Gorąco na linii kardiolodzy–radiolodzy. Ucierpieć może pacjent
Kardiolodzy chcą samodzielnie opisywać badania radiologiczne. Porozumienia z radiologami ani decyzji MZ w tej sprawie nadal jednak nie ma. Są natomiast - jak twierdzą lekarze - długie kolejki, w których czekają pacjenci, a także błędy w opisach. - Jeśli mówimy o bezpieczeństwie pacjenta, to mamy też na myśli czas - podkreśla prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Choć kardiolodzy od lat zabiegają o to, by móc samodzielnie opisywać badania radiologiczne, rozstrzygnięcia w tej sprawie nadal nie ma. Chodzi o rezonans magnetyczny serca oraz TK wieńcowe, które - jak podkreślają specjaliści - są w kardiologii niezwykle istotne.
- Tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny serca to obecnie kluczowe badania nie tylko dla prawidłowej diagnostyki, ale też właściwego leczenia pacjenta kardiologicznego. Mówimy tu o wielu chorobach serca, w tym chorobie wieńcowej, wadach zastawkowych, zapaleniu mięśnia sercowego i osierdzia czy ocenie ryzyka sercowo-naczyniowego - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. I dodaje, że miałoby to dotyczyć tylko "odpowiednio przeszkolonych kardiologów".
- Zabiegamy o możliwość samodzielnego opisywania tych badań, aby dostęp do nich był jak najszerszy. Zależy nam, żeby takie badania były nie tylko dobre jakościowo, ale i sprawnie wykonywane oraz opisywane - wskazuje kardiolog. W czwartek PTK opublikowało oficjalne stanowisko w tej sprawie.
- Nie chcemy podważać kompetencji radiologów, ani tym bardziej odbierać im pracy. Widzimy jednak potrzebę pilnych zmian, bo jeśli mówimy o bezpieczeństwie pacjenta, to mamy też na myśli czas. Tymczasem liczba zlecanych badań obrazowych będzie tylko rosła - podkreśla prof. Gierlotka.
Jednocześnie zaznacza, że stanowisko PTK nie wyklucza współpracy z radiologami. - Na przykładzie Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu, w którym pracuję, widać, że układa się ona bardzo dobrze. Badania rezonansu magnetycznego serca od zawsze wykonywali i opisywali wspólnie odpowiednio przeszkoleni kardiolodzy z radiologami. Obecnie jeden z tych kardiologów uzyskał specjalizację z radiologii i diagnostyki obrazowej. Samodzielne kompetencje, przy rosnącej liczbie badań obrazowych, są jednak niezbędne - zwraca uwagę kardiolog.
Dodaje, że samodzielne opisywanie TK wieńcowego jest dla kardiologów ważne również dlatego, że niebawem zastąpi ono inwazyjną koronarografię.
Gotowy system szkoleń
Jak zapewnia prezes PTK, system szkolenia, certyfikacji jest praktycznie gotowy, ale nadal nie ma decyzji w sprawie zmiany przepisów. - Wymaga to oczywiście usankcjonowania prawnego i ostatecznej decyzji ze strony Ministerstwa Zdrowia, ale nasze środowisko jest formalnie przygotowane, by takie kompetencje poszerzać -zaznacza prof. Gierlotka.
- Było też proponowane rozwiązanie wzajemnych szkoleń - radiologów pod kątem kardiologicznym oraz kardiologów pod kątem radiologicznym. Niestety, nadal nie udało się wypracować wspólnego stanowiska. Tymczasem w wielu krajach Europy Zachodniej, np. w Niemczech czy Francji, a także Skandynawii, krajach anglosaskich, Japonii, kardiolodzy od dawna mają uprawnienia do opisu badań obrazowych - zwraca uwagę w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Łukasz Małek, kardiolog sportowy z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.
- Co ważne, kompetencje kardiologów i radiologów przenikają się. Kardiolodzy wykonują też inne badania, które historycznie były domeną diagnostyki obrazowej. Warto zwrócić uwagę, że radiolodzy nie wykonują np. USG serca, bo to wymaga wiedzy nie tylko z zakresu badań obrazowych, ale też kardiologii. Takim badaniem jest też koronarografia - zwraca uwagę prezes PTK.
Pacjenci mają problem
- My nie chcemy niczego radiologom odbierać, chcemy mieć równorzędne prawa, jeśli chodzi o opisywanie konkretnych badań obrazowych, kluczowych dla diagnostyki chorób serca - tłumaczy prof. Małek.
Jego zdaniem nie wszyscy radiolodzy właściwie opisują badania. - Nie każdy ma odpowiednie przeszkolenie pod kątem kardiologicznym, a to, zamiast ułatwić diagnostykę, może ją skomplikować. Ostatecznie ucierpi więc pacjent - uważa lekarz.
- Pacjenci czekają nawet tygodniami na opis badania, bo radiolodzy zwyczajnie nie wyrabiają się z opisem. Kiedy kontaktuję się z radiologami, często słyszę, że robią to hurtowo. Tymczasem w chorobach kardiologicznych czas gra na niekorzyść pacjenta, bo są stany, które wymagają natychmiastowego rozpoczęcia terapii lub konkretnego zabiegu - wskazuje lekarz.
Zwraca uwagę, że problem nasilił się jeszcze po uwolnieniu przez NFZ limitów na badania obrazowe, bo wzrosła wtedy ich liczba. - Nie można więc wykorzystać w pełni większej dostępności do badań. Tymczasem szacujemy, że dzięki rezonansowi serca udaje się postawić nawet 20-30 proc. nowych rozpoznań, z kolei TK wieńcowe pozwala w wielu przypadkach uniknąć inwazyjnego badania, jakim jest koronarografia - dodaje prof. Małek.
Zauważa, że problemem są też błędnie opisane badania. - Mam pacjentów, którzy przyjeżdżają ze źle wykonanymi i błędnie opisanymi badaniami, więc proces diagnostyczny zamiast się skrócić, jeszcze się komplikuje, bo badania trzeba uzupełniać, a nawet powtarzać. Zdarza się też, że przez błędnie opisane badanie lekarz może czegoś nie wyłapać lub niepotrzebnie skierować pacjenta do szpitala - wskazuje kardiolog.
- Miałem np. pacjenta, którego badania wskazywały na takotsubo. To stan ostry, wymagający hospitalizacji. Mężczyzna trafił więc do szpitala, gdzie okazało się, że żadnej choroby nie ma. Można sobie tylko wyobrazić, w jakim był stresie - wskazuje kardiolog.
Konsultował też pacjentów, u których w opisie badań przeoczono poważne zmiany, np. blizny, które świadczyły o przebytym zapaleniu mięśnia sercowego. - Tymczasem blizny w mięśniu sercowym, szczególnie rozległe, to bardzo poważny stan, który zwiększa ryzyko arytmii - wskazuje lekarz.
- W takich przypadkach musimy jak najszybciej zacząć leczenie, a zdarza się, że pacjent od razu jest kierowany na wszczepienie kardiowertera-defibrylatora. Tu czasem nie można czekać, bo arytmia zwiększa z kolei ryzyko nagłego zatrzymania krążenia -zaznacza lekarz.
Radiolodzy na "nie" dla samodzielnych kompetencji
Prof. Małek ocenia, że "radiolodzy są nieprzejednani", a starania kardiologów o uzyskanie samodzielnych kompetencji uważają za "zamach na środowisko".
Radiolodzy widzą tę sprawę zupełnie inaczej. - Jednoznacznie opowiadamy się za rozwojem współpracy interdyscyplinarnej, a nie za wprowadzaniem samodzielnych kompetencji diagnostycznych dla poszczególnych specjalności klinicznych, zwłaszcza narządowych. Naszym celem jest poszerzenie odpowiedzialności za proces diagnostyczny, także o naszą specjalizację - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Katarzyna Karmelita-Katulska, prezes Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego.
- W sytuacji, gdy ten sam lekarz wykonuje badanie, opisuje je, a następnie podejmuje decyzję terapeutyczną, łatwiej o zawężenie perspektywy diagnostycznej i ryzyko błędu. Diagnostyka obrazowa wymaga całościowego spojrzenia na pacjenta, nie tylko z punktu widzenia jednego narządu - uważa lekarka.
Jej zdaniem, fakt, że kardiolodzy mogliby samodzielnie opisywać badania, nie wpłynie na skrócenie kolejek, w których czekają pacjenci.
- Diagnostyka serca jest coraz bardziej skierowana w stronę badań nieinwazyjnych, a rozwój technik obrazowania jest ogromny, przy czym my cały czas się szkolimy - dodaje prof. Karmelita-Katulska.
- Ograniczanie roli radiologa w tomografii serca zwiększa ryzyko przeoczeń patologii pozasercowych, rozmywa odpowiedzialność diagnostyczną i może prowadzić do obniżenia jakości oraz bezpieczeństwa opieki nad pacjentem. Błędy mogą zdarzyć się w każdej specjalności - ich częstość zależy przede wszystkim od doświadczenia, praktyki oraz liczby wykonywanych procedur - dodaje.
Prof. Karmelita-Katulska zapewnia jednocześnie, że radiolodzy są otwarci na rozmowy ze środowiskiem kardiologów i resortem zdrowia.
Co na to Ministerstwo Zdrowia?
- Niezbędne jest porozumienie między konsultantami, aby unormować tę sytuację, gdyż jest ona konieczna dla lepszej opieki nad pacjentem. Trwają uzgodnienia pomiędzy konsultantem krajowym w dziedzinie kardiologii i konsultant krajową ds. radiologii. Jak tylko Ministerstwo Zdrowia otrzyma uzgodnione stanowisko, skieruje odpowiedni projekt do konsultacji publicznych - przekazało nam biuro prasowe Ministerstwa Zdrowia.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.