Rajskie wakacje zamieniły się w walkę o życie. Polak utknął w szpitalu na Filipinach

W ostatnich tygodniach żyliśmy sprawą sprowadzenia do Polski 24-letniej Klaudii Uciechowskiej, która utknęła w szpitalu w Pekinie. To niejedyny taki przypadek. Piotr Moczulski przebywa w ciężkim stanie w jednym z filipińskich szpitali od dwóch lat. Rodzinie, pomimo intensywnych starań, nie udało się go przetransportować do kraju.

Piotr przed i po wypadkuPiotr przed i po wypadku
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Magdalena Pietras

Tragiczna wycieczka

Piotr Moczulski ponad dwa lata temu wyjechał na wakacje marzeń do Azji. Podczas pobytu na Filipinach doszło jednak do tragicznego w skutkach wypadku komunikacyjnego, który miał miejsce 18 kwietnia 2024 r. około godz. 21 czasu filipińskiego.

– Wracali z kolegą wieczorem do domu, odwiedzali pewien zakątek w górach. Jechali skuterem i z naprzeciwka wyjechał miejscowy. Zderzyli się czołowo – opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie Tomasz Moczulski, brat poszkodowanego.

Do zdarzenia doszło w trudno dostępnym rejonie, przez co znacznie odwlekło się w czasie udzielenie pomocy i hospitalizacja. – Czekali długo na karetkę. On bez tlenu czekał chyba około dwóch godzin. Później jeszcze załatwienie szpitala. Zanim dotarli do szpitala, to strasznie dużo czasu minęło – wspomina.

Piotr na skutek wypadku doznał licznych obrażeń wewnętrznych oraz obrzęku mózgu. Początkowo pozostawał w śpiączce. Mimo że się wybudził, lekarze nie mieli dla rodziny dobrych wieści.

"Widać, że reaguje"

– Jak pojechałem na miejsce, na Filipiny, lekarze poinformowali mnie, że jest w stanie wegetatywnym - mówi brat Piotra. Obecnie mężczyzna przebywa w Cebu City na wyspie Cebu. Oddycha przez rurkę tracheostomijną podłączoną do koncentratora tlenu, a żywienie odbywa się przez gastrostomię PEG.

Chociaż stan mężczyzny jest ciężki, rodzina dostrzega przebłyski świadomości, które dają jej nadzieję. – Otwiera oczy, czasami płacze, czasami się uśmiecha. Jak jest mama albo jak wysyłam mu głosówki telefoniczne, to jest pobudzony. Widać, że reaguje – podkreśla brat.

Polak od dwóch lat przebywa w szpitalu w Filipinach
Polak od dwóch lat przebywa w szpitalu w Filipinach © Getty Images

Rosnące koszty opieki

W związku z poważnym stanem polskiego pacjenta, konieczna jest stała opieka lekarzy. Koszty pobytu Piotra w filipińskim szpitalu są jednak ogromne i stale rosną. Jak informuje pan Tomasz, leczenie pochłonęło już ponad 300 tys. zł. Średnio miesięcznie rodzina opłaca faktury na równowartość 5 tys. dolarów, czyli ok. 20 tys. złotych. Ponadto opłacany jest opiekun, który odwiedza go na miejscu co kilka dni, oraz potrzebne są regularne zakupy niezbędnych wyrobów medycznych, w tym pieluch. Do tego doszły koszty podróży do egzotycznego kraju – najbliższym udało się odwiedzić Piotra trzy razy. Co ważne, jak informuje brat poszkodowanego, rodzina nadal ma wobec szpitala zadłużenie sięgające około 400 tys. zł.

W związku z tak dużymi kosztami rodzina uruchomiła zbiórkę na pokrycie rachunków za leczenie i opiekę. Celem numer jeden dla rodziny jest zebranie środków na sprowadzenie pacjenta do Polski.

Główny cel - sprowadzenie Piotra do Polski

Tomasz Moczulski wyjaśnia, że w filipińskiej placówce jego brat nie ma dostępu do rehabilitacji, która mogłaby poprawić jego stan. "Piotr nie ma tam takiej opieki i leczenia, które mógłby mieć w Polsce. Tutaj miałby większe szanse na zawalczenie o swoje życie" – podkreślił w opisie zbiórki.

Początkowo rozważano transport lotem komercyjnym, jednak ze względu na stan chorego okazało się to niemożliwe. – Wszystkie linie odmówiły. Piotr potrzebuje odrzutowca medycznego. Takiego, jaki poleciał po Klaudię – zaznacza brat.

Według informacji przekazywanych przez rodzinę koszt specjalistycznego transportu medycznego może wynieść około 270 tys. euro, czyli ponad milion złotych.

Polskie instytucje nie znalazły rozwiązania

Przez ponad dwa lata Tomasz Moczulski próbował szukać pomocy w polskich instytucjach. – Od samego początku wysłałem już naprawdę mnóstwo maili. Jedna instytucja odsyła mnie do drugiej. Nikt nie chce pomóc – mówi.

Jak relacjonuje, zwracał się m.in. do Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Premiera oraz Ministerstwa Zdrowia. Problemem okazały się nie tylko kwestie organizacyjne i finansowe związane z transportem medycznym z odległego kraju, ale również dalsza opieka nad pacjentem po jego ewentualnym powrocie do Polski. – Jak załatwiałem transport dla Piotra i starałem się załatwić szpital, żeby gdzieś można go było położyć, to tutaj w Polsce nawet nikt nie chce go przyjąć – twierdzi Tomasz.

Dodatkowym utrudnieniem jest kwestia ubezpieczenia zdrowotnego. Jak wyjaśnia brat chorego, Piotr wyjeżdżał z Polski jako osoba ubezpieczona, jednak po ponad dwóch latach pobytu za granicą sytuacja formalna stała się znacznie bardziej skomplikowana. – Powiedziano mi, że on już nie ma ubezpieczenia. Żeby załatwić mu ubezpieczenie w Polsce, musiałbym najpierw przeprowadzić procedurę ubezwłasnowolnienia, później starać się o kolejne formalności – mówi.

Mężczyzna nie ukrywa rozczarowania postawą państwowych instytucji. – Powiem szczerze, że instytucje polskie niechętnie pomagają i nie wiedzą, co w takiej sytuacji zrobić. Tłumaczą się tym, że gdyby to było w Unii Europejskiej, byłoby łatwiej, ale Filipiny to drugi koniec świata – dodaje.

"Oni wszystko robią, żebym go stamtąd zabrał"

Rodzina podejmowała również próby znalezienia tańszego rozwiązania na miejscu. Jedną z nich było przeniesienie Piotra z prywatnej placówki do szpitala publicznego na Filipinach. Jak relacjonuje Tomasz Moczulski, w maju filipińskie Ministerstwo Zdrowia wyraziło zgodę na taki krok. Dzięki temu rodzina mogłaby znacząco ograniczyć koszty hospitalizacji, płacąc jedynie za dodatkową opiekę pielęgniarską. Plan nie doszedł jednak do skutku. Mimo uzyskania zgody administracyjnej dwa publiczne szpitale odmówiły przyjęcia Polaka.

Obecnie kontakt z placówką, gdzie przebywa Piotr, jest utrzymywany na bieżąco, jednak – jak przyznaje Tomasz – personel coraz częściej daje do zrozumienia, że chciałby zakończyć wieloletnią hospitalizację pacjenta. – Oni wszystko robią, żebym go stamtąd zabrał. Potrzebują miejsca, bo mają naprawdę dużo takich pacjentów – opowiada.

"Chciałbym tylko, żeby wrócił do mamy"

Najbardziej jednak przeżywa sytuację schorowana matka mężczyzny. – Chciałbym, żeby po prostu mama też mogła przy nim być. On całe życie pomagał mamie. Był najmłodszy i ona najbardziej za nim tęskni – wyznaje Tomasz.

Mama Piotra ma ponad 70 lat i, jak relacjonuje jej syn, sama zmaga się z problemami zdrowotnymi. Rodzina dwukrotnie zabierała ją na Filipiny, by mogła zobaczyć Piotra, ale taka podróż jest dla niej ogromnym obciążeniem — zarówno fizycznym, jak i finansowym. Ostatni raz rodzina widziała Piotra na miejscu w styczniu ubiegłego roku. Od tego czasu kontakt odbywa się głównie przez prywatnego opiekuna, który przesyła zdjęcia i nagrania ze szpitala.

– Dla mamy jest bardzo ważne, żeby wiedziała, że on czuje się bezpieczny. Zależy jej na tym, żeby opiekun przesyłał film, jak Piotr wygląda, jak się zachowuje. Wtedy mama się uspokaja – mówi Tomasz.

Rodzina nadal prowadzi zbiórkę na dalsze leczenie, opłacenie pobytu w szpitalu oraz transport medyczny do Polski. Jak podkreśla brat Piotra, każda wpłata przybliża ich do celu. – Ja wszystko mogę oddać, byle tylko on wrócił do mamy. Tylko na tym mi zależy – mówi.

Zbiórkę na leczenie Piotra można wesprzeć tutaj.

Czekamy na dalsze informacje

Do czasu publikacji artykułu zwróciliśmy się z pytaniami do Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Manili. Poprosiliśmy m.in. o informacje dotyczące dotychczasowych działań podejmowanych w sprawie Piotra Moczulskiego oraz o stanowisko wobec sytuacji polskiego obywatela od ponad dwóch lat hospitalizowanego na Filipinach. Po otrzymaniu odpowiedzi zaktualizujemy materiał.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie