Przejdź na WP

"Każda z nas czasem nie wytrzyma". Fragment książki Weroniki Nawary "W czepku urodzone"

Weronika Nawara jest pielęgniarką. Zna ten świat "od podszewki". Wie, co frustruje, co sprawia radość i co jest najtrudniejsze w pracy na oddziale. Rozmowy z koleżankami po fachu zebrała w książce "W czepku urodzone". Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwartego publikujemy fragmenty jej książki.

Zobacz film: "Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny"

"Widziałam raz, jak pielęgniarka poszarpała pacjenta. Słyszałam, jak odezwała się słowami: "Zamknij się, kurwa”. Możesz ją tłumaczyć wypaleniem, ale może jednak chodzi o charakter? Koniec końców zawsze sobie wytłumaczy, że to nie jej wina, bo pacjent ją sprowokował. I wszystko jest okej."

"Ja pierdolę, wiercisz się tak na tym łóżku, tysięczny raz cię dzisiaj podnoszę!” – takie słowa usłyszałam kiedyś podczas praktyk od jednej starszej pielęgniarki wypowiedziane do pacjenta. Gdy odeszłyśmy od łóżka, spytałam, czy rzeczywiście aż tak ją to irytuje, że pacjent porusza się na łóżku. Przecież to żywa osoba, starszy gość, może mu być niewygodnie. Normalne. Próbowałam zrozumieć, dlaczego właściwie wywołuje to w niej tak silne emocje, skoro to są rzeczy, którymi moim zdaniem nie ma sensu się irytować.

"Jak będziesz pracowała tyle, co ja, to też się będziesz tym irytować. Ty jeszcze jesteś młoda, empatyczna, może to po tobie spływać, ale po mnie to nie spływa, więc muszę na tego pacjenta się wydrzeć” – odpowiedziała. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Nie chcę zrozumieć. Wiem, że w każdym zawodzie zdarzają się osoby, które mają mniejsze lub większe predyspozycje do jego wykonywania. Jednak jeśli chodzi o zawód, w którym tak ściśle współpracujemy z drugim człowiekiem i to na dodatek chorym, nasze frustracje, niezadowolenie, gorszy dzień powinniśmy zostawiać za progiem szpitala.

To nie była jedyna taka sytuacja. Zdarzało się też sły-szeć takie teksty, jak: "Jeszcze raz cię będę musiała podnieść, to mi macica wypadnie”, "Leż, kurwa, spokojnie!”. Widziałam mocniejsze ściśnięcie za rękę. Jesteśmy z tymi pacjentami cały czas, więc to trochę jak z dzieckiem – czasem nerwy puszczą. Jak ktoś jest bardziej wrażliwy, to się powściągnie, ale nie każdy to potrafi. Gdy słyszałam takie niemiłe odzywki, podchodziłam do tego pacjenta, próbując jakoś mu to wynagrodzić – o coś spytać, miło zagadać. Zawsze staram się spojrzeć na sytuację z wielu stron. Wiem, że pacjenci często są bardzo męczący, splątani, mają pretensje. Ale wiem też, że to tylko chory człowiek, który się boi, który być może jest w takiej sytuacji pierwszy raz. Patrzę na pacjenta jak na kogoś mi bliskiego.

To pomaga.

Mnie też zdarzyło się być nieprzyjemną, oczywiście. Chyba każda z nas czasem nie wytrzyma. Stałam przy tym pacjencie przez całą noc. Prosiłam go, tłumaczyłam, ciągle mi przytakiwał. Byłam wtedy po uczelni i przed kolejnymi zajęciami, więc miałam maraton w nogach przez bodajże czterdzieści godzin. O godzinie piątej rano podeszłam do pacjentki obok, żeby ją odessać, i w tym momencie ten pacjent wyrwał sobie dren. A moja pacjentka, którą w tym samym czasie się zajmowałam, przestała się prawidłowo wentylować. Działałam szybko, robiłam, co mogłam. Po chwili sytuacja została opanowana.

Wszystko dzieje się w momencie, w którym jesteś najbardziej zmęczona, a jednocześnie masz wizję, że nie położysz się spać, bo do godziny dwudziestej jesteś na uczelni. A pacjent, którego błagałaś i co pięć minut stałaś przy jego łóżku, wyrywa sobie dren. Wtedy rzeczywiście warknęłam: "Co pan robi?!”. Nie wiem, po co podniosłam głos. Dla mnie podniesiony głos wobec pacjenta to zawsze oznaka słabości. Pokazanie, że nie potrafię sobie poradzić ze swoimi emocjami.

Jak wyszłam z tego dyżuru, to jeszcze usłyszałam komentarz, że powinnam była wcześniej zareagować. Opadłam z sił. Rozpłakałam się.

Pielęgniarka pracująca ponad dziesięć lat w zawodzie:

"Jak denerwuję się na pacjenta, to wolę odejść, po pro-stu wyjść z sali. Przejść się, pooddychać parę razy i tyle. Nie burczę pod nosem. Załatwię to na osobności ze sobą i wrócę. Oczywiście pacjenci są specyficzni. Rzadko po-trafią powiedzieć »proszę«, »dziękuję«. Ostatnio dawałam pić panu z niesprawnymi rękami, wziął dwa łyki, po czym obrażony rzuca: »Nie będę już pił!«. Wystarczyło powiedzieć: »Dziękuję, już nie chcę«. Skąd ja mam to wiedzieć? Wróżką nie jestem, nie opanowałam jeszcze takiej sztuki, choć może powinnam i za to też niebawem będą mnie winić. Cóż, trzeba zagryźć zęby”.

