MZ chce cięć, lekarze alarmują. "Poradnie zamkną drzwi już w drugim kwartale"

MZ chce oszczędności, a lekarze ostrzegają, że ucierpią pacjenci, również onkologiczni. - W każdym szpitalu na pewno będą naciski na ograniczenia leczenia, nie ma innej opcji - podkreśla Jakub Kosikowski, lekarz, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

KomentarzMZ chce oszczędności
Źródło zdjęć: © East News, Facebook
Katarzyna Prus

"Absurdalny pomysł"

Resort zdrowia chce ciąć koszty w ochronie zdrowia i ma na to dwa pomysły. NFZ miałby płacić już nie 100 proc., a jedynie 40 proc. za świadczenia w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (chodzi o tomografię, rezonans, gastroskopię czy kolonoskopię oraz wizyty u specjalistów) wykonane ponad kontrakt. Z kolei w szpitalach zmiany miałyby dotyczyć hospitalizacji planowych. W weekendy i święta nie trzeba byłoby zapewniać personelu na oddziałach, gdzie nie ma pacjentów.

Na razie oba projekty są na etapie konsultacji. Lekarze już mają jednak zastrzeżenia, szczególnie do cięć w opiece specjalistycznej. Alarmują, że to dramatycznie pogorszy sytuację pacjentów.

- Cięcia w opiece specjalistycznej to tak naprawdę powrót do limitów, tylko resort inaczej to nazywa. To absurdalny pomysł, który będzie miał poważne konsekwencje. Nie znam dyrektora, a pracowałem w różnych szpitalach, który przy zwrocie za nadwykonania na poziomie 40 proc., powie po wykonaniu kontraktu: przyjmujmy dalej i zadłużajmy szpital - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, lekarz, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.

Seniorzy gorzko o NFZ: Lepiej nic nie mówić. Można nie doczekać tej kolejki

Przez taką zmianę ograniczenia w dostępie do leczenia, z którymi był problem pod koniec ubiegłego roku, mogłyby się pojawić jeszcze wcześniej. - W każdym szpitalu na pewno będą naciski na ograniczenia leczenia, nie ma innej opcji. Żadna z tych procedur nie będzie wykonywana, bo każda jest kosztochłonna, nie ma 60 proc. marży - przyznaje lekarz.

Lek. Jakub Kosikowski
Lek. Jakub Kosikowski © Facebook

Zwraca też uwagę, że zmiana obowiązywałaby już od 1 stycznia tego roku, co oznacza, że realizacja kontraktu będzie się liczyła od początku roku, a nie od momentu wejścia w życie przepisów.

- Nie dość, że zwrot za nadwykonania miałby wynosić 40 proc., to jeszcze rozliczenie następowałoby nie po kwartale, jak dotychczas, ale dopiero po roku. Szpitale nie będą w stanie tego kredytować, więc większość poradni będzie mogła zamykać drzwi już w trzecim kwartale, jeśli nie w drugim, bo nadwykonania zaczną się już od kwietnia - alarmuje też w rozmowie z WP abcZdrowie Bartosz Fiałek, lekarz reumatolog, odpowiedzialny za analizę i planowanie świadczeń w PCR w Sopocie.

Co z pacjentami, którzy na wizytę czekali rok i byli zapisani np. na wrzesień? - Zmusza się ich wtedy do prywatnej wizyty albo daje wybór czekania już nie w wielomiesięcznych, ale wieloletnich kolejkach – przyznaje ekspert.

Lek. Bartosz Fiałek
Lek. Bartosz Fiałek © Facebook

Zmiany dotkną także pacjentów onkologicznych

Kosikowski zauważa, że - wbrew zapewnieniom NFZ - takie zmiany dotkną też pacjentów onkologicznych. - Przecież nie cała onkologia jest nielimitowana. Owszem, poradnie czy oddziały onkologiczne, DiLO są nielimitowane, ale co z chorymi ze wznową nowotworu? Oni nie idą tą skróconą ścieżką, więc proponowane zmiany siłą rzeczy przełożą się na ich sytuację - podkreśla.

- Resort tłumaczy, że zniesienie limitów nie skróciło realnie kolejek. To bzdura, bo akurat Polska miała jedne z najlepszych wyników pod względem skrócenia kolejek np. w zaćmie czy endoprotezoplastyce, nawet do pół roku, co zostało jasno wskazane w międzynarodowych raportach. Zapotrzebowanie na świadczenia jest jednak tak duże, że nie przełożyło się na skrócenie wszystkich kolejek, zwłaszcza że chcemy przesuwać leczenie i diagnostykę ze szpitali do poradni - wyjaśnia lekarz.

Eksperci zwracają też uwagę, że wysokie nadwykonania nie biorą się tylko z dużego zapotrzebowania na leczenie. - Chodzi także o zbyt niskie kontrakty z NFZ. Nie zostały one zaktualizowane, mimo że limity na AOS zniesiono już w 2021 roku. Do tej pory nie zostało to urealnione - wskazuje Fiałek.

- Jeśli znowu wprowadzamy limity, to o jakim odwróceniu piramidy świadczeń mówimy? Znowu w szpitalach będzie więcej pacjentów, bo będą musieli kłaść się na oddział tylko po to, żeby wykonać badania, których nie będzie można już zrobić w AOS. To porażka systemu - zaznacza.

Potężny dług zdrowotny

Lekarze ostrzegają, że mimo początkowych oszczędności, cięcia w AOS oznaczają potężny dług zdrowotny. - Trzeba będzie go spłacać już za dwa-trzy lata. To będą skutki późno rozpoznanych nowotworów jelita grubego czy innych chorób, np. reumatycznych. Ci ludzie od razu będą wymagali hospitalizacji i kosztownych procedur - zwraca uwagę Fiałek.

- Jeśli za tą decyzją nie kryje się po prostu chęć pokazania rządzącym dramatu sytuacji i ktoś naprawdę uznał, że to dobry ruch, to osoby kreujące politykę zdrowotną ryzykują zdrowiem pacjentów. Przy okazji z lekarzy robi się dyskont, w którym można zrobić promocję i płacić im za pracę 40 proc. - ocenia.

Przyznaje jednocześnie, że nie wszyscy lekarze postępują fair i część z nich celowo zwiększa liczbę wizyt - bez uzasadnienia medycznego, czyli wyłącznie dla zysków. - To patologia i należy z nią walczyć. Nie wolno jednak wrzucać wszystkich do jednego worka. Dlatego rozwiązaniem byłyby dwie wizyty w roku na zasadach nielimitowanych, a każda kolejna byłaby finansowana według niższej stawki - uważa Fiałek.

To pozwoliłoby uniknąć ryzyka dla pacjenta, którego lekarz nie jest w stanie skontrolować, choć powinien co najmniej raz w roku, a proceder mnożenia wizyt przestałby się opłacać.

- Uniknęlibyśmy też późniejszych kosztów szpitalnych. Przykład z mojej działki: leczenie tocznia. Za najbardziej kompleksową wizytę w poradni reumatologicznej, którą można zrealizować nie częściej niż co 12 miesięcy, NFZ płaci ok. 1500 zł, a za hospitalizację w przypadku zaostrzenia układowej choroby tkanki łącznej już kilkanaście tysięcy złotych. Dlatego musimy stawiać na sprawny AOS - dodaje.

Pozorowane działania

Planowane zmiany w szpitalach lekarze oceniają jednoznacznie jako "pozorowane działania", zamiast konkretów. - Potrzebujemy mapy faktycznych potrzeb zdrowotnych i dostosowanej do niej reorganizacji oddziałów, czyli nie tyle ich zamykania, ile zmiany profilu na taki, który będzie miał wysokie obłożenie i będzie się finansowo bilansował. Tylko to mogłoby przynieść realne oszczędności - argumentuje Fiałek.

Wskazuje, że utrzymywanie oddziałów, na których obłożenie wynosi 30-50 proc., a czasem jest nawet niższe, nie ma ani uzasadnienia finansowego, ani merytorycznego. Personel nie ma tam odpowiedniej praktyki i doświadczenia w opiece nad pacjentem wymagającym konkretnej specjalistycznej pomocy.

- To jakieś pozorowane działanie. Na miejscu nie będzie personelu, dyżurny będzie pod telefonem. Ale z drugiej strony, po co utrzymywać dyżurnego, jeśli oddział w rzeczywistości po prostu w weekend nie działa? - punktuje Kosikowski. Dodaje, że pacjenta można zabezpieczyć na SOR lub izbie przyjęć.

Czy brak personelu w weekendy nie jest jednak ryzykowny dla pacjenta, który trafi na SOR lub izbę przyjęć, ale ostatecznie będzie wymagał dłuższej hospitalizacji na innym oddziale?

- W mojej ocenie, a mam doświadczenie zarówno kliniczne, jak i w zarządzaniu szpitalami, nie ma takiego ryzyka. Pacjent zostanie zaopatrzony na SOR-ze, a potem w razie potrzeby można go położyć np. na oddziale internistycznym. Tam zawsze są pacjenci, więc będzie też zabezpieczenie personelu - uważa Fiałek.

- Taką praktykę stosowaliśmy np. wtedy, gdy pracowałem jeszcze w szpitalu w Płońsku. Jeśli trafiał do nas np. pacjent neurochirurgiczny czy endokrynologiczny, był zaopatrywany na naszym SOR-ze, bo na miejscu nie było neurochirurgii ani endokrynologii, a następnie, jeśli wymagał dalszego leczenia, był transportowany do ośrodka referencyjnego w Warszawie - wyjaśnia.

Dodaje, że w razie nagłej sytuacji, kiedy dochodzi np. do zatrzymania krążenia, do reanimacji nie jest potrzebny konkretny specjalista. Może to zrobić każdy lekarz. - Zdarzyło nam się, że trafił do nas pacjent po operacji kardiochirurgicznej, ale do ustabilizowania jego stanu nie trzeba było wzywać kardiochirurga. Można to było zrobić w ramach SOR-u - dodaje.

- Zmiany w szpitalach nie zadziałają bez sprawnej ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Tymczasem tu MZ chce wprowadzić dramatyczne cięcia - podsumowuje Fiałek.

Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła: WP abcZdrowie, Ministerstwo Zdrowia, Naczelna Izba Lekarska

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie
Wycofują air fryera. Sieć wydała ostrzeżenie i prosi o zwrot
Wycofują air fryera. Sieć wydała ostrzeżenie i prosi o zwrot
Zmarła lekarka z Ostrowi Mazowieckiej. "Jedna z najlepszych na oddziale"
Zmarła lekarka z Ostrowi Mazowieckiej. "Jedna z najlepszych na oddziale"
Dick Van Dyke skończył 100 lat. Mówi, co pomogło mu wydłużyć życie
Dick Van Dyke skończył 100 lat. Mówi, co pomogło mu wydłużyć życie
Generuje raka. "Uszkadza DNA, naczynia krwionośne, serce"
Generuje raka. "Uszkadza DNA, naczynia krwionośne, serce"
Piłują zęby, by lepiej wyglądać. Stomatolodzy załamują ręce
Piłują zęby, by lepiej wyglądać. Stomatolodzy załamują ręce
"Są wykończeni". Lekarze zauważyli nowy objaw COVID-19
"Są wykończeni". Lekarze zauważyli nowy objaw COVID-19
Rekordy dot. narkotyków w ściekach. Kraków z niepokojącymi wynikami
Rekordy dot. narkotyków w ściekach. Kraków z niepokojącymi wynikami
Na NFZ jest za darmo. Wiele osób o tym zapomina i płaci 600 zł
Na NFZ jest za darmo. Wiele osób o tym zapomina i płaci 600 zł
Płaski brzuch, zero wzdęć. Gastroenterolodzy mówią, co "karmi" jelita
Płaski brzuch, zero wzdęć. Gastroenterolodzy mówią, co "karmi" jelita
20 chorych, 2 zgony. Władze Wielkiej Brytanii wydają zalecenia ws. ZOMR
20 chorych, 2 zgony. Władze Wielkiej Brytanii wydają zalecenia ws. ZOMR
Nowa usługa w mObywatelu już dostępna. Już nie trzeba iść do urzędu
Nowa usługa w mObywatelu już dostępna. Już nie trzeba iść do urzędu
Mogą odzyskać czas z dzieckiem. Komu przysługuje uzupełniający macierzyński?
Mogą odzyskać czas z dzieckiem. Komu przysługuje uzupełniający macierzyński?