Pięciocentymetrowy guz
56-letnią Katarzynę Czochańską, mieszkającą pod Warszawą pielęgniarkę i fizjoterapeutkę, jesienią 2021 roku zaczął męczyć uporczywy, suchy kaszel. Początkowo nie traktowała go jako alarmującego.
– Paliłam wtedy papierosy i tłumaczyłam sobie, że to po prostu tzw. kaszel palacza. Trwało to kilka miesięcy, żadne leki mi nie pomagały. Zaniepokojona postanowiłam zrobić sobie badania – opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie.
Dwa RTG klatki piersiowej nie wykazały niczego poważnego – jedynie zaostrzony rysunek okołoskrzelowy, co może wskazywać na infekcję. Kaszel jednak wciąż nie mijał. Wiosną 2022 roku dołączyły do niego kolejne objawy: pogorszenie wydolności fizycznej i częste uczucie zmęczenia. Katarzyna zdecydowała się na kolejne badanie RTG, które uwidoczniło niedodmowe obszary w płucach, wymagające weryfikacji w tomografii komputerowej.
– Tomografia wykonana w marcu 2022 roku wykazała pięciocentymetrowy guz. Szok. Moja pierwsza myśl: "Matko święta, przecież w rentgenie nic nie wyszło, a tu nagle nowotwór?!" – opowiada kobieta.
W pogłębionych badaniach okazało się, że 52-letnia wówczas Czochańska ma raka gruczołowego płuca z bardzo rzadką mutacją BRAF. Pod koniec lipca rozpoczęła leczenie celowane.
– Przez dwa i pół roku przyjmowałam tabletki, dzięki czemu mój guz zmniejszył się o dwa centymetry. Poprawiła się moja wydolność fizyczna i zniknął twardy, niebolesny, nieprzesuwający się guzek wielkości pestki od śliwki na obojczyku, który pojawił się w kwietniu jeszcze przed rozpoczęciem leczenia – mówi.
Niestety, po tym czasie przyszła progresja choroby. W końcu Czochańską zakwalifikowano do chemioimmunoterapii. – Polegała na tym, że co trzy tygodnie miałam podawaną chemię z immunoterapią i po czterech cyklach przeszłam już tylko na samą immunoterapię, którą przyjmuję do teraz. To już prawie półtora roku – opowiada.
Życie dłuższe i pełniejsze
Immunoterapia ma formę kroplówek – Czochańska co trzy tygodnie przyjeżdża do szpitala na jej podanie. Właśnie te wizyty przypominają jej, że choruje – jak przyznaje, na co dzień w ogóle o tym nie pamięta. – Czuję się na tyle dobrze, że nadal pracuję, nigdy nie chodziłam na zwolnienia lekarskie. Czuję się po prostu normalnie – podkreśla.
– Immunoterapia nie tylko znacząco wydłuża życie pacjentów, ale także poprawia jakość życia. Dzięki niej pacjenci mają obecnie szansę na doczekanie do kolejnej, nowoczesnej terapii – przyznaje dr n. med. Paweł Różanowski, specjalista onkologii klinicznej i immunologii klinicznej ze Szpitala Onkologicznego Europejskie Centrum Zdrowia w Otwocku i Exclusive-Med Onkologia i Immunologia Kliniczna w Warszawie.
– Jeszcze 10–15 lat temu wytyczne leczenia raka płuca w stopniu zaawansowania czwartym, czyli w chorobie rozsianej z przerzutami, zajmowały mniej więcej dwie–trzy linijki. To był wyrok dla chorego. Dziś to co najmniej kilkadziesiąt stron wytycznych – rak płuca stał się chorobą przewlekłą. Pacjent może funkcjonować normalnie, pracować, cieszyć się czasem z bliskimi – dodaje.
Jak działa immunoterapia w onkologii?
Jak tłumaczy dr Różanowski, w uproszczeniu są to metody leczenia, które angażują układ immunologiczny do walki z nowotworem. Mogą to być przeciwciała, które rozpoznają komórkę nowotworową i mają doprowadzić do jej zniszczenia – z tej metody korzysta się już od 20 lat.
– Z drugiego rodzaju immunoterapii, bardziej nowoczesnej, która skupia się na wzmacnianiu funkcjonowania układu odporności, korzystamy w Polsce od 10 lat. W tym przypadku, jeśli nasz układ odpornościowy "widzi" nowotwór i traktuje go jako coś "obcego", to immunoterapia sprawia, że ta odpowiedź układu immunologicznego jest jeszcze silniejsza – tłumaczy ekspert.
Dr Różanowski podkreśla, jak bardzo ta forma leczenia zmieniła współczesną onkologię, która do niedawna opierała się głównie na cytostatykach, czyli tradycyjnej chemioterapii powodującej liczne działania niepożądane.
– Kiedy zaczynałem pracę w zawodzie ponad 25 lat temu, pacjent z rozsianym nowotworem, na przykład czerniakiem, żył średnio trzy–sześć, maksymalnie dziewięć miesięcy. Dzięki immunoterapii może żyć na pierwszym tylko leczeniu około 70 miesięcy, czyli nawet 10 razy dłużej – podkreśla.
To sprawia, że zainteresowanie pacjentów onkologicznych immunoterapią jest bardzo duże, czego dowodzi Czochańska, która na co dzień moderuje grupę "Rak Płuca" na Facebooku. – Dużo chorych pyta o immunoterapię: jak skorzystać, dlaczego on czy ona nie ma jej włączonej do leczenia – mówi.
Zainteresowanie potwierdza też dr Różanowski, choć dodaje, że ta forma leczenia, mimo że bardzo nowoczesna, nie jest dla każdego. – Niestety bywa, że muszę przeprowadzić trudną dyskusję z pacjentem, który bardzo chce z takiej immunoterapii skorzystać, ale nie może, np. ze względu na choroby towarzyszące, rodzaj nowotworu albo brak wymaganych czynników predykcyjnych, i jest mocno zawiedziony – przyznaje lekarz.
To nie jest terapia bez wad
Ekspert zaznacza, że chociaż uważa immunoterapię za teraźniejszość i przyszłość onkologii, bywa ona idealizowana – nie można zapominać o jej ciemnych stronach, czyli działaniach niepożądanych.
– Gdy pacjent jest leczony jednym lekiem immunologicznym, ryzyko ciężkich działań niepożądanych jest dwa–trzy, a nawet pięć razy mniejsze niż podczas stosowania standardowej chemioterapii – tłumaczy.
Zawsze jednak skutki uboczne mogą się pojawić. – Choć występują u ok. 1/5 pacjentów w przypadku terapii jednym lekiem, to odsetek ten rośnie do 50–80 proc. wśród pacjentów leczonych dwoma lekami immunologicznymi. Te najpoważniejsze to powikłania autoimmunologiczne, wynikające z nadmiernego pobudzenia układu odporności – tłumaczy. – Najgorzej, jeśli u chorego dojdzie do rzadkich, ale ciężkich działań niepożądanych: immunologicznego zapalenia płuc, serca, a nawet mózgu, które mogą skończyć się zgonem – dodaje.
Czochańska także doświadczyła skutków ubocznych leczenia – na początku dostała toksycznego zapalenia wątroby. – Teraz miewam bóle mięśni, stawów, zdarzają się mdłości, ale da się z tym żyć – mówi.
Dr Różanowski zauważa przy tym duży problem systemowy.
– Ośrodki onkologiczne są obciążone pacjentami, których trzeba leczyć, ale nie są wydolne w zakresie leczenia wszystkich działań niepożądanych. Na przykład dzisiaj mam na liście 20 osób do leczenia, więc nie jestem w stanie pomóc wszystkim tym, którym dałem leczenie np. kilka dni temu, a którzy mają działania niepożądane, bo zwyczajnie nie mógłbym leczyć kolejnych pacjentów. Tacy chorzy szukają pomocy w rejonie, jeżdżą po lekarzach – opowiada. – Niestety, mamy wciąż do wykonania dużo pracy w zakresie kształcenia lekarzy rodzinnych i innych specjalistów, bo często nie wiedzą, jak leczyć powikłania immunologiczne. Brakuje szybkiej ścieżki dotarcia do specjalisty – wskazuje.
"Immunoterapia zwiększyła moje szanse"
Od półtora roku, czyli od rozpoczęcia immunoterapii, stan Czochańskiej nie pogarsza się: nie pojawiają się nowe ogniska nowotworowe, a guz odrobinę się zmniejszył. – Mam poczucie, że immunoterapia zwiększyła moje szanse. Tym bardziej że podczas jej podawania rozmawiam z innymi pacjentami i wiem, że są tacy, którzy przyjmują ją latami i czują się dobrze – mówi.
– Mówi się, że "choroba medyka nie tyka". To nieprawda. My – pielęgniarki, lekarze – też chorujemy – dodaje. – Jestem w czwartym stadium choroby i niestety nie mam szans na wyleczenie, ale dzięki immunoterapii wierzę, że będę żyć jak najdłużej. Rak płuca obecnie jest traktowany jak choroba przewlekła (np. jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze) – dzięki odpowiedniemu leczeniu mamy szansę na lepsze rokowanie – podkreśla.
– Immunoterapię można nazwać jednym z najważniejszych przełomów współczesnej onkologii. To po pierwsze zupełnie nowatorskie podejście do leczenia nowotworów. Po drugie, zdecydowana poprawa wyników leczenia. Po trzecie, wygoda terapii. Po czwarte, dbałość o jakość życia pacjentów, która generalnie jest lepsza niż podczas chemioterapii – pacjent może funkcjonować zarówno w środowisku rodzinnym, jak i zawodowym – podsumowuje dr Różanowski.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.