Młoda pielęgniarka na oddziale intensywnym:

"Miałam strasznie ciężki dyżur, gdy przyszła do mnie ro-dzina ze łzami w oczach, żeby spytać o stan pacjenta, który właściwie już był przysłowiową »rośliną«. Pytali, czy on jest jeszcze uśpiony, co dalej będzie. Z irytacją powiedziałam im, że muszą poczekać, aż przyjdzie lekarz, bo to on udziela takich informacji. Później koleżanka, nie wiedząc o tej mojej reakcji, opowiadała, że ten pacjent utrzymywał tę rodzinę i oni teraz nie mają z czego żyć. Mnie się z kolei przypomniało, że oni kiedyś przynieśli nam kosz własnoręcznie nazbieranych owoców, ale nie wiedziałam wtedy, że są tacy biedni. Jak do mnie to doszło, myślałam, że się spalę ze wstydu. Trzeba jednak zawsze zachować profesjonalizm, odwrócić się, policzyć do dziesięciu, a potem odpowiedzieć nawet dziesiąty raz na to samo”.

Pielęgniarka pracująca od dwóch lat w zawodzie:

"Profesjonalizm? Przy pewnych osobach ciężko go zachować. Poprosiłam ładnie jednego pana, żeby nie wyrywał spod siebie podkładki, żebyśmy nie musieli wszystkiego przebierać, jak zrobi stolec. Usłyszałam: »A przecież ty od tego tutaj jesteś, żeby mi, kurwa, dupę podcierać«. Ode-szłam, powiedziałam sobie pod nosem długie »kurwa«, po czym wróciłam uśmiechnięta. Na szczęście w zleceniu był zastrzyk uspokajający. Musiałam jednak bardzo mocno pracować nad sobą, żeby mu tego zastrzyku nie zrobić złośliwie”.

Pielęgniarka pracująca sześć lat w zawodzie:

"Widziałam raz, jak pielęgniarka poszarpała pacjenta. Sły-szałam, jak odezwała się słowami: »Zamknij się, kurwa«. Nie, nie zareagowałam. Może dlatego, że byłam młoda i trochę się bałam podskakiwać. To pielęgniarka, która często mówi, że pacjenci są złośliwi i robią jej te rze-czy specjalnie. I tak się na nich drze, nawet jak jesteśmy w dużej sali w kilka osób, a co dopiero musi się dziać, jak jesteśmy na małej i jest sama z tymi pacjentami, a, powiedzmy, ma kogoś w psychozie... To musi być straszne. Możesz ją tłumaczyć wypaleniem, ale może jednak chodzi o charakter? Nie potrafi panować nad swoimi emocjami, więc koniec końców zawsze sobie wytłumaczy, że to nie jej wina, bo pacjent ją sprowokował. I wszystko jest okej”.

Najniebezpieczniejsze zawody na świecie
Najniebezpieczniejsze zawody na świecie [27 zdjęć]

zobacz galerię

Pielęgniarka pracująca pięć lat w zawodzie:

"Wkładałyśmy pacjentce rureczkę do odbytu, fleksi, ale nie mogłyśmy jej uszczelnić, ciągle wypadała. Pani miała większy odbyt. Druga pielęgniarka zamiast to przemilczeć, rzuciła: »Pani to chyba za pieniądze brała w dupę, bo tutaj widać, że nawet fleksi nie da się założyć«. Cały oddział plotkował, że mamy prostytutkę na oddziale. Pacjentka była świadoma. Później było mi wstyd, jak miałam do niej podejść”.

Pielęgniarka ratowniczka:

"Wielokrotnie spotkałam się z agresją słowną albo fizyczną ze strony pielęgniarek wobec pacjentów. Myślę, że to wina braku opieki psychologicznej dla nas. Każdy psycholog to powie, że są w głowie lampki bezpieczeństwa, które jak zostaną zapalone, to czasem nie jesteśmy w stanie się kontrolować. Ja to też widzę u siebie, że mam po prostu sytuacje, w których czuję, że coś mnie wyprowadza z równowagi. Zdarzało mi się wybuchać, jeśli pacjent na mnie krzyczał. W innych przypadkach się trzymam. Jeśli podnosi na mnie rękę w karetce, to się po prostu odsuwam i wzywam policję. Dobry ratownik to żywy ratownik.

Natomiast na intensywnej terapii są pacjenci chorzy, więc jeśli chce mnie uderzyć, to wystarczy złapać rękę w locie przed swoją twarzą i nie ma problemu. Tak, żeby ci nie wybił zębów, i podać ewentualnie leki, które spowo-dują, że nie będzie się tak denerwował. Pytanie, czym to zdenerwowanie jest spowodowane. Czasami się zdarzało tak, że pacjent się denerwował, bo nie był w stanie nam powiedzieć tego, co chce, bo miał rurkę intubacyjną czy tracheostomijną w gardle. Dochodziło do rękoczynów, ale nikt nie rozumiał, czego on tak naprawdę chce”.

Weronika Nawara "W czepku urodzone"
Weronika Nawara "W czepku urodzone" (Wydawnictwo Otwarte)

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Rekomendowane przez naszych ekspertów

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska S.A. z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
    Ważne tematy