Trwa ładowanie...

Czy te studia mają sens?

Długo myślałem czy publicznie wypowiedzieć się na temat studiów. Czy publicznie mogę je skrytykować bądź pochwalić ? Medycyna się zmienia. Nie da się uczyć starymi metodami czegoś co jest już kilkaset razy posunięte do przodu. Oczywiście będę nieobiektywny. Ocenię tylko to co sam przeżyłem. To jak mnie uczono i jakie stawiano nam wymagania. Ale mam porównanie z innych uczelni. Znajomi rozjechali się na całą Polskę, więc dochodzą do mnie różne ploty i opinie.

Zobacz film: "Dlaczego warto wykonywać badania profilaktyczne?"

Na wstępie trzeba powiedzieć, że medycyna to ciężkie 6 lat zakuwania. Dzieli się na dwie części. Pierwsze 2-3 lata w zależności od uczelni to tzw. przedmioty przedkliniczne, czyli teoretyczne jak anatomia, biochemia, fizjologia itp. Teoretycznie mają one nas przygotować do ogólnej wiedzy medycznej, dać jakiekolwiek podstawy. Praktycznie to ogrom wiedzy do przyswojenia, recytowanie niejednego podręcznika, stosy skryptów. Te wszystkie historie o studentach medycyny, co to siedzą po nocach i zakuwają dotyczą co najwyżej tej części studiów i też należy pamiętać, że aż tak wielkiej zgrozy nie ma. Trzeba się dużo uczyć, systematycznie, nie można olewać, ale nie trzeba nocy zarywać. Ba znajdziemy nawet czas na imprezy, życie prywatne czy dziewczynę bądź chłopaka.

Koniecznie przeczytaj:

Pamiętam zaliczenie z histologii. Pouczyłem się, stwierdziłem jakoś to będzie i zdałem a koleżanka siedziała prawie całą noc, relacjonując to niezwykłe zdarzenie na Snapchacie, a niestety oblała. No cóż. Życie. Przychodząc po liceum mamy wiele wyobrażeń. Te stereotypy, którymi karmi się społeczeństwo przesiąkają przyszłych studentów. Już każdy myśli o zakupie czaszki, bo na bank będzie potrzebna, fartuch w trzech kolorach, pisaki, flamastry, w razie czego stetoskop, w pełni wyposażona apteczka, wykupione oryginalne podręcznik prosto z najdroższych księgarni. No a potem rzeczywistość. To niepotrzebne, to zbędne, tego w ogóle nie używamy.

Jak idziemy na uczelnię to trzeba się dobrze zorientować, co wymaga dana katedra, jakie podręczniki a może mają własne materiały. To co w Warszawie nie zawsze jest w Krakowie i na odwrót. W każdym razie zaczynają się zajęcia i jest zderzenie z rzeczywistością. Przychodzisz na zajęcia nie po to, żeby ktoś opowiedział o danym temacie, ale Ty już masz go umieć.

Zajęcia to głównie seminaria, laboratoria, doświadczenia itd. Jedynie na pierwszej pomocy można sięgnąć po prawdziwą medycynę, ale i tak w zdecydowanie ograniczonym wymiarze. Najpiękniejszy moment z tego początku to jak dumnie kroczysz w fartuchu. Niejedni przypadkiem szli w nim do sklepu, bo przypadkiem zapomnieli go zdjąć, a nie raz w zimie przydał się pod kurtką, bo cieplej było. Ale jest to moment, który każdy celebruje. Fajnie jest założyć biały kitel i czuć się jak oni – wielcy doktorzy. Kiedyś na zajęciach usłyszeliśmy tekst od Pani Profesor, że: ‘’Wy to macie dobrze, jesteście taką elitą, obcujecie na co dzień z profesorami, wybitnymi ludźmi, nie każdy tak ma.”

Z jednej strony miała dużo racji. Bo faktycznie zajęcia prowadzą nie ludzie świeżo po studiach, a doświadczeni życiem i pracą profesorowie, ale z drugiej strony nie jest to nic wybitnego. Przecież każdy z nas może być wybitny, nawet pracownik Biedronki. To kwestia skali z jaką się mierzymy.

Wracając do medycyny tak wygląda pierwsza część studiowania. Potem przychodzi upragniona klinika, czyli moment kiedy zajęcia prowadzone są w szpitalu, kiedy dotykasz pacjenta, chodzisz w fartuchu po szpitalnych oddziałach, kupujesz drogie bułki w szpitalnym bufecie, większość personelu jest obojętna na Twój widok. Ale to jest wreszcie medycyna! Zajęcia są zblokowane tzn. przez tydzień mamy chirurgię i tylko chirurgię, potem kolejny tydzień pediatrii, potem kolejny urologii itd. To jest fajne, bo skupiasz się na jednym temacie i nic dookoła Cię nie rozprasza. Po tym wszystkim zaliczenie w każdy piątek z danego tematu. Tak np. na chirurgii chodzimy i mamy cały tydzień temat związany z ostrym brzuchem. Każdego dnia nowy pacjent z nową chorobą, ale tylko dotyczącą ostrego brzucha.

Taki system ma sens. Zajęcia nie są długie. Zazwyczaj przychodzi się na godzinę 8, czekasz, aż lekarze skończą odprawę i idziemy na seminarium, słuchamy prelekcji, czasem ktoś wciąga w dyskusję, a czasem umożliwia dobrą drzemkę. Po wszystkim idziemy na oddziały. I tu już zależy gdzie jesteśmy. Ale dominuje podział na mniejsze grupki, czasem na jednostki i idziemy do pacjentów. Zbieramy wywiad, badamy a potem opisujemy. Potem prowadzący nas zbiera i omawiamy poszczególne jednostki, myślimy nad leczeniem, można usłyszeć wiele ciekawostek i te zajęcia najwięcej wnoszą do naszej skromnej wiedzy.

Na zajęciach z alergologii mieliśmy fantastyczną prowadzącą. Uwielbiała podawać placebo pacjentom, którzy po dziwnych wysypkach bądź niesamowitych objawach nagle wszystko ustępowało. Nie wiem tylko, co wpisywała na wypisie: głupota? Na przedmiotach typu chirurgia czy pediatria można chodzić na blok operacyjny. Choć trzeba przyznać, że teraz tendencja wśród studentów jest taka, że unika się specjalizacji zabiegowych. Np. chirurgia jest bardzo męczącą, fizyczną pracą. Niektórzy się śmieją, że wiedzy to tam za wiele nie ma, ale praca sama w sobie należy do trudnych. Ortopedia wymaga niezwykłej siły. Ale tylko siły, jeżeli chodzi o tematy takie jak okulistyka i laryngologia to za wiele nie powiem bo unikam jak ognia. Zdecydowanie nie moja bajka. Wszystko zależy od prowadzących i podejścia studentów. Bo czasem jest tak, że po godzinie zajęć można iść do domu a czasem siedzimy do końca zabiegu trzymając haki.

Zobacz także:

Trzeba też wspomnieć o farmakologii. No tu wiele krąży historii. Ale to jest tak z całą medycyną. Dużo się gada, a niewiele się dzieje. No trzeba zakuwać. Nikt nam do głowy łopatą nie włoży tych nazw. To jest typowa pamięciówka. I też nie uczymy się każdego leku, ale np. grup leków, głównych przedstawicieli. Należy rozróżniać przede wszystkim nazwę handlową od nazwy konkretnego składnika danego leku. Generalnie bardzo trudny przedmiot, bardzo dużo trudnej wiedzy do zapamiętania. Niestety na większości uczelni obowiązują do tego przedmiotu amerykańskie podręczniki, w których są informacje o lekach, które są niedostępne w Polsce.

Kolejnym punktem kojarzonym z medycyną jest sekcja zwłok. Generalnie za dużo nie powiem, bo nie mogę. Widok nieprzyjemny, dla niektórych odrzucający. Dość specyficzna woń. Nikt nie zemdlał, nikt nie uciekł. Ale nikt nie garnął się, żeby ponownie obejrzeć. Co kto lubi.

Może powiem też parę słów o takich głównych przedmiotach. Medycyna i od razu pierwsze skojarzenie to anatomia. I jak nienawidziłem tego przedmiotu, jak prawdziwy student, tak wiem, że jest on potrzebny. Każdy z nas musi posiadać podstawową wiedzę z tego przedmiotu. Ale podstawową. Bo tydzień po egzaminie już połowy nie pamiętałem, a po wakacjach wiedziałem, że miałem taki przedmiot. Przeładowany program, kosmiczne szczegóły, zniszczone i stare preparaty, fikcyjne podejście do analizy zdjęć RTG, tomogramów. A gdzie sens przedmiotu?

Potem biologia, biologia molekularna, chemia, genetyka. Tu za wiele się nie wypowiem. Bo po co. Biotechnologiem nigdy nie będę. Ale na siłę w tych 30 godzinach próbują z nas zrobić specjalistów w tej dziedzinie. Rozumiem, znać podstawy, coś wiedzieć, orientować się. Ale ja będę lekarzem! I to jest błąd, że lekarz nie uczy takich przedmiotów, tylko wybitny profesor z tej dziedziny. Bo dla niego zawsze wszystko będzie ważne. A nie najważniejsze sedno tematu, potrzebne w pracy lekarza.

Histologia. O zgrozo. Recytowanie słynnego podręcznika na pamięć. Sens? … Do tego oglądanie 3 szkiełek przez 3 godziny zajęć. Bez komentarza. Jedna słynna Pani profesor robiła kartkówki opisowe: 3 tematy np. włókna srebrnochłonne, zwój rdzeniowy, brodawki języka. I jedziesz przepisywanie podręcznika kropka w kropkę. Pominiesz jedno zdanie. Np. z barwieniem i masz poprawkę.

Mikrobiologia. Jak nic uważam, że bardzo ważny przedmiot. Używany wręcz każdego dnia przez większość lekarzy. Ale sposób nauczania genialny. Kilkuset stronicowe książki. Znajomość barwienia, składu pożywek, budowa każdej bakterii z wymiarami. O zgrozo! A na co to komu? A objawy chorób, które wywołują te bakterie to już mniej ważne. A najlepszy egzamin. Pytania o temperatury działania autoklawu, środki, którymi zdezynfekuje łóżko pacjenta? A przepraszam, czy ja to będę robić? I choćbyś nie wiem jaką miał wiedzę mikrobiologiczną, to nie napiszesz egzaminu na 5, bo takie pytania zawsze uwalają. Sens? …

Najbardziej irytujące zachowania pacjentów - okiem lekarza
Najbardziej irytujące zachowania pacjentów - okiem lekarza [10 zdjęć]

Jest to jedno z najbardziej irytujących zachowań pacjentów. Zdaniem specjalistów warto rzucić palenie...

zobacz galerię

Immunologia była tak skomplikowana, że opis byłby równie trudny. Pominę. O zajęciach klinicznych można pisać wiele. Ale jak na poprzednich latach, każdy musi się nauczyć i koniec, tak tutaj tej wiedzy nie ma tak dużo. Jest to wszystko bardziej skondensowane. Jak nie lubisz anestezjologii, to nikt nie będzie wymagał, żebyś znieczulał pacjenta, jak nie lubisz ginekologii, to nikt nie każe Ci odbierać porodu. Ba raczej nigdy go nie zobaczysz podczas studiów, bo większość matek nie jest chętna do tego, aby banda studentów patrzyła tam, gdzie nowe dziecie wychodzi na świat.

I tak mijają lata, dojrzewamy i wreszcie stajemy się lekarzami. Przesiąknięci szpitalnym zapachem, trochę znieczuleni tym, co widzieliśmy i trochę zmęczeni tym czego od nas wymagano. Ale stajemy się lekarzami. I teraz to dopiero będzie życie, teraz do dopiero będą wymagania, teraz to dopiero będzie zmęczenie…

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.