Rodzina nie może sprowadzić Piotra do Polski. Sójka: Państwo zawiodło

Rodzina Piotra Moczulskiego od dwóch lat próbuje ściągnąć go do Polski z filipińskiego szpitala. Bez skutku. - Jeśli rodzina pacjenta odbija się od instytucji do instytucji, to myślę, że państwo zawiodło. Państwo polskie jest bowiem odpowiedzialne za każdego obywatela swojego kraju, niezależnie od tego, czy znajduje się on na terenie Polski, czy w sytuacji bardzo trudnej na terenie innego państwa na świecie – mówi Katarzyna Sójka z PiS.

Piotr Moczulski w szpitalu, w kółku - Katarzyna SójkaPiotr Moczulski w szpitalu, w kółku - Katarzyna Sójka
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Marta Słupska

42-letni Piotr Moczulski od ponad dwóch lat przebywa w ciężkim stanie w szpitalu na Filipinach. Polak utknął w nim po wypadku, w którym uczestniczył w kwietniu 2024 r. Od tego czasu rodzina bezskutecznie próbuje sprowadzić go do kraju.

Potrzeba odrzutowca medycznego

- Sytuacja tego pacjenta jest niezwykle trudna i skomplikowana. Uważam, że jest potrzeba systemowej reakcji państwa w podobnych wyjątkowych sytuacjach. Państwo powinno wykorzystać swoje ekstraordynaryjne możliwości, by wesprzeć rodzinę i pomóc jej sprowadzić pacjenta do Polski. Potrzeba do tego współpracy odpowiednich służb i rządu, by to się udało – podkreśla Katarzyna Sójka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, była ministra zdrowia.

Moczulski przebywa w Cebu City na wyspie Cebu. Oddycha przez rurkę tracheostomijną podłączoną do koncentratora tlenu. Żywiony jest przez gastrostomię PEG. Nie ma dostępu do rehabilitacji, która mogłaby poprawić jego stan.

Aby sprowadzić go do Polski, ze względu na ciężki stan zdrowia potrzeba odrzutowca medycznego. Jego koszt to około 270 tys. euro, czyli ponad milion złotych. W dodatku, jak zaznacza brat mężczyzny Tomasz, żaden szpital w kraju nie zdecydował się przyjąć Piotra, choć rodzina usilnie starała się zapewnić mu opiekę na miejscu.

Aby zebrać pieniądze, które mogłyby być szansą na sprowadzenie Piotra Moczulskiego do Polski, bliscy mężczyzny założyli zbiórkę.

- Dwa lata oczekiwania to strasznie długi okres na przetransportowanie pacjenta. To, co jest potrzebne, to komunikacja z rodziną i wsparcie transportowe. Oczywiście należy pewnie ocenić możliwości transportu pacjenta, ale wydaje się, że jest to stan przewlekły, ale stabilny, więc tutaj raczej nie powinno być problemu – mówi nam posłanka PiS.

Luka systemowa?

Sytuacje Piotra Moczulskiego, a wcześniej 24-letniej Klaudii Uciechowskiej, która utknęła w szpitalu w Pekinie, sprawiły, że w kraju rozgorzała dyskusja na temat tego, czy w Polsce mamy do czynienia z luką systemową i koniecznością podjęcia pilnych działań, które mogłyby zapewnić pomoc rodzinom w podobnej sytuacji.

- Być może powinien powstać specjalny fundusz państwowy na sprowadzenie ciężko chorych Polaków do kraju. Trzeba by jednak określić konkretną definicję tych działań, a także sprawdzić, ilu osób może dotyczyć takie wsparcie. Nawet jeśli taki fundusz nie powstanie, to powinna istnieć ścieżka pewnych działań czy ośrodek, które mogłyby sprawnie i szybko pomagać rodzinom w podobnej sytuacji. Polska powinna wziąć odpowiedzialność za swojego obywatela – mówi Sójka.

Posłanka podkreśla przy tym, że podstawą w tej sytuacji jest jak najszybsze podjęcie działań przez polskie państwo.

- Jeśli rodzina pacjenta odbija się od instytucji do instytucji, to myślę, że państwo zawiodło. Państwo polskie jest bowiem odpowiedzialne za każdego obywatela swojego kraju, niezależnie od tego, czy znajduje się on na terenie Polski, czy w sytuacji bardzo trudnej na terenie innego państwa na świecie – zauważa.

- Mam nadzieję, że nasza rozmowa i działania mediów pomogą dotrzeć do odpowiednich osób w rządzie i wywołają odpowiednie reakcje. Nie ma wątpliwości, że tej rodzinie trzeba pomóc, tym bardziej, że w tym przypadku, gdy chory przebywa za granicą, z pewnością rosną koszty i oczekiwania terapeutyczne, a trudności związane są także z ogromną odległością pomiędzy Polską a Filipinami. Są to elementy, którymi na pewno można by było się zaopiekować i wesprzeć tę rodzinę. Państwo nie powinno zwlekać – dodaje.

Koszty wciąż rosną

– Od samego początku wysłałem już naprawdę mnóstwo maili. Jedna instytucja odsyła mnie do drugiej. Nikt nie chce pomóc – mówił WP abcZdrowie Tomasz Moczulski, brat Piotra. - Wygląda to tak, jakby nikt nie wiedział, co w takiej sytuacji zrobić. Tłumaczą się tym, że gdyby to było w Unii Europejskiej, byłoby łatwiej, ale Filipiny to drugi koniec świata – mówi Tomasz.

Koszty pobytu i leczenia mężczyzny w filipińskim szpitalu pochłonęły już ponad 300 tys. zł i wciąż rosną. Średnio miesięcznie rodzina opłaca faktury, które po przeliczeniu na złotówki wynoszą ok. 20 tys. zł. Dodatkowo ma już wobec szpitala zadłużenie sięgające około 400 tys. zł.

Zbiórkę na leczenie Piotra można wesprzeć tutaj.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie