Rak jelit dawał dotkliwe objawy, miesiącami chodziła od lekarza do lekarza
Ewa Bakalarska od kilku lat choruje na raka jelita grubego. Kobieta błąkała się od lekarza do lekarza aż przez 8 miesięcy, zanim rozpoczęła leczenie.
- Pierwsze objawy pojawiły się latem 2023 r. Miałam wrażenie, że mam biegunkę, ale miałam trudności z wypróżnieniem, zdarzało się to dosyć często - opisuje pacjentka.
Przyznaje, że było jej trudno dostać się do lekarza rodzinnego, więc skorzystała z prywatnej sieci, licząc, że to przyspieszy cały proces. Stało się jednak inaczej, choć nie spodziewał się, że czeka ją prawdziwa odyseja diagnostyczna.
- Objawy były na tyle bagatelizowane, że usłyszałam, że mam sobie zrobić kompot ze śliwek. W końcu, kiedy objawy nie mijały, któryś z lekarzy zlecił kompleksowe badania - opowiada, nie kryjąc emocji pani Ewa.
Okazało się, że pacjentka ma powiększone jajniki. Lekarz rodzinny, do którego udało jej się w końcu dostać, zlecił kolejne badania na markery nowotworowe, a potem skierował do ginekologa.
Pani Ewa przyznaje, że w sumie konsultowało ją aż trzech ginekologów. Ostatecznie dostała skierowanie na operację usunięcia jajników. - Przy czym każdego z tych ginekologów alarmowałam, że bardzo bolał mnie brzuch, miałam ogromne dolegliwości. Każdy odpowiadał, że z jego punktu widzenia nie powinnam czuć bólu i bezrefleksyjnie zapisywał coraz silniejsze środki przeciwbólowe. Żaden z nich nie zainteresował się tym bólem - podkreśla pacjentka.
Dopiero w grudniu 2023 roku, kiedy kobieta zgłosiła się na operację, ginekolog zainteresował się narastającymi dolegliwościami bólowymi i zlecił kolonoskopię. Wyniki przyszły 17 stycznia. Okazało się, że guz na jelicie jest już tak duży, że zatyka światło jelita. - Ja już wtedy prawie w ogóle nie mogłam się już wypróżniać - przyznaje pani Ewa.
Dopiero wtedy dostała od lekarza rodzinnego kartę DiLO. - A przecież we wrześniu miałam już wyniki markerów nowotworowych, można było działać wcześniej - podkreśla pacjentka.
Ostatecznie po kolejnych badania i konsultacjach, kobieta usłyszała, że w jej przypadku konieczny jest zabieg wyłonienia stomii, a po operacji czeka ją chemioterapia. Lekarz nie powiedział jej jednak, gdzie ma się zgłosić, jak szukać ośrodka i jak będzie przebiegał proces leczenia. Zrozpaczona pacjentka poprosiła w końcu o pomoc lekarza, którego ma w rodzinie. Choć operacja powiodła się, chemioterapia, która rozpoczęła się w kwietniu 2024 roku to już leczenie paliatywne.
Czekają miesiącami na diagnozę
- Mamy dwa wymiary kryzysu. Pierwszy to stracony czas: za długi czas do postawienia diagnozy i za częste rozpoznania w zaawansowanym stadium, a także za długi czas do rozpoczęcia leczenia - zaznacza wicedyrektorka Onkofundacji Alivia Joanna Frątczak-Kazana odnosząc się do nowego raportu (na podstawie badania ankietowego, które objęło 229 pacjentów onkologicznych zdiagnozowanych w ubiegłym roku), który został zaprezentowany podczas poniedziałkowej konferencji "Jak wygląda sytuacja w polskiej onkologii z perspektywy pacjentów?".
Z nowego raportu Alivii wynika, że 37 proc. pacjentów czekało na diagnozę powyżej 3 miesięcy, 19 proc. powyżej 6 miesięcy, a tylko 27 proc. poniżej miesiąca. - Im dłuższa diagnostyka, tym bardziej zaawansowany nowotwór - podkreśla Frątczak-Kazana.
Dodaje, że tylko w przypadku 27 proc. badanych otrzymało diagnozę na wczesnym etapie. - Ci, którzy czekali na diagnozę (czas od zgłoszenia lekarzowi pierwszych objawów do postawienia diagnozy - red.) powyżej 3 i 6 miesięcy są diagnozowani w stadium zaawansowanym, z przerzutami. To 47 proc. pacjentów - podkreśla wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.
Ponadto z nowego raportu wynika, że leczenie zaczyna się szybciej, ale wciąż za późno. 75 proc. badanych rozpoczęło leczenie w okresie poniżej 2 miesięcy, natomiast 25 proc. powyżej 3 miesięcy. Pewien zwiastun pozytywnych zmian to spadek oczekiwania powyżej 6 miesięcy o pięć punktów procentowych.
Raport wskazuje też m.in. na niedostateczną komunikację między lekarzem i pacjentem oraz niewykorzystany potencjał koordynatorów, którzy mają wspierać pacjenta onkologicznego w całym procesie. - 32 proc. wciąż niemal jedna trzecia ocenia źle i bardzo źle proces diagnostyki, a 20 proc. - proces leczenia (nie chodzi o jego efekty, ale subiektywne odczucia dotyczące całego procesu - red.) - dodaje Frątczak-Kazana.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.