Kłócicie się o emerytury dla aktorów? Pogadajcie o prawie do skorzystania z toalety [OPINIA]
Internet płonie w ogniu dyskusji takich postaci polskiego życia publicznego jak Jaś Kapela czy Sławomir Mentzen o planach dopłacania do emerytur artystów. W cieniu tej dyskusji kryje się jednak szereg innych obietnic rządu.
Rząd przyjął projekt ustawy o dopłatach do składek ZUS dla artystów o niskich dochodach. Ma ona wprowadzić mechanizm gwarantujący stałe ubezpieczenie społeczne i zdrowotne dla artystów zawodowych, niezależnie od wahań dochodów. To oznacza, że artyści o najniższych dochodach mieliby otrzymywać dopłaty do składek finansowane z budżetu państwa.
Propozycja przedstawiona przez ministrę Martę Cienkowską wywołała naraz wszystkie demony polskiej debaty publicznej. Przez portale mniej lub bardziej społecznościowe przetoczyły się działa wszystkich polskich wojen kulturowych: od czasów wojny fraka z kontuszem, przez młodopolskie dywagacje o roli artysty, po wiekopomne wydarzenie, jakim dla polskiego internetu było starcie Krzysztofa Stanowskiego z Jasiem Kapelą.
Ustawa dopiero co została przyjęta przez rząd, co jest zaledwie początkiem długiej i wyboistej ścieżki legislacyjnej. Dobrze to widać na przykładzie Ustawy o Asystencji Osobistej Osób z Niepełnosprawnościami. Bardzo życzyłbym sobie, by rozgrzewała internetowe (i nie tylko) dyskusje równie mocno, co emerytury artystów.
Łepkowska się wygadała. Taki przelew dostaje z ZUS
Zacznijmy od eksperymentu myślowego
Proszę sobie wyobrazić, że leżycie cały dzień w brudnej pielusze. Nie możecie sami jej zdjąć ani nawet wstać z łóżka. Do tej pory robiła to wasza mama, ale jej kręgosłup po latach dźwigania was odmówił posłuszeństwa. Leżycie tak i nie wiecie, kiedy ktoś wam pomoże wstać, udać się do łazienki, umyć się. A chcielibyście przecież uczyć się, pracować, mieć chłopaka lub dziewczynę, płacić podatki. Ale teraz macie tylko brudną pieluchę na tyłku i marzycie, żeby ktoś ją wam zdjął.
Skoro już sobie to wyobraziliście, możemy przejść dalej.
O co chodzi z asystencją?
Trudno bowiem nie zgodzić się, że usługi asystenckie są czymś po prostu potrzebnym i wartym wprowadzenia. Co zresztą było obietnicą wyborczą wszystkich wchodzących w skład rządu ugrupowań i częścią umowy koalicyjnej.
Asystent to, mówiąc najprościej, ktoś, kto wspiera lub zastępuje osobę z niepełnosprawnością w tym, czego ona sama nie może zrobić. Stąd też ten eksperyment myślowy. Osobie z poważną niepełnosprawnością ruchową asystent pomoże na przykład wstać z łóżka, zjeść śniadanie, ubrać się czy zadbać o potrzeby fizjologiczne. Ale też pójść do szkoły, pracy czy na rehabilitację. Naprawdę nie stać nas jako państwa na to, by ludzkie talenty marnowały się w czterech ścianach tylko dlatego, że nie ma kto im pomóc usiąść rano na sedesie.
Dziś tę rolę pełnią najczęściej kobiety – mamy, siostry, córki, żony i partnerki. Dla nich konieczność całodobowej pracy opiekuńczej wiąże się często z rezygnacją z pracy zawodowej czy nawet z własnego życia.
Przeprawa legislacyjna
Choć co do potrzeby wprowadzenia systemowej asystencji osobistej zgadzają się prawie wszystkie siły polityczne, to prace nad rządową ustawą są dalekie od finału.
Przywiązywanie się do obietnic polityków zazwyczaj wiąże się z rozczarowaniem. Jednak po miesiącach słuchania o tym, jak ważna jest to ustawa i jak bardzo zależy na jej wprowadzeniu politykom partii rządzącej, przyglądając się kolejnym posiedzeniom, można nabrać wątpliwości, czy jest ona na szczycie listy priorytetów. A takim zdawała się być w momencie podpisywania umowy koalicyjnej.
Do harmonogramu prac rządu, przygotowaną przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ustawę o asystencji osobistej wpisano w listopadzie 2024 r., sam zaś rząd przyjął ją w październiku 2025 r. Dziś, po miesiącach pracy w specjalnej podkomisji, jest ona ponownie przedmiotem prac sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Dodajmy: prac bardzo skrupulatnych, gdzie analizie poddawane jest niemal każde zdanie kolejnych artykułów. Oczywiście benedyktyńska skrupulatność w pracy legislacyjnej to ostatnia rzecz, jaką należałoby krytykować.
Jednak w tym konkretnym przypadku nie mówimy przecież o tworzeniu czegoś od zera. Mamy lepsze i gorsze wzory podobnych ustaw w Europie – i to nie tylko w bogatych i przywiązanych do rozbudowanych polityk socjalnych państwach skandynawskich, ale też w Słowenii, która od Polski dużo bogatsza przecież nie jest. Ponadto w Polsce od lat realizowany jest program asystencji osobistej finansowany z Funduszu Solidarnościowego. Mamy też doświadczenia organizacji pozarządowych i cały potrzebny background intelektualny, by przygotować porządną ustawę.
Czy stać nas na ostrożny optymizm?
W lipcu 2025 r. Donald Tusk podczas spotkania z wyborcami studził nadzieje związane z wprowadzeniem asystencji. Tłumaczył to ogromnymi wydatkami na obronność. Oczywiście zaraz po tym poszedł przekaz, że rząd w żadnym wypadku nie rezygnuje z projektu, że jest on jednym z priorytetów i zgodnie z planem ustawa ma wejść w życie od 1 stycznia 2027 r. Tym niemniej dziś trudno nie łączyć dość powolnych prac nad asystencją właśnie z tamtymi słowami premiera.
Bo asystencja tania nie jest. W 2025 r. ówczesny Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych wyliczał, że koszt ustawy w najbliższych 10 latach wynosić będzie od 70 do 80 mld zł, co miałoby się przełożyć na zapewnienie usług asystenckich dla 100 tys. osób z niepełnosprawnością i – o czym przypomina Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – nawet 500 tys. ich bliskich.
Ostrożny optymizm nakazuje wierzyć, że już od przyszłego roku ustawa będzie wprowadzana w życie. Dzięki temu z czasem usługi asystenckie staną się stałym elementem polskiego systemu wsparcia. Sam, znając determinację środowiska, ale też polityczek, które zaangażowały się w tę sprawę, ostrożnym optymistą pozostaję. Jeśli jednak tak się nie stanie, pokuszę się o stwierdzenie, że straciliśmy dziejową szansę na wprowadzenie realnej zmiany w życiu setek tysięcy osób. A jeśli okaże się, że od asystencji ważniejsze były emerytury dla artystów, będzie to bardzo jasna i bolesna informacja dla niemałej grupy wyborców.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.