Mama Klaudii o aktualnym stanie córki. "Ona potrzebuje spokoju"

Klaudia Uciechowska jest już w Polsce i przebywa pod opieką lekarzy. Jej mama, pani Joanna, w rozmowie z WP abcZdrowie przyznaje, że po powrocie córki do kraju czuje się spokojniejsza. Jednocześnie apeluje o uszanowanie prywatności 24-latki w obliczu ogromnego zainteresowania mediów. - Ona potrzebuje spokoju - zaznacza.

Mama Klaudii opowiada o aktualnej sytuacjiMama Klaudii opowiada o aktualnej sytuacji
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Magdalena Pietras

"Jestem dużo spokojniejsza"

Rozmawiamy z Panią Joanną, mamą Klaudii, w sobotnie przedpołudnie, 6 czerwca. Jej córka jest już pod okiem polskich lekarzy we wrocławskim szpitalu. – Jestem dużo spokojniejsza, ona jest tutaj, mogę do niej pojechać, mogę z nią posiedzieć – mówi pani Joanna z wyraźną ulgą.

Jak przyznaje, ostatni czas był dla rodziny bardzo trudny, również ze względu na problemy komunikacyjne ze stroną chińską i brak pełnego poczucia kontroli nad sytuacją. – Szczerze powiem, że nigdy nie miałam zaufania do chińskich lekarzy. Może ze względu na braki komunikacyjne. Nie chcę ich oceniać, bo nie o to chodzi – tłumaczy. Jednocześnie zaznacza, że w Polsce rodzina ma większy wpływ na przebieg leczenia.

Transport - największe wyzwanie

Pani Joanna przyznaje, że jednym z najtrudniejszych momentów był sam transport medyczny z Pekinu do Polski. Szczególnie obawiała się tego, jak Klaudia będzie się czuła podczas tak długiego lotu. – Stresował mnie ten transport, jak ona go zniesie, jak to będzie wyglądało. To jednak nie są dwie godziny, to jest ponad 14 godzin lotu, więc to mnie bardzo, bardzo stresowało – relacjonuje.

Mama 24-latki opowiada, że przed i w trakcie podróży była skrajnie wyczerpana.– Wylatując stąd, praktycznie trzy dni nie spałam. W trakcie lotu już byłam taka zdenerwowana, a później cały dzień w szpitalu w Pekinie, plus różnica czasu. Tak naprawdę nawet nie miałam kiedy się zaaklimatyzować. Do tego temperatura, bo tam ponad 36 stopni. No i ten stres cały czas, żeby ona bezpiecznie doleciała – wspomina.

Rodzina nie mówi o stanie zdrowia Klaudii

Od momentu, gdy Klaudia trafiła do polskiego szpitala, rodzina – w porozumieniu z lekarzami – nie przekazuje informacji o jej stanie zdrowia. Pani Joanna zaznacza, że wszystkie pytania dotyczące leczenia powinny być kierowane do rzecznika placówki.

Powodem decyzji są nieprawdziwe informacje, które coraz szerzej pojawiają się w sieci. – Już w internecie czytałam, że Klaudia jest przytomna, w ogóle zaraz wstanie, patrząc na to, co niektórzy napisali. Więc nie wypowiadamy się na temat jej stanu zdrowia – podkreśla.

"Ona potrzebuje spokoju"

Mama Klaudii dostrzega też i zaczyna mocno odczuwać ogromne zainteresowanie mediów. Jak mówi, rozumie potrzebę informowania opinii publicznej, ale apeluje o uszanowanie prywatności chorej 24-latki. – Mogę udzielić wywiadu, nie muszę. Ale ona potrzebuje spokoju i myślę, że dobrze byłoby uszanować jej stan, jej chorobę i jakąś intymność w tym wszystkim – mówi pani Joanna.

Dodaje przy tym, że wyzwaniem dla niej był nawet sam moment tuż po wylądowaniu w Polsce. — Z lotniska nie przechodziłam przez żaden terminal, więc ominęłam osoby, które tam czekały. A było ich mnóstwo — dostałam zdjęcia od koleżanki, która przyjechała po mnie na lotnisko. Dochodziło nawet do kłótni o to, kto ma ile kamer — wspomina zaskoczona.

Zbiórka nadal trwa

Choć Klaudia jest już w Polsce, internetowa zbiórka nie została zakończona. Jak tłumaczy mama 24-latki, środki będą potrzebne m.in. na dalsze leczenie, ewentualne nierefundowane leki oraz rehabilitację.

Rodzina wciąż czeka także na pełne rozliczenie kosztów leczenia w Pekinie oraz kompletną dokumentację medyczną. – Nie mam jeszcze rozliczenia, jeżeli chodzi o Pekin, tak samo jak nie ma dokumentacji medycznej w całości. Cały czas czekamy na jedno i na drugie – mówi pani Joanna.

"Zaskoczyła mnie mobilizacja ludzi"

Mama Klaudii podkreśla, że skala pomocy, jaką otrzymała rodzina, była dla niej ogromnym zaskoczeniem. – Ta akcja cały czas trwa. Zaskoczyła mnie bardzo mobilizacja ludzi, chęć pomocy. Szczerze, nie przypuszczałam, że mamy ludzi z tak wielkimi sercami – mówi z wdzięcznością.

Jednocześnie przyznaje, że wraz z zainteresowaniem pojawiły się również negatywne komentarze. – Mamy też hejterów, jak zawsze. W takich sytuacjach to jest chyba normalne – dodaje.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie