Oficjalnie wycofane, w sieci kwitnie handel. Kontrowersje wokół mleka od prof. Cichosz

Anna Klimczyk
Od lewej: Grażyna Cichosz, Kamil Paprotny, Marek WaszczewskiOd lewej: Grażyna Cichosz, Kamil Paprotny, Marek Waszczewski
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty, Instagram • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Śledztwo prokuratury, alarmujące opinie ekspertów i rażące braki w składzie. Mleko Smilk miało być hitem, a może okazać się zagrożeniem dla zdrowia niemowląt. – W raportach przewijały się też zanieczyszczenia fizyczne: cząstki, które mogły przypominać odchody, oraz widoczne pozostałości siarczanu miedzi – alarmuje dietetyk kliniczny Kamil Paprotny. Mimo że oficjalnie wycofano produkt z obrotu, w sieci wciąż trwa jego sprzedaż.

  • Promowany przez prof. Grażynę Cichosz produkt Smilk – oparty wyłącznie na mleku krowim – miał być rewolucją, lecz budzi poważny sprzeciw rodziców, ekspertów i Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
  • Produkt nie spełnia unijnych norm dla preparatów żywienia niemowląt – kluczowy kwas DHA znajduje się na dolnej granicy normy, a w składzie brakuje m.in. niezbędnego kwasu ARA oraz olejów roślinnych.
  • Raporty sanepidu i zgłoszenia konsumentów ujawniły m.in. obecność ciał obcych przypominających odchody gryzoni czy ryzyko skażenia groźnymi bakteriami.
  • Choć producent formalnie powiadomił GIS o rezygnacji z wprowadzania produktu do obrotu, preparat wciąż jest sprzedawany w internecie.
  • Trwają postępowania administracyjne i sądowe, a sprawą pod kątem oszustwa, obrotu produktem leczniczym bez zezwolenia oraz złamania ustawy o bezpieczeństwie żywności zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy.

Kontrowersyjne mleko modyfikowane. "Cząstki, które mogły przypominać odchody"

Mleko Smilk, współtworzone i promowane przez prof. Grażynę Cichosz, miało stać się rewolucją w żywieniu niemowląt, oferując "alternatywę" opartą wyłącznie na składnikach odzwierzęcych. Szybko jednak okazało się, że produkt zamiast zachwytów budzi ogromne kontrowersje wśród rodziców oraz niezależnych ekspertów. Powód? Krytycy podnoszą, że regularne spożywanie tego mleka może powodować realne zagrożenie zdrowotne dla najmłodszych. Zwracają też uwagę na niestandardowe i często wprowadzające w błąd praktyki marketingowe stosowane do jego promocji.

Portal fact-checkingowy Demagog ustalił, że "jakość produktów tej marki budzi poważne wątpliwości". Tym, co odróżnia je od produktów dla niemowląt innych marek, jest obecność jedynie krowiego mleka w składzie.

Tutaj warto podkreślić, że dozwolone minimalne i maksymalne zawartości kwasów tłuszczowych oraz innych substancji w mlekach zastępczych są regulowane prawnie (rozporządzenie delegowane UE 2016/127). Jeśli więc produkt zawiera tylko mleko krowie, nie jest w stanie spełnić wymogów dotyczących zawartości. A to – zdaniem ekspertów – czyni go nieodpowiednim dla niedojrzałego organizmu niemowlęcia.

– Zacznijmy od tego, że ten skład nie jest idealny. Największym problemem w profilu tłuszczowym jest zawartość kwasów wielonienasyconych, a konkretnie kwasu DHA. To kluczowy element w diecie niemowlęcia, ponieważ uczestniczy w budowie błon komórkowych, odpowiada za rozwój mózgu, całego układu nerwowego oraz siatkówki oka. Zawartość DHA mieści się w dopuszczalnych "widełkach", ale znajduje się na samej dolnej granicy normy. I tu pojawia się technologiczne ryzyko. W procesie masowej produkcji zawsze istnieje pewien margines błędu – wartości mogą się wahać. Jeżeli produkt wyjściowy jest już na samym dnie normy, to przy minimalnym wahaniu produkcyjnym możemy spaść poniżej bezpiecznego minimum – mówi dietetyk kliniczny Kamil Paprotny.

Co więcej, niezależni eksperci zwracają uwagę na rażące braki innych kluczowych substancji. W składzie produktu Smilk brakuje chociażby kwasów ARA (kwas arachidonowy, nienasycony kwas tłuszczowy z grupy omega-6, który odgrywa kluczową rolę w organizmie człowieka) czy obecnych w standardowych mlekach modyfikowanych olejów roślinnych, niezbędnych do prawidłowego rozwoju dziecka. Zamiast tego producent chwali się obecnością laktoferyny (białko naturalnie występujące m.in. w pokarmie kobiecym) i immunoglobulin (IgG, rodzaj przeciwciał we krwi) w składzie, które mają budować odporność dziecka na wzór mleka matki.

– To klasyczny zabieg marketingowy, który nie ma mocnego poparcia w dowodach naukowych. Siara bydlęca (siara odzwierzęca) różni się od mleka kobiecego składem i działaniem biologicznym. U ludzi dominują immunoglobuliny klasy IgA, tymczasem w mleku krowim klasy IgG. To inne mechanizmy ochrony. To, że w składzie znajduje się laktoferyna czy IgG, nie oznacza automatycznie, że ten produkt jest lepszy od standardowego mleka modyfikowanego czy w ogóle wystarczający do zbudowania odporności u niemowlęcia. Siła dowodów naukowych jest tu po prostu zbyt mała – tłumaczy Paprotny.

Dietetyk wskazuje, że to nie kwestia dolnych granic norm DHA, niedoborów witaminowych czy wątpliwego marketingu jest tu najbardziej alarmująca. Największym problemem tego produktu mają być poważne zastrzeżenia co do jego czystości.

– Dlatego tego produktu nie powinno się rekomendować. Skład można krytykować, ale to kwestia czystości i bezpieczeństwa bezwzględnie dyskwalifikuje go w żywieniu tak małych dzieci. Mówimy o oficjalnych sprawozdaniach i kontrolach sanepidu. Mało tego, w raportach przewijały się też zanieczyszczenia fizyczne: cząstki, które mogły przypominać odchody, oraz widoczne pozostałości siarczanu miedzi – wyjaśnia Paprotny.

Śledztwo dziennikarzy portalu demagog, a także raport Państwowej Powiatowej Inspekcji Sanitarnej ujawniły zarzuty dotyczące poważnych nieprawidłowości w mleku Smilk. Konsumenci zgłaszali obecność ciał obcych: w protokołach i materiałach dowodowych opisywano zanieczyszczenia przypominające zasuszone insekty bądź cząstki odchodów gryzoni czy owadów. Poza wspomnianymi pozostałościami siarczanu miedzi w badaniach laboratoryjnych części próbek wskazywano również na ryzyko mikrobiologiczne, w tym obecność groźnych bakterii z rodzaju Cronobacter spp. (zgłoszenie RASFF 2022.2901).

Nie wprowadzone do obrotu, sprzedawane "po cichu" w internecie

Warto zaznaczyć, że podmioty działające na rynku spożywczym mają obowiązek powiadomienia GIS o wprowadzeniu po raz pierwszy do obrotu na terytorium RP między innymi takiej kategorii żywności jak preparaty do początkowego żywienia niemowląt.

Po licznych kontrowersjach właściciel marki oficjalnie powiadomił polskie służby sanitarne, że rezygnuje z wprowadzania mleka Smilk do obrotu, jednak w rzeczywistości to fikcja. Wspomniane produkty nadal bez problemu można kupić w internecie. Zapytaliśmy przedstawicieli Głównego Inspektoratu Sanitarnego, dlaczego produkt nadal można nabyć.

– W rejestrze produktów objętych obowiązkiem powiadomienia o wprowadzeniu po raz pierwszy do obrotu produkt marki Smilk ma status: "nie prowadzono postępowania, zrezygnowano z wprowadzania produktu do obrotu" lub "postępowanie zakończono, odstąpiono od postępowania – firma zrezygnowała z wprowadzenia do obrotu". W tej sytuacji przedsiębiorca nie może wprowadzać ich do obrotu jako produktów przeznaczonych do żywienia niemowląt – wyjaśnia Marek Waszczewski, rzecznik GIS.

– Przedsiębiorca został poinformowany o skutku wycofania powiadomienia – produkt, dla którego wycofano powiadomienie, nie może być etykietowany, prezentowany oraz reklamowany jako preparat do początkowego żywienia niemowląt (mleko początkowe) lub jako preparat do dalszego żywienia niemowląt (mleko następne) – mówi rzecznik GIS.

– Do organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS), w tym także do GIS, wpływały zgłoszenia od konsumentów dotyczące produktów marki Smilk informujące między innymi o naruszeniach przepisów prawa żywnościowego oraz dalszego wprowadzania produktów do obrotu. Sygnały takie zawsze są traktowane poważnie, szczególnie w sytuacji, gdy dotyczą żywności przeznaczonej dla najbardziej wrażliwych grup konsumentów – tłumaczy Waszczewski. I dodaje, że GIS nie sprawuje bieżącego nadzoru nad podmiotami wprowadzającymi do obrotu żywność dla niemowląt oraz nad produktami znajdującymi się w obrocie. Bieżący nadzór nad przestrzeganiem wymagań prawa żywnościowego, w tym dotyczących znakowania, reklamy i prezentacji żywności, sprawują, zgodnie z kompetencjami, terenowe organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

Rzecznik przekazał także, że obecnie trwają postępowania administracyjne i postępowania sądowe w tej sprawie.

– Producent próbuje bronić się argumentacją, że to nie jest klasyczne mleko modyfikowane, by uciec od restrykcyjnych przepisów. Jednak niezależnie od nazewnictwa, zanieczyszczenia mikrobiologiczne i fizyczne są faktem potwierdzonym w dokumentach. W żywieniu niemowląt bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Z powodu wcześniejszych badań mikrobiologicznych oraz niepewnego profilu kwasów tłuszczowych rekomenduję wybór sprawdzonych, bezpiecznych i rygorystycznie kontrolowanych preparatów do żywienia początkowego – podsumowuje Paprotny.

Sprawę pod kątem oszustwa, wprowadzania do obrotu produktu leczniczego bez zezwolenia i działania wbrew ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia bada Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie