze około dwóch lat. Problem jest olbrzymi i dotyczy braku dostępności skutecznych terapii. Zainteresowanie jest bardzo duże – codziennie zgłasza się od jednego do kilku pacjentów. Zaczęliśmy pod koniec grudnia i aktualnie mamy już włączonych 17 chorych – wyjaśnia.

- Od ponad 20 lat jest to jedyna terapia, która pozytywnie wpłynęła na wydłużenie przeżycia u pacjentów z glejakiem wielopostaciowym. Badania wykazały, że TTF Optune wydłuża je o cztery miesiące, czyli jedną trzecią przeżycia chorych. To bardzo obiecujące. Jeszcze ważniejsze dane płyną z przeżyć pięcioletnich. Takie przeżycia u pacjentów nieleczonych TTF są incydentalne, nie większe niż 5 proc. U leczonych TTF Optune ten odsetek wynosi 13 proc. – dodaje.

prof. Harat z pacjentem
Prof. Harat z pacjentem © Archiwum prywatne

Nadzieję w TTF Optune upatrywał też Artur Sypytkowski. O terapii dowiedział się od swojego neurochirurga. Wraz z żoną wysłał dokumenty do CO w Bydgoszczy. W międzyczasie obserwował zagraniczne grupy pacjentów z krajów, gdzie korzystanie z urządzenia jest refundowane.

- Rozmawiałem z chorymi, którzy żyją z tym urządzeniem już ponad 10 lat – opowiada.

Bał się jednak, że może nie dostać się do programu. To oznaczałoby konieczność samodzielnego opłacenia kosztownej terapii.

- Na początku dowiedziałem się, że program będzie przeznaczony dla chorych ze wznową. Zacząłem więc rozważać, co zrobić, by móc korzystać z urządzenia komercyjnie. To jednak ogromny wydatek, a urządzenia trzeba używać wiele miesięcy, a nawet lat. Założyłem zbiórkę, by zebrać potrzebną kwotę. Brałem pod uwagę też przeprowadzkę do innego kraju, gdzie TTF Optune jest refundowane. Na szczęście okazało się, że kwalifikuję się do drugiego programu – dla chorych bez wznowy – mówi.

Wiadomość od prof. Harata o tym, że może wziąć udział w kwalifikacji do badań, dostał dwa dni przed podaniem tzw. chemii podtrzymującej. Gdyby ją otrzymał, nie mógłby uczestniczyć w programie.

Urządzenie zaburza podział komórkowy

Problemy zdrowotne Sypytkowskiego zaczęły się 29 kwietnia 2025 roku. Pracował w biurze przy komputerze, gdy nagle zaczął mieć omamy wzrokowe.

- Obraz na ekranie monitora mi się zniekształcał, kolory się zmieniały. Do tego dostałem bardzo silnego bólu głowy i wysokiego ciśnienia. Współpracownicy wezwali karetkę – opowiada. - Kilka miesięcy wcześniej czułem dziwny zapach spalenizny w domu, ale to minęło po 30 minutach. Lekarka uznała wtedy, że to efekt przemęczenia.

W gabinecie na SOR zwymiotował. Badanie tomografem wykazało guz, ale konieczna była pogłębiona diagnostyka i wycięcie zmiany.

Wszystko stało się jasne w czerwcu – w wyniku badania histopatologicznego Sypytkowski przeczytał, że ma glejaka wielopostaciowego IV stopnia (IDH-wildtype), który charakteryzuje się szybkim wzrostem i naciekaniem zdrowych tkanek.

- W szpitalu zapytałem lekarkę o rokowania. Odpowiedziała: "Jest pan młody, silny, więc… ma pan jakieś 5 proc. szans przeżyć pięć lat" – opowiada.

  • Artur Sypytkowski
  • Artur Sypytkowski
[1/2] Artur Sypytkowski Źródło zdjęć: Archiwum prywatne |

- Aby się ratować, wysyłałem z żoną swoją dokumentację medyczną do rozmaitych ośrodków w Polsce i na świecie. Byłem nawet dwa razy na konsultacji w Berlinie. Dziwili się, że w Polsce terapia TTF Optune nie jest refundowana. Tam traktuje się ją jako standard, kolejny etap leczenia – dodaje.

Gdy trafił do CO w Bydgoszczy i zakwalifikował się do badań klinicznych, przeszedł szkolenie z używania TTF Optune. Korzysta z niego od 5 stycznia.

- Czuję delikatne ciepło, więc zimą to nawet był plus, bo nie musiałem nosić czapki – śmieje się.

Artur Sypytkowski z TTF Optune
Artur Sypytkowski z TTF Optune © Archiwum prywatne

- W uproszczeniu metoda działania TTF Optune polega na tym, że wprowadzenie komórek nowotworowych w obszar działania zmiennego pola elektrycznego zaburza podział komórkowy i prowadzi do apoptozy, czyli śmierci komórki. Zdrowe neurony w mózgu nie dzielą się, a podziały następują tylko w przypadku nowotworu. Dlatego wprowadzenie i utrzymywanie pacjenta w warunkach zmiennego pola elektrycznego daje tak dobre efekty i mało skutków ubocznych – tłumaczy prof. Harat.

Z urządzenia należy korzystać przynajmniej 18 godzin na dobę, a najlepiej non stop. Sypytkowski, jak przyznaje, wypracował sobie własny schemat.

- Noszę urządzenie dwie pełne doby, a trzeciego dnia robię przerwę na 6-7 godzin. W tym czasie przygotowuję skórę do kolejnego zaklejenia plastrów – wyjaśnia. – Na początku ludzie patrzyli na mnie z ciekawością, pytali, co to jest i dlaczego noszę ten holter na głowie. Teraz ci, co mnie znają, wiedzą, co to i że ma mi pomóc.

  • 1

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

  • 2

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

  • 3

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

  • 4

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

    Artur Sypytkowski

Chorzy z TTF Optune mogą żyć wiele lat

W przeszłości w CO w Bydgoszczy odbył się pilotażowy projekt badawczy dla 40 pacjentów z glejakiem. Prof. Harat wskazuje, że jego wyniki dają ogromną nadzieję dla chorych.

- Z 40 pacjentów korzystających z programu 10 chorych z nawrotem glejaka ma już długoletnie przeżycia i kilku wciąż stosuje leczenie. To aż jedna czwarta pacjentów będących wcześniej w naprawdę trudnej sytuacji. W innych historycznych wynikach bez TTF Optune nie ma wieloletnich przeżyć. Możemy mówić, że 20 proc. chorych od wznowy przeżyje rok, a wielu z tych, którzy stosują to leczenie, żyje wiele lat. To olbrzymia różnica – podkreśla.

prof. Maciej Harat
prof. Maciej Harat © Archiwum prywatne
- Mam nadzieję, że TTFields będzie w przyszłości refundowany w Polsce. Glejaki czwartego stopnia złośliwości to jedne z najgorzej rokujących nowotworów i obecnie nie mamy dla takich pacjentów żadnych nowych terapii, żadnych przełomów. TTF Optune to ostatni i jedyny zatwierdzony przez FDA wydłużający przeżycie. Liczę na to, że ta grupa pacjentów zostanie dostrzeżona – podkreśla.

- Po diagnozie nie spodziewałem się, że przeżyję do wakacji. A tymczasem minął równo rok, nadal tu jestem i czuję się dobrze – mówi Sypytkowski. – Co dziewięć tygodni mam wykonywany rezonans kontrolny. Póki co na szczęście wszystko jest ok. Mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej. A może już na zawsze.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie