MZ chce cięć, lekarze alarmują. "Poradnie zamkną drzwi już w drugim kwartale"
MZ chce oszczędności, a lekarze ostrzegają, że ucierpią pacjenci, również onkologiczni. - W każdym szpitalu na pewno będą naciski na ograniczenia leczenia, nie ma innej opcji - podkreśla Jakub Kosikowski, lekarz, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
"Absurdalny pomysł"
Resort zdrowia chce ciąć koszty w ochronie zdrowia i ma na to dwa pomysły. NFZ miałby płacić już nie 100 proc., a jedynie 40 proc. za świadczenia w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (chodzi o tomografię, rezonans, gastroskopię czy kolonoskopię oraz wizyty u specjalistów) wykonane ponad kontrakt. Z kolei w szpitalach zmiany miałyby dotyczyć hospitalizacji planowych. W weekendy i święta nie trzeba byłoby zapewniać personelu na oddziałach, gdzie nie ma pacjentów.
Na razie oba projekty są na etapie konsultacji. Lekarze już mają jednak zastrzeżenia, szczególnie do cięć w opiece specjalistycznej. Alarmują, że to dramatycznie pogorszy sytuację pacjentów.
- Cięcia w opiece specjalistycznej to tak naprawdę powrót do limitów, tylko resort inaczej to nazywa. To absurdalny pomysł, który będzie miał poważne konsekwencje. Nie znam dyrektora, a pracowałem w różnych szpitalach, który przy zwrocie za nadwykonania na poziomie 40 proc., powie po wykonaniu kontraktu: przyjmujmy dalej i zadłużajmy szpital - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, lekarz, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
Seniorzy gorzko o NFZ: Lepiej nic nie mówić. Można nie doczekać tej kolejki
Przez taką zmianę ograniczenia w dostępie do leczenia, z którymi był problem pod koniec ubiegłego roku, mogłyby się pojawić jeszcze wcześniej. - W każdym szpitalu na pewno będą naciski na ograniczenia leczenia, nie ma innej opcji. Żadna z tych procedur nie będzie wykonywana, bo każda jest kosztochłonna, nie ma 60 proc. marży - przyznaje lekarz.
Zwraca też uwagę, że zmiana obowiązywałaby już od 1 stycznia tego roku, co oznacza, że realizacja kontraktu będzie się liczyła od początku roku, a nie od momentu wejścia w życie przepisów.
- Nie dość, że zwrot za nadwykonania miałby wynosić 40 proc., to jeszcze rozliczenie następowałoby nie po kwartale, jak dotychczas, ale dopiero po roku. Szpitale nie będą w stanie tego kredytować, więc większość poradni będzie mogła zamykać drzwi już w trzecim kwartale, jeśli nie w drugim, bo nadwykonania zaczną się już od kwietnia - alarmuje też w rozmowie z WP abcZdrowie Bartosz Fiałek, lekarz reumatolog, odpowiedzialny za analizę i planowanie świadczeń w PCR w Sopocie.
Co z pacjentami, którzy na wizytę czekali rok i byli zapisani np. na wrzesień? - Zmusza się ich wtedy do prywatnej wizyty albo daje wybór czekania już nie w wielomiesięcznych, ale wieloletnich kolejkach – przyznaje ekspert.
Zmiany dotkną także pacjentów onkologicznych
Kosikowski zauważa, że - wbrew zapewnieniom NFZ - takie zmiany dotkną też pacjentów onkologicznych. - Przecież nie cała onkologia jest nielimitowana. Owszem, poradnie czy oddziały onkologiczne, DiLO są nielimitowane, ale co z chorymi ze wznową nowotworu? Oni nie idą tą skróconą ścieżką, więc proponowane zmiany siłą rzeczy przełożą się na ich sytuację - podkreśla.
- Resort tłumaczy, że zniesienie limitów nie skróciło realnie kolejek. To bzdura, bo akurat Polska miała jedne z najlepszych wyników pod względem skrócenia kolejek np. w zaćmie czy endoprotezoplastyce, nawet do pół roku, co zostało jasno wskazane w międzynarodowych raportach. Zapotrzebowanie na świadczenia jest jednak tak duże, że nie przełożyło się na skrócenie wszystkich kolejek, zwłaszcza że chcemy przesuwać leczenie i diagnostykę ze szpitali do poradni - wyjaśnia lekarz.
Eksperci zwracają też uwagę, że wysokie nadwykonania nie biorą się tylko z dużego zapotrzebowania na leczenie. - Chodzi także o zbyt niskie kontrakty z NFZ. Nie zostały one zaktualizowane, mimo że limity na AOS zniesiono już w 2021 roku. Do tej pory nie zostało to urealnione - wskazuje Fiałek.
- Jeśli znowu wprowadzamy limity, to o jakim odwróceniu piramidy świadczeń mówimy? Znowu w szpitalach będzie więcej pacjentów, bo będą musieli kłaść się na oddział tylko po to, żeby wykonać badania, których nie będzie można już zrobić w AOS. To porażka systemu - zaznacza.
Potężny dług zdrowotny
Lekarze ostrzegają, że mimo początkowych oszczędności, cięcia w AOS oznaczają potężny dług zdrowotny. - Trzeba będzie go spłacać już za dwa-trzy lata. To będą skutki późno rozpoznanych nowotworów jelita grubego czy innych chorób, np. reumatycznych. Ci ludzie od razu będą wymagali hospitalizacji i kosztownych procedur - zwraca uwagę Fiałek.
- Jeśli za tą decyzją nie kryje się po prostu chęć pokazania rządzącym dramatu sytuacji i ktoś naprawdę uznał, że to dobry ruch, to osoby kreujące politykę zdrowotną ryzykują zdrowiem pacjentów. Przy okazji z lekarzy robi się dyskont, w którym można zrobić promocję i płacić im za pracę 40 proc. - ocenia.
Przyznaje jednocześnie, że nie wszyscy lekarze postępują fair i część z nich celowo zwiększa liczbę wizyt - bez uzasadnienia medycznego, czyli wyłącznie dla zysków. - To patologia i należy z nią walczyć. Nie wolno jednak wrzucać wszystkich do jednego worka. Dlatego rozwiązaniem byłyby dwie wizyty w roku na zasadach nielimitowanych, a każda kolejna byłaby finansowana według niższej stawki - uważa Fiałek.
To pozwoliłoby uniknąć ryzyka dla pacjenta, którego lekarz nie jest w stanie skontrolować, choć powinien co najmniej raz w roku, a proceder mnożenia wizyt przestałby się opłacać.
- Uniknęlibyśmy też późniejszych kosztów szpitalnych. Przykład z mojej działki: leczenie tocznia. Za najbardziej kompleksową wizytę w poradni reumatologicznej, którą można zrealizować nie częściej niż co 12 miesięcy, NFZ płaci ok. 1500 zł, a za hospitalizację w przypadku zaostrzenia układowej choroby tkanki łącznej już kilkanaście tysięcy złotych. Dlatego musimy stawiać na sprawny AOS - dodaje.
Pozorowane działania
Planowane zmiany w szpitalach lekarze oceniają jednoznacznie jako "pozorowane działania", zamiast konkretów. - Potrzebujemy mapy faktycznych potrzeb zdrowotnych i dostosowanej do niej reorganizacji oddziałów, czyli nie tyle ich zamykania, ile zmiany profilu na taki, który będzie miał wysokie obłożenie i będzie się finansowo bilansował. Tylko to mogłoby przynieść realne oszczędności - argumentuje Fiałek.
Wskazuje, że utrzymywanie oddziałów, na których obłożenie wynosi 30-50 proc., a czasem jest nawet niższe, nie ma ani uzasadnienia finansowego, ani merytorycznego. Personel nie ma tam odpowiedniej praktyki i doświadczenia w opiece nad pacjentem wymagającym konkretnej specjalistycznej pomocy.
- To jakieś pozorowane działanie. Na miejscu nie będzie personelu, dyżurny będzie pod telefonem. Ale z drugiej strony, po co utrzymywać dyżurnego, jeśli oddział w rzeczywistości po prostu w weekend nie działa? - punktuje Kosikowski. Dodaje, że pacjenta można zabezpieczyć na SOR lub izbie przyjęć.
Czy brak personelu w weekendy nie jest jednak ryzykowny dla pacjenta, który trafi na SOR lub izbę przyjęć, ale ostatecznie będzie wymagał dłuższej hospitalizacji na innym oddziale?
- W mojej ocenie, a mam doświadczenie zarówno kliniczne, jak i w zarządzaniu szpitalami, nie ma takiego ryzyka. Pacjent zostanie zaopatrzony na SOR-ze, a potem w razie potrzeby można go położyć np. na oddziale internistycznym. Tam zawsze są pacjenci, więc będzie też zabezpieczenie personelu - uważa Fiałek.
- Taką praktykę stosowaliśmy np. wtedy, gdy pracowałem jeszcze w szpitalu w Płońsku. Jeśli trafiał do nas np. pacjent neurochirurgiczny czy endokrynologiczny, był zaopatrywany na naszym SOR-ze, bo na miejscu nie było neurochirurgii ani endokrynologii, a następnie, jeśli wymagał dalszego leczenia, był transportowany do ośrodka referencyjnego w Warszawie - wyjaśnia.
Dodaje, że w razie nagłej sytuacji, kiedy dochodzi np. do zatrzymania krążenia, do reanimacji nie jest potrzebny konkretny specjalista. Może to zrobić każdy lekarz. - Zdarzyło nam się, że trafił do nas pacjent po operacji kardiochirurgicznej, ale do ustabilizowania jego stanu nie trzeba było wzywać kardiochirurga. Można to było zrobić w ramach SOR-u - dodaje.
- Zmiany w szpitalach nie zadziałają bez sprawnej ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Tymczasem tu MZ chce wprowadzić dramatyczne cięcia - podsumowuje Fiałek.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: WP abcZdrowie, Ministerstwo Zdrowia, Naczelna Izba Lekarska
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.