Myślała, że to afta. Później usłyszała diagnozę raka

Czerwona plamka na języku przez wiele tygodni wyglądała jak niegroźna zmiana. Rachel Passarella, pielęgniarka i samotna matka czworga dzieci, początkowo sądziła, że to efekt stresu. Próbowała domowych sposobów, obserwowała zmianę i liczyła, że sama zniknie. To był jednak objaw nowotworu.

dentystaObjawy ignorowano przez miesiące. Kobieta przeszła ciężką operację
Źródło zdjęć: © Getty
Angelika Grabowska

Lekarze uznawali zmianę za aftę

Podczas wizyty dentystycznej usłyszała, że najprawdopodobniej ma aftę. – Jest pani zdrowa. Nie pali pani i nie pije. To prawdopodobnie afta – miała powiedzieć dentystka. Passarella przyznała później, że zaufała tej ocenie. – Poczułam się nawet głupio, że się martwiłam – wspominała w rozmowie z Newsweekiem.

Problem jednak narastał. Zmiana nie ustępowała mimo płukanek, oleju kokosowego i preparatów na afty. Z czasem stała się większa, a ból utrudniał jedzenie. Kobieta schudła prawie 7 kg. Kolejny lekarz również uznał, że może to być zmiana zapalna związana ze stresem i przepisał sterydy. Gdy pacjentka poprosiła o biopsję, usłyszała, że ryzyko nowotworu jest niskie. – Nie pali pani, nie pije i nie jest pani mężczyzną – relacjonowała słowa lekarza.

Czerwona plamka okazała się rakiem języka

Dopiero kolejna konsultacja i stanowcza prośba o badanie doprowadziły do rozpoznania. — Powiedziałam lekarzowi laryngologowi, że nie wyjdę z gabinetu, dopóki nie zrobi mi biopsji — opowiadała w rozmowie z People. Biopsja wykazała raka płaskonabłonkowego języka. Początkowo mówiono o zmianie w stadium 0, ale dalsza diagnostyka pokazała, że choroba była już bardziej zaawansowana — chodziło o raka języka w 2. stadium.

Straciła część języka i 40 węzłów chłonnych

Passarella przeszła operację usunięcia części języka. Ze względu na głębokość guza lekarze zdecydowali także o usunięciu 40 węzłów chłonnych szyi. Łącznie kobieta straciła około jednej trzeciej języka. Teraz potrzebuje terapii logopedycznej i regularnych badań kontrolnych.

Historia miała też dramatyczny ciąg dalszy. Kilka tygodni po biopsji kobieta obudziła się w nocy, krztusząc się krwią. Jak relacjonowała w Newsweeku, od razu zrozumiała, że mogło dojść do pęknięcia tętnicy. – To nagły przypadek. Umrę – miała napisać do córki. W szpitalu okazało się, że straciła około 20 proc. krwi. Lekarzom udało się opanować krwawienie. — Ratownicy powiedzieli mi, że jestem cudem — wyznała. Dziś Passarella apeluje, by nie lekceważyć zmian w jamie ustnej. – Jestem wyczerpana psychicznie i fizycznie. Ale żyję – podkreśliła kobieta.

Źródło: people.com

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie