Klaudia jest już w Polsce. Skąd tak duże koszty leczenia w Chinach?

Po biurokratycznej batalii o zorganizowanie powrotu do domu, w którą musiał zaangażować się polski rząd, Klaudia Uciechowska wróciła już do kraju. - W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do elastycznego podejścia do przepisów w sytuacjach wyższej konieczności. Chińczycy tego nie znają - tłumaczy dr Krzysztof Pujdak. Teraz rozpocznie się kolejny etap walki o zdrowie 23-latki. Rodzina dziewczyny zmaga się też z ogromnymi kosztami leczenia.

mKlaudia Uciechowska jest już w Polsce
Źródło zdjęć: © Licencjodawca

Dramatyczna walka o zdrowie i powrót do kraju

W połowie kwietnia Klaudia trafiła do szpitala w Pekinie. Początkowo lekarze rozpoznali u niej potworniaka jajnika. Później pojawiły się kolejne poważne problemy zdrowotne, w tym zapalenie mózgu oraz zapalenie płuc. Po operacji usunięcia guza doszło także do groźnych powikłań — perforacji dwunastnicy.

Rodzina od początku starała się sprowadzić ją do Polski. W tym celu uruchomiono internetową zbiórkę na pokrycie kosztów leczenia i transportu medycznego, a do zebrania było 1,5 mln zł.

"Koszty leczenia w Chinach są niewyobrażalnie wysokie. Jeden dzień pobytu na intensywnej terapii to ponad 5 tys. zł – i to bez kosztów leków, specjalistycznych terapii, konsultacji lekarskich i kolejnych procedur, ratujących życie. Ubezpieczenie, które miała Klaudia, jest już na wyczerpaniu, a szpital żąda dalszych opłat od naszej rodziny" - czytamy w opisie zbiórki na leczenie 23-latki.

W działania zaangażowali się również pracownicy polskiego konsulatu, ambasady oraz osoby wspierające rodzinę w kontaktach z chińskimi instytucjami.

Prof. dr hab. n. med. Łukasz Małek o profilaktyce chorób serca. "Długowieczność zaczyna się od zdrowia"

Przez wiele tygodni procedura transportu była jednak uzależniona od uzyskania niezbędnych zgód administracyjnych i medycznych. Dopiero działania na szczeblu ministerialnym przyniosły przełom w sprawie. 3 czerwca 2026 r. Klaudia wróciła do kraju. - Zarówno konsulat, jak i tutaj w Polsce - wszyscy stanęli na wysokości zadania. Naprawdę wszystko fajnie się odbyło. Klaudia dobrze zniosła podróż, więc jestem dobrej myśli, że teraz już będzie tylko lepiej - mówiła mama Klaudii zaraz po powrocie do Polski w rozmowie z naszym portalem.

Dlaczego leczenie w Chinach jest tak drogie?

Dla wielu Polaków koszty leczenia w Azji mogą być szokiem, jednak eksperci tłumaczą, że chińska służba zdrowia rządzi się twardymi prawami rynku.

Chińska ochrona zdrowia jest bardzo podobna do amerykańskiej i jest mocno sprywatyzowana i skomercjalizowana. Jej koszty drastycznie rosną zależnie od tego, jak poważny jest stan chorego - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie Krzysztof Karwowski, ekspert ds. Chin z Szkoły Głównej Handlowej. Dotyczy to również studentów takich jak Klaudia. 

— Chińczycy są w większości objęci powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym, ale nie pokrywa ono w żaden sposób realnych potrzeb zdrowotnych. Dlatego powszechnym zjawiskiem są komercyjne ubezpieczenia zdrowotne, na które jednak nie stać dużej części populacji - dodaje w rozmowie z naszym portalem dr Krzysztof Pujdak, kardiolog, który pracował w Chinach i szkolił tamtejszych lekarzy.

— Jednak nawet jeśli pracuje się w dobrej firmie, która zapewnia ubezpieczenie zdrowotne na wysokim poziomie i tak np. za pobyt w szpitalu trzeba dopłacać z własnej kieszeni. Tym bardziej w wypadku tak rzadkiej choroby, jaka dotknęła Klaudię Uciechowską. Nawet świetnie zarabiający Chińczyk, który ma najlepsze ubezpieczenie zdrowotne, wyszedłby ze szpitala w takiej sytuacji z ogromnym rachunkiem za leczenie. Stąd też na rodzinę Polki spadły tak ogromne koszty - zauważa kardiolog.

Krzysztof Karwowski podaje przykład swojego kolegi z Niemiec, który, po tym, jak ukąsił go wąż, trafił na kilka tygodni do szpitala w Chinach. Choć miał wykupione niemieckie ubezpieczenie, to i tak musiał zapłacić za leczenie z własnej kieszeni, a dopiero potem uzyskał refundację od firmy ubezpieczeniowej.

— O ile zwykła wizyta u lekarza może kosztować kilkanaście yuanów (yuan to około 50 groszy), to pobyt w szpitalu, w zależności od schorzenia to nawet kilka tysięcy yuanów za dobę - dodaje ekspert SGH, zauważając, że choć na kampusach uczelni są przychodnie, gdzie można wykonać szczepienie, założyć gips czy leczyć infekcję, to poważniejsze schorzenia wymagają wizyty w szpitalu.

Dlatego jeśli wybieramy się do Chin na studia, musimy upewnić się, że uczelnia zapewnia nam ubezpieczenie medyczne, a jeśli nie - samodzielnie je wykupić - podkreśla Krzysztof Karwowski. - Jednak nawet mając ubezpieczenie dalej będziemy ponosili koszty, tylko mniejsze.

Mur chińskiej biurokracji i logistyczny koszmar

Poza pieniędzmi, gigantyczną barierą okazały się procedury, związane z powrotem Klaudii do Polski.

- System chiński jest przede wszystkim niesamowicie zbiurokratyzowany i mało elastyczny. Na każde działanie istnieje oddzielna procedura. Jeśli pojawi się coś niespodziewanego, czego nie przewidziano w żadnej instrukcji, system po prostu się "zawiesza" – tłumaczy dr Krzysztof Pujdak.

Z jego doświadczenia wynika, że organizacja przejazdu karetki z pełnym oprzyrządowaniem medycznym dla osoby w stanie Klaudii całkowicie wykraczała poza sztywne chińskie procedury.

– Po pierwsze, ambulans do takiego przewozu musi być wyposażony w aparaturę przypominającą tę z oddziału intensywnej terapii. Takie karetki są rzadkością nawet w Europie, więc zorganizowanie jej w Chinach stanowiło ogromne wyzwanie. Kolejną barierą było skoordynowanie wjazdu pojazdu na teren lotniska i bezpieczne przetransportowanie pacjentki na pokład odpowiednio przystosowanego samolotu. Dla skomplikowanej chińskiej biurokracji oznaczało to szereg trudnych do rozwiązania dylematów – zauważa lekarz. – W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do elastycznego podejścia do przepisów w sytuacjach wyższej konieczności. Chińczycy tego nie znają.

Stąd też, jak zauważa lekarz, transport Polki musiał wiązać się z ogromnymi problemami - przede wszystkim natury biurokratycznej.

Prawnik: Gdyby to zdarzyło się w USA, emocje były dużo mniejsze

– Chiny to kraj z jednym z najlepiej rozwiniętych systemów ochrony zdrowia na świecie i nie wątpię, że pani Klaudia otrzymała najlepszą możliwą pomoc – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie mecenas Kamil Biernat, współwłaściciel Kancelarii Hanglung Law Biernat&Kossacki, która świadczy usługi prawne firmom działającym na chińskim rynku. – Sądzę, że w tym wypadku źródłem trudności był przede wszystkim dystans i bariera językowa. Gdyby podobnie trudna sytuacja miała miejsce na przykład w USA, emocje byłyby mniejsze, choć koszty i trudności biurokratyczne zapewne byłyby podobne – zaznacza prawnik.

Klienci mecenasa Biernata rzadko zgłaszają problemy związane z ochroną zdrowia, a jeśli już, dotyczą one praktycznie zawsze wysokości kosztów, a nie dostępu do świadczeń czy łamania praw pacjenta.

Będąc w Chinach, ma się dostęp do najlepszych lekarzy i bardzo zaawansowanej medycyny. Jednak wiąże się to z dużymi kosztami. Dlatego jeśli jedziemy tam do pracy, zadbajmy o to, by pracodawca zapewnił odpowiednie ubezpieczenie. To samo dotyczy studentów – doradza mecenas.

Źródła: WP abcZdrowie, siepomaga

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie