Zmarła 3 dni po wypisie, bliscy ujawniają. Kolejne zarzuty wobec Południowego

Dwie rodziny zmarłych pacjentów Szpitala Południowego w Warszawie domagają się wyjaśnienia okoliczności leczenia ich bliskich. Jak przekazuje Polsat News, jedna z pacjentek zmarła trzy dni po wypisie, a drugi chory trafił na OIOM po wcześniejszym odesłaniu do domu.

lekarzeKilkunastu lekarzy milionerów w jednym szpitalu
Źródło zdjęć: © East News, Getty
Magdalena Pietras

Zmarła trzy dni po wypisie

Matka Pawła Sznuka trafiła do Szpitala Południowego w czerwcu z silnym bólem brzucha. Jak relacjonuje jej syn, przez kilka godzin przebywała na SOR-ze, zanim została przewieziona na blok operacyjny. – Udało mi się trafić na lekarza, który operował mamę, i przedstawił sytuację. Pęknięte jelito. Zabrzmiało to bardzo strasznie – mówił w materiale "Interwencji" Paweł Sznuk, a cytowany przez Polsat News.

Mężczyzna twierdzi, że stan jego 77-letniej matki nie poprawiał się przez cały pobyt w placówce. Kobieta była bardzo osłabiona, mimo to po tygodniu została wypisana do domu. – Jej stan przez cały pobyt w szpitalu, do momentu wypisu, nie poprawiał się, nie była w stanie nawet poprawić sobie poduszki pod głową – relacjonował syn.

W dokumentacji medycznej zapisano, że pacjentka została wypisana "w stanie ogólnym dobrym". Trzy dni później zmarła. – Zaufałem specjalistom, sądziłem, że minie trochę czasu, mama dojdzie do siebie, wszystko jest w porządku – powiedział Paweł Sznuk.

Pacjent wrócił ze szpitala taksówką

Druga dramatyczna sytuacja to historia pana Andrzeja, który zmarł w listopadzie 2025 r. W październiku mężczyzna zaczął się dusić i został zabrany karetką do Szpitala Południowego. Po kilku godzinach wrócił jednak do domu taksówką. – Spytałam: jesteś zdrowy? Mąż odpowiedział, że nie. Stwierdził, że dostał wypis i tyle – wspominała jego żona Maria Kucia-Albin.

Następnej nocy problemy z oddychaniem powróciły. Mężczyzna ponownie trafił do szpitala, a w karetce przeprowadzono reanimację. Na SOR-ze doszło do kolejnego zatrzymania krążenia.

Wdowa zwraca uwagę, że jej mężem zajmował się lekarz bez specjalizacji, który następnie miał pełnić dyżur również na oddziale intensywnej terapii. – Podczas badań na SOR mąż miał drugie zatrzymanie serca i wtedy tam dyżur miał doktor Dawid, nie chcę wymieniać nazwiska, (...) opowiadał mi, że reanimował mojego męża. Czy gdyby ktoś inny udział pomocy mojemu mężowi, bardziej doświadczony, z jakąś specjalizacją, czy mąż by wrócił do życia w tym momencie? – mówiła.

– Nie chcę oskarżać ani wyrokować, ale były sytuacje budzące u nas wątpliwości. Postanowiłam dowiedzieć się, czy mąż mógłby tu z nami dzisiaj być – podkreśliła.

Wątpliwości wokół opłaty w prosektorium

Rodzina pana Andrzeja przekazała też dziennikarzom, że w prosektorium miała zapłacić 500 zł za wydanie zwłok. Cezary Albin, syn zmarłego, twierdzi, że przekazał pieniądze w gotówce. – Byłem w głębokiej żałobie, nie myślałem za bardzo, co robię – relacjonował.

Przedstawiciele prosektorium utrzymują natomiast, że pobierana jest jedynie opłata za czwartą dobę przechowywania zwłok w chłodni, wynosząca 85 zł.

Rzecznik i prokuratura badają sprawy

Dyrekcja Szpitala Południowego nie zgodziła się na rozmowę z reporterami "Interwencji" i nie odpowiedziała na pytania przesłane drogą mailową.

Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wszczęło dwa postępowania. Jedno dotyczy możliwych nieprawidłowości w leczeniu, które mogły przyczynić się do śmierci pacjenta. Drugie obejmuje sprawę domniemanej opłaty za wydanie zwłok. – Sprawdzamy dokumentację, co tam zawiodło – przekazał przedstawiciel Biura Rzecznika Praw Pacjenta Konrad Madejczyk.

Sprawy zostały również włączone do szerszego postępowania prokuratury dotyczącego nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Wstępne ustalenia mają zostać przedstawione w październiku.

Źródło: Polsat News

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie