W tym artykule:
Chiny zrezygnują z "zero COVID"?
Podczas gdy większość krajów na świecie odchodziła stopniowo od restrykcji i szukała optymalnego sposobu na "życie z wirusem", Chiny twardo obstawały przy polityce "zero COVID", czyli dążeniu do całkowitej eliminacji SARS-CoV-2 z kraju. Przy czym środki, jakie miały do tego doprowadzić, okazały się na dłuższą metę zbyt surowe.
Mieszkańcy nie wytrzymali i wyszli na ulice. Skutkiem były masowe protesty przeciwko surowym restrykcjom w wielu metropoliach m.in. Pekinie, Szanghaju, Wuhanie, Chengdu, Kantonie.
Jakie są efekty? Jak donosi PAP, chińskie władze mówią o "optymalizacji" polityki "zero COVID". Odpowiedzialna za walkę z pandemią wicepremier Sun Chunlan wezwała do dostosowania środków w związku ze słabnącą zjadliwością wirusa.
#PlusCzyMinus? Polska w niechlubnej czołówce. Tu liczba zakażeń HIV rośnie
Niektóre chińskie miasta zaczęły luzować obostrzenia. W Kantonie, jednym z epicentrów największej jak dotąd fali infekcji w Chinach, zwolniono w środę z lockdownów wiele zamkniętych wcześniej obszarów. W niektórych dzielnicach zaczęły znowu działać bary i restauracje, a władze zapowiedziały powrót uczniów do szkół i zniosły obowiązek codziennych testów dla wszystkich mieszkańców.
Ponadto, miejska służba zdrowia ogłosiła, że osobom uznanym za "bliskie kontakty" zakażonych należy w miarę możliwości pozwalać na odbywanie kwarantanny w domach, a nie w rządowych izolatoriach.
Chińskie szczepionki mało skuteczne
Czy Chiny są jednak gotowe na całkowite odejście od dotychczasowej strategii?
- Jedno narzędzie nie wystarczy, żeby wygrać walkę z wirusem. Chiny postawiły na politykę "zero COVID", czyli maksymalne restrykcje, izolację i lockdowny, bez odpowiedniego zabezpieczenia profilaktycznego w postaci szczepień. Nie dość, że ich znaczenie nie było dostatecznie propagowane, to bardzo dyskusyjna jest sama skuteczność chińskich szczepionek - zwraca uwagę prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie.
Dotychczas w Chinach dopuszczonych jest siedem szczepionek, ale mieszkańcom są najczęściej oferowane preparaty firm Sinovac i Sinopharm, obie oparte na inaktywowanym wirusie SARS-CoV-2.
- Te szczepionki dają znacznie słabszą i krótszą ochronę, niż te oparte na platformie mRNA, co zresztą przyznają sami chińscy naukowcy. Podobnie opinie napływają z Ameryki Południowej, gdzie były stosowane chińskie preparaty - tłumaczy prof. Szuster-Ciesielska.
Jak donosi "The New York Times", powołując sie na badanie z Hongkongu, dwie dawki chińskiej szczepionki Sinovac, były skuteczne tylko w 58 proc. przeciwko ciężkiemu przebiegowi choroby lub śmierci u osób w wieku 80 lat i starszych. Z kolei dwie dawki szczepionki Pfizer-BioNTech były skuteczne w 87 proc. w tej samej grupie. Podobne wnioski płyną z brazylijskich badań, które wykazały, że dwie dawki chińskiej szczepionki były skuteczne tylko w 61 proc. w zapobieganiu śmierci z powodu COVID.
Problemem jest też spadek zainteresowania szczepieniami, co może być niebezpieczne szczególnie dla osób z grup ryzyka, w tym seniorów. Dwie trzecie mieszkańców Chin w wieku 80 lat i starszych jest zaszczepionych, ale tylko 40 proc. otrzymało dawkę przypominającą.
Strategia "szwajacarskiego sera"
Według prof. Szuster-Ciesielskiej, jedną z najlepszych metod walki z wirusem jest strategia "szwajcarskiego sera".
- To porównanie bardzo dobrze obrazuje konieczność równoległego stosowania różnych środków, jeśli chcemy skutecznie walczyć z wirusem. Jeden plaster sera ma wiele dziur, ale jeśli położymy na nim kolejne, te otwory będą coraz mniej widoczne. Tak samo jest w walce z epidemią - zaznacza wirusolog. Wyjaśnia, że każdy "plaster" daje jakiś efekt i ogranicza działanie wirusa poprzez odcinanie mu kolejnych dróg, którymi może się rozprzestrzeniać - wyjaśnia ekspert.
Te "plastry" to testowanie, monitoring zakażeń, szczepienia, leki, izolacja, maseczki, edukowanie społeczeństwa. Sama izolacja, nawet połączona z testowaniem nie wystarczy. Dlatego tkwienie w restrykcyjnej polityce może przynieść w Chinach wręcz odwrotne skutki.
- Kraj nie będzie przygotowany na wychodzenie z restrykcji. To niestety może skutkować falą ciężkich przypadków, hospitalizacji i zgonów. Ponadto na długotrwałej izolacji, która aktualnie jest ewenementem w skali świata, cierpi również psychika mieszkańców, nie mówiąc już o fatalnych skutkach gospodarczych - dodaje prof. Szuster-Ciesielska.
Blokady nie są rozwiązaniem
Wątpliwości co do skali zagrożenia nie pozostawiało badanie przeprowadzone w maju na Uniwersytecie Fudan w Szanghaju. Naukowcy ostrzegali przed prawdziwym "tsunami" chorych i zgonami na poziomie ok. 1,6 mln, jeśli Chiny zrezygnują z dotychczasowej strategii.
Tymczasem pod koniec ubiegłego tygodnia pisaliśmy o rekordzie zakażeń, o którym poinformowały chińskie władze. W piątek 25 listopada państwowa komisja zdrowia zgłosiła łącznie ponad 32,6 tys. zakażeń - najwięcej podczas pandemii. Już kilka dni później padł kolejny rekord - we wtorek 29 listopada odnotowano 71,3 tys. przypadków. To podwójny wzrost. Ostatnie dane z 1 grudnia ujawniają 39,3 tys. zakażeń.
Potrzeba więc konkretnego planu. Jak zauważa Jeremy Farrar, szef Wellcome, globalnej fundacji działającej w obszarze zdrowia, restrykcje mogą pomóc zyskać na czasie, by wprowadzić kluczowe działania w publicznej służbie zdrowia, ale same w sobie nie są strategią.
Eksperci zwracają też uwagę, że potrzeba odpowiedniego przygotowania systemu opieki zdrowotnej, któremu grozi załamanie ze względu na ograniczoną liczbę miejsc w szpitalach, w tym na intensywnej terapii.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.