PiS dwoił się i troił bez skutku. Minister "co ja mogę" zostaje [OPINIA]
- Od początku było jasne, że na odwołanie minister zdrowia nie ma najmniejszych szans. Nieodwoływalność zapewnił jej na początku kwietnia Przemysław Czarnek - pisze redaktor naczelna serwisu abcZdrowie Karolina Kowalska.
- Prawdę o pani rządach oddaje słowo znieczulica - zimna, wyrachowana, biurokratyczna znieczulica - mówiła, przedstawiając wniosek o wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, posłanka PiS Katarzyna Sójka. Trudno się z nią nie zgodzić. Jednak posłowie koalicji wybronili protegowaną premiera Tuska.
238 posłów głosowało przeciw odwołaniu Jolanty Sobierańskiej-Grendy wobec 212 za. Nikt nie wstrzymał się od głosu. Po burzliwych dyskusjach na Komisji Zdrowia i w Sejmie minister zostaje. Niestety.
Uzasadnienie wotum nieufności dla minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy było mocne i bezlitosne. Niestety, nawet sympatycy obecnej szefowej resortu zdrowia muszą się z nim zgodzić co najmniej w większej części.
- Wyobraźmy sobie dwa równoległe światy. W pierwszym pani jeździ po galach, odbiera statuetki, wygłasza gładkie populistyczne przemówienia, również o medycynie pola walki, i poklepuje się po plecach z prywatnymi gigantami medycznymi. Uśmiechy, bankiety, pełen sukces. A teraz zejdźmy na ziemię, do drugiego świata, który stworzyła pani polskim pacjentom. Do świata 21-letniej Julii z Gdańska, która w agonii czekała na łóżko na oddziale intensywnej terapii. 8 godzin, podczas których rozwijała się u niej sepsa - mówiła w czwartek w Sejmie Katarzyna Sójka. I dodała: - Dziewczyna zmarła, bo prawdopodobnie w pani systemie zabrakło dla niej miejsca. Zmarła w świecie, w którym pani minister przyznaje i z arogancją twierdzi, że mamy w Polsce o 30 proc. za dużo łóżek szpitalnych. Pani nie leczy systemu, pani z zimną krwią go likwiduje.
Oczywiście związek przyczynowo-skutkowy między planem likwidacji łóżek szpitalnych a śmiercią 21-latki jest mocno dyskusyjny. Jednak trudno odmówić racji zarzutowi, że minister na konferencjach zdrowotnych i organizowanych po nich galach pojawia się częściej niż na posiedzeniach Sejmowej Komisji Zdrowia. Ta środowa, kiedy wniosek o wotum nieufności Katarzyna Sójka przedstawiała posłom, dla Jolanty Sobierańskiej-Grendy była dopiero drugą z kilkunastu. Na pozostałych reprezentowali ją wiceministrowie lub przedstawiciele NFZ.
Odniesienie do śmierci 21-letniej Julii wydaje się zbędne nie tylko ze względu na pamięć o zmarłej. I bez niej zarzuty wobec minister Sobierańskiej-Grendy są wystarczająco mocne. Wystarczyło wspomnieć jej pismo z 29 października 2025 r. do ministra finansów, w którym Grenda wylicza, jak oszczędzić w systemie 10,3 mld zł: wprowadzając limity na diagnostykę obrazową (co już się stało), ograniczając leki z listy dla seniorów 65+ i dzieci poniżej 18. roku życia czy zapowiedziany niedawno przez wiceprezesa NFZ Jakuba Szulca powrót limitów w operacji zaćmy. Posłanka Sójka nie musiała dodawać, że minister Sobierańska-Grenda "płaszczy się w nim" przed ministrem Andrzejem Domańskim. Wydźwięk dokumentu, a raczej jego - powoli odczuwalna już dziś - realizacja, jest wystarczająco mocna.
"Długowieczność zaczyna się od zdrowia". Senator Beata Małecka-Libera o profilaktyce zdrowotnej
Najbardziej boleć musiał jednak zarzut, że minister zdrowia zgotowała kobietom piekło i zarżnęła polskie położnictwo. To bowiem poprawa zdrowia kobiet miała być jedynym ze 100 konkretów na 100 dni, które udało się koalicji rządzącej w zdrowiu zrealizować (tabletka "dzień po" i rządowy program in vitro). - W samym 2025 i na przełomie 2026 zlikwidowano bądź zawieszono blisko 50 oddziałów położniczych. W pierwszych czterech tygodniach 2026 r. aż 18. Chce pani zmuszać Polki do porodów w pokojach narodzin, na SOR-ach, tuż koło ofiar wypadków, obok zakaźnie chorych. Ma tam czekać na rodzącą tylko położna. Czy pani postradała zmysły? Poród nie jest usunięciem drzazgi z palca. To jest odpowiedzialność za dwa ludzkie życia - mówiła lekarka Katarzyna Sójka, obnażając jeszcze jedną słabość Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Słabość, która łączy wszystkich ministrów zdrowia niebędących medykami - brak prawdziwej orientacji w tym, co cięcia w Excelu oznaczają dla leczenia i samego pacjenta.
Dla Sójki, internistki pracującej jako lekarka rodzinna, ucięcie 1 mld zł na diagnostykę obrazową nie jest tylko "ograniczeniem nadmiernego eksploatowania sprzętu". Nie nabierze się też na - jak zauważyła - absurdalne tłumaczenie tego rzekomą troską o bezpieczeństwo radiologiczne pacjentów. - To tak, jakby konającemu z pragnienia zabroniła pani napić się wody, tłumacząc to ryzykiem zachłyśnięcia.
Katarzyna Sójka, która - powiedzmy to szczerze - sama nie miała szansy zabłysnąć jako minister zdrowia, bo na stanowisku, tuż przed wyborami, wytrwała niewiele ponad 3 miesiące (tuż przed 15 października 2023 r. zastąpiła ją na dwa tygodnie była Główna Inspektor Farmaceutyczna Ewa Krajewska), skutecznie rozjeżdżała kolejne decyzje obecnej minister. Likwidację programu "Dobry Posiłek" w szpitalach ("W tym samym czasie Ministerstwo Sprawiedliwości z dumą ogłasza poprawę jakości posiłków w więzieniach!") czy przywrócenie limitów na operacje zaćmy.
Dla choć trochę znających się na polityce było jednak jasne, że na odwołanie minister zdrowia nie było najmniejszych szans. Nieodwoływalność zapewnił jej na początku kwietnia Przemysław Czarnek, zapowiadając wniosek o wotum nieufności. Wiedział, że w ten sposób przytrzyma premiera Donalda Tuska w szachu - ten za punkt honoru postawi sobie bowiem utrzymanie słabej minister, nawet gdyby wcześniej planował jej wymianę. Tym samym chaos w ochronie zdrowia będzie się pogłębiał, co zwiększy szansę opozycji w kolejnych wyborach.
Nieodwoływalność minister zapowiedziała już późna, przełożona w środę z godz. 10 na godz. 20, Sejmowa Komisja Zdrowia, która wniosek o wotum zaopiniowała negatywnie.
Jak można się domyślić, Donald Tusk bronił swojej "merytorycznej i niepolitycznej" minister, o której mówił po jej powołaniu w lipcu 2025 r., że "bardzo silną ręką zaprowadziła ład i porządek w ochronie zdrowia w województwie pomorskim". O jej skuteczności na Pomorzu przypomniał w czwartek w Sejmie, podkreślając, że wzięła na siebie odpolitycznienie systemu ochrony zdrowia i dyskusji o tymże systemie.
Tyle że apolityczność minister to jej ogromna słabość i brak sprawczości. A znajomość mechanizmów oddłużania szpitali nie wystarczy do objęcia umysłem całego systemu ochrony zdrowia.
Ale prawdziwą słabością Jolanty Sobierańskiej-Grendy jest komunikacja, a raczej jej brak. Kiedy pod koniec lipca premier Tusk powoływał ją na stanowisko minister zdrowia jako merytoryczną, Polacy spodziewali się jasnego planu działania. A dziennikarze - konferencji prasowej, na której nowa minister swoje plany przedstawi. Mijały dni, potem tygodnie, wreszcie miesiące, a o konferencji było cicho. Nowa minister nie udzielała też wywiadów, a resort zaczął spowijać nimb tajemniczości. Szeptano, że nowe kierownictwo pracuje tak ciężko, że nie ma czasu wychodzić do ludzi i informować o efektach swojej ciężkiej pracy.
Rąbka tajemnicy uchylono dopiero pod koniec września na pierwszej z dwóch Sejmowych Komisji Zdrowia, w których uczestniczyła nowa wówczas minister. Po dwóch miesiącach od początku urzędowania Jolanta Sobierańska-Grenda ogłosiła, że priorytetami resortu będą "Zdrowe serce, zdrowy mózg", "Zdrowy szpital - bezpieczny pacjent" oraz "Cyfryzacja ochrony zdrowia". Efekty, o których mówiła m.in. Katarzyna Sójka i o których regularnie informuje była przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia Marcelina Zawisza z partii "Razem", delikatnie mówiąc, nie powalają.
W jednym nie zgodzę się z Katarzyną Sójką. Hasłem rządów pani minister nie powinna być "znieczulica", a raczej "zaniechanie", przejawiające się choćby w wymienionym przez Marcelinę Zawiszę braku nowelizacji budżetu NFZ. Minister zdrowia swoją postawą krzyczy: "Dajcie mi spokój, co ja mogę?". I liczy, że po dzisiejszej burzy i medialnej wrzawie będzie mogła w spokoju wrócić do ministerstwa.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.