Dwa etaty i praca w dwóch szpitalach
Kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Bielsku-Białej jest zatrudniony w placówce w wymiarze dwóch etatów. Jak ustaliła "Rzeczpospolita", przez 40 godzin tygodniowo pracuje na miejscu, a kolejne 40 godzin wykonuje swoje zadania zdalnie.
Jednocześnie lekarz zarządza SOR-em w szpitalu w Świdnicy, położonej około 300 kilometrów od Bielska-Białej. W umowach zawartych z obiema placówkami miał zobowiązać się, że godziny wykonywania obowiązków nie będą się ze sobą pokrywać.
Taki model zatrudnienia wywołał pytania o to, czy możliwe jest skuteczne kierowanie oddziałem ratunkowym bez stałej obecności w szpitalu.
Szpital: zdalnie wykonywane są zadania administracyjne
Placówka w Bielsku-Białej przekazała gazecie, że zdalna część pracy kierownika nie obejmuje bezpośredniego leczenia ani badania chorych.
"Praca zdalna obejmuje realizację zadań w sferze administracyjnej, nie dotyczy natomiast udzielania świadczeń zdrowotnych na rzecz pacjentów SOR" – wyjaśnił szpital w odpowiedzi przesłanej "Rzeczpospolitej".
Według lecznicy chodzi przede wszystkim o przygotowywanie dokumentacji, analizowanie funkcjonowania oddziału oraz nadzorowanie jego pracy za pośrednictwem szpitalnych systemów informatycznych.
"Obejmuje ona w szczególności opracowanie dokumentów koncepcyjnych, procedur operacyjnych, analiz i raportów oraz bieżący nadzór z wykorzystaniem dostępu do systemów informatycznych szpitala" – poinformowała placówka.
Z ustaleń gazety wynika jednak, że część obowiązków wykonywanych zdalnie może dotyczyć również przyjmowania pacjentów na oddział oraz segregacji medycznej, czyli tzw. triażu. To procedura, podczas której ocenia się stan chorego i określa, jak szybko powinien otrzymać pomoc.
Kto odpowiada za oddział pod nieobecność kierownika?
Szpital zapewnia, że nieobecność kierownika na miejscu nie oznacza, iż oddział pozostaje bez nadzoru. W czasie, gdy lekarz wykonuje obowiązki zdalnie, za codzienną organizację pracy mają odpowiadać inne osoby pełniące funkcje kierownicze.
"Bieżące funkcjonowanie oddziału zabezpieczają mechanizmy organizacyjne szpitala, w szczególności funkcja zastępcy kierownika SOR" – przekazała lecznica.
Jak informuje "Rzeczpospolita", szpital przez długi czas miał trudności ze znalezieniem lekarza, który zgodziłby się objąć stanowisko kierownika oddziału ratunkowego. Brak osoby spełniającej wymagania mógł doprowadzić nawet do zamknięcia SOR-u.
Placówka zdecydowała się więc na hybrydowy model pracy, który pozwolił jej formalnie obsadzić stanowisko i utrzymać funkcjonowanie oddziału. Sprawa rodzi jednak pytania o granice zdalnego zarządzania jednostką, w której pomoc udzielana jest pacjentom w nagłych i często bezpośrednio zagrażających życiu sytuacjach.
Szpital prosi policję o wzmożoną ochronę
Po publikacjach dotyczących organizacji pracy SOR-u bielski Szpital Wojewódzki poinformował również o nasileniu agresywnych reakcji wobec placówki i jej personelu. Lecznica zwróciła się do policji o wzmożoną ochronę, ze szczególnym uwzględnieniem oddziału ratunkowego.
"Do naszych pracowników, w szczególności personelu SOR, kierowane są obraźliwe komentarze, wyzwiska, a także groźby. Takie zachowania są niedopuszczalne i godzą w bezpieczeństwo osób, które każdego dnia wykonują swoją pracę, niosąc pomoc pacjentom" – przekazał szpital w oświadczeniu.
Placówka podkreśliła, że szanuje prawo do krytyki i publicznej debaty, ale nie akceptuje mowy nienawiści, zastraszania ani gróźb kierowanych pod adresem pracowników.
"Każdy przypadek naruszenia prawa będzie analizowany i - w uzasadnionych sytuacjach - zgłaszany odpowiednim organom"– zaznaczono.
Szpital zaapelował jednocześnie o odpowiedzialność, wskazując, że bezpieczeństwo personelu jest niezbędne do zapewnienia pacjentom nieprzerwanej opieki medycznej.
Źródło: PAP, Rzeczpospolita
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.