Chciała zostać lekarką wojskową. O dyplom musiała walczyć z uczelnią
Anna (imię zmienione) przez dwa i pół roku czekała, aż Uniwersytet Medyczny w Łodzi wyda jej dyplom. Z powodu decyzji władz uczelni kobieta przez ten czas nie mogła wykonywać zawodu lekarza. Sprawę opisała łódzka redakcja Gazety Wyborczej.
– Mieliśmy pewność, że wygramy, ale wszystko rozbijało się o czas. Klientka nie mogła pracować, a przecież obowiązywała ją umowa z wojskiem. Zakładała ona, że w razie nieukończenia studiów będzie musiała zwrócić około 100 tysięcy złotych. Na szczęście wojsko czekało na rozwiązanie sprawy – opowiada Gazecie Wyborczej mecenas Paweł Sobotko, reprezentujący panią Annę.
Skreślona na ostatniej prostej
Anna podjęła naukę na w ramach kierunku lekarskiego dla lekarzy wojskowych. Studia te trwają sześć lat, a studenci od pierwszego roku są żołnierzami – otrzymują żołd, a wojsko pokrywa koszty ich kształcenia. W zamian przyszli lekarze zobowiązują się do służby przez 18 lat (w tym 12 po zakończeniu studiów).
Wszystko zaczęło się w nocy. Od tamtej pory nikt nie zdjął munduru
Anna była na ostatnim roku, kiedy nagle została skreślona z listy studentów. W decyzji rektora z 14 października 2024 roku jako powód podano "nieuzyskanie zaliczenia semestru w określonym terminie". Chodziło o niezaliczenie Końcowego Egzaminu Teoretycznego (KET) – to wewnętrzny sprawdzian uczelni, będący formą próby przed państwowym Lekarskim Egzaminem Końcowym (LEK).
Egzamin dodany w trakcie
Mecenas Sobotko zwraca jednak uwagę na istotny szczegół: – Egzaminu KET nie było w programie studiów, gdy pani Anna je rozpoczynała. Pojawił się dopiero, gdy uczelnia połączyła kierunek wojskowo-lekarski z lekarskim. Studentka podchodziła do niego sześć razy i za każdym razem wynik był negatywny.
Władze Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wyjaśniły "Wyborczej", że KET wprowadzono, by uporządkować proces kończenia studiów i zmotywować studentów do powtórzenia materiału. Sądy uznały jednak, że skoro egzamin nie funkcjonował wcześniej na Wydziale Wojskowo-Lekarskim, studenci nie powinni być nim objęci – nie wiedzieli o takim obowiązku w momencie rekrutacji.
Sądy po stronie absolwentki
– W świetle prawa pani Anna była absolwentką, ale władze uczelni nie przyjmowały tego do wiadomości. Co więcej, za pierwszym razem zdała państwowy egzamin LEK, co potwierdza jej kwalifikacje. Po co miała zdawać dodatkowy egzamin uczelniany, mający być przygotowaniem do państwowego, skoro ten drugi miała już za sobą? – pyta retorycznie Paweł Sobotko.
W odpowiedzi na skargę do sądu pełnomocnik uczelni argumentował, że fakt zdania egzaminu państwowego nie ma znaczenia dla oceny zasadności działań uczelni.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi był innego zdania. 19 marca 2025 roku uchylił decyzję o skreśleniu Anny z listy studentów. Sąd uznał, że niedopuszczalna była zmiana programu studiów w ich trakcie, a dodanie egzaminu KET było nielegalne. Uczelnia złożyła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale ten ją oddalił. NSA podniósł m.in., że skarga była źle sformułowana formalnie, a skreślenie z listy studentów wymaga wyważenia interesu społecznego i indywidualnego.
Uniwersytet wykonał wyrok, choć zaznaczył, że przypadek ten był "jednostkowy na tle kilku tysięcy studentów, którzy egzamin zdali". A kobieta w końcu odebrała swój dyplom.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.