Bronię Dawida Kacprzyka i afery w Szpitalu Południowym. Aż 10 przyczyn [OPINIA]

Oburzają was zarobki Dawida Kacprzyka i inne patologie systemu ochrony zdrowia, o których ostatnio tak głośno? Błąd. Chyba naprawdę nie macie pojęcia, jak wiele dobra nas spotkało dzięki tej aferze (a raczej: serii afer) - pisze Grzegorz Wysocki w felietonie dla Wirtualnej Polski.

KacprzykKonsekwencje afery z Dawidem Kacprzykiem, lekarzem-milionerem
Źródło zdjęć: © East News
Grzegorz Wysocki

Można by pomyśleć, że stało się ze mną coś bardzo złego - np. przemieniły mnie wystąpienia medialne mecenasa Jacka Dubois bądź jego serdecznego przyjaciela Romana Giertycha ("Jestem w polityce tyle lat, mieszkam w Warszawie, a o żadnym saloniku VIP dla polityków w szpitalach warszawskiego samorządu nigdy nie słyszałem"). Ale nie, ja tak zupełnie na serio: nie chcę być gorszy od słynnych adwokatów i również podejmuję się niniejszym obrony Kacprzyka, jak i dowiedzenia, że o żadnej aferze nie powinno tu być mowy. Chciałem dodać, że obrony podejmuję się pro bono, ale przypomniałem sobie, że jednak liczę na honorarium od redakcji, więc nie byłaby to prawda.

Że na pewno szydzę i kpię? Nic z tego. Niemniej, dla ułatwienia lektury osobom wciąż zdezorientowanym, kolejne dobrodziejstwa i zalety afery szpitalnej podaję w punktach. Punktów mogłoby być i 28 (zbieżność z wiekiem Dawida Kacprzyka przypadkowa), ale ograniczę się do dziesięciu, za to fundamentalnych.

Po pierwsze więc, niewątpliwym plusem całej tej (domniemanej, oczywiście!) afery jest zachęcenie ludzi młodych, np. licealistów, do wybrania odpowiedniej ścieżki zawodowej, a konkretnie pójścia na medycynę i kształcenia się na lekarza. Zacząłem wręcz podejrzewać, że Kacprzyk-gate to po prostu genialny chwyt marketingowy połączonych sił rządowych (ministerstwo zdrowia?) i rektorów akademii medycznych. No bo jeśli w wieku 28 lat, jeszcze bez specjalizacji, można zarobić kilka milionów rocznie, to naprawdę nie ma się nad czym zastanawiać. Porzućcie fantazje o zarobkach programistów czy kontrolerów ruchu lotniczego - to jakieś nędzne fuchy za psie pieniądze.

Po drugie, a wynikające z pierwszego: w efekcie ujawnienia zarobków oraz trybu pracy medyka Kacprzyka przez bezczelne media już nikt nigdy nie będzie mógł powiedzieć, że w Polsce jest za mało lekarzy. I nie myślę tu tylko o oblężeniu akademii medycznych przez niedoszłych informatyków i kontrolerów lotniczych, ale również o nadciągającej niechybnie patriotycznej fali powrotów polskich lekarzy z zagranicy. Przecież takich pieniędzy nie zarobią nie tylko "u Niemca", ale nawet w Szwajcarii czy innym Luksemburgu.

Po trzecie, etos pracy w Polsce jeszcze nigdy w historii nie miał się tak dobrze, jak teraz. Pamiętacie, jaka wybuchła awantura, gdy prof. Marcin Matczak (znany również jako Tata Maty) narzekał, iż młodzi nie są już gotowi pracować po 16 godzin na dobę, by osiągnąć sukces? G****burza w szklance wody. Wychodzi bowiem na to, że prof. Matczak jest regularnym leniem, bo dobry lekarz potrafi przepracować i 72 godziny w ciągu jednej doby (patrz: punkt 6). A z kolei, jeśli chodzi o doktora Kacprzyka, to mecenas Dubois nie ma wątpliwości, że jest możliwa praca przez cały rok, dzień w dzień, po 11 godzin. Co więcej: "On jako młody lekarz niepełniący jakiejkolwiek funkcji, chcąc się nauczyć, przychodził na ten SOR poza godzinami i spędzał tam praktycznie swoje życie. Był niezmiernie pracowitym człowiekiem".

Po czwarte, dziękować winniśmy Dawidom Kacprzykom tego świata, gdyż sprowokowane przez nich (niechcący, oczywiście) awantury medialne i polityczne wzbogacają lub co najmniej odświeżają skarbiec rodzimych przysłów i powiedzeń. Słynne hasło spopularyzowane swego czasu przez Ludwika Dorna ("Pokaż, lekarzu, co masz w garażu!") jest dawno nieaktualne. Dzisiaj brzmieć ono powinno minimum: "Pokaż, lekarzu, co masz w marinie!", a może nawet: "Pokażcie, lekarze, co trzymacie w hangarze!".

Po piąte, otrzymujemy wszyscy darmowe korepetycje z historii. Edukacją polskiego społeczeństwa zajął się z zapałem, chociażby Bartosz Arłukowicz, były minister edukacji, a w ostatnim czasie bojownik medialny (nie mylić z: freak fighter; patrz punkt 9) próbujący wyciągać rząd/partię rządzącą z wizerunkowej katastrofy. Podczas rozmowy w Kanale Zero europoseł KO odniósł się do słów doktora Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora chirurgii w Szpitalu Południowym. Zdaniem sygnalisty na tamtejszym SOR-ze dochodzić miało nie tylko do nadliczbowych śmierci, ale też do robienia tomografu nieżyjącemu pacjentowi.

Co na to Arłukowicz? Ano to, że bardzo interesuje się historią, więc może się dzisiaj podzielić z nami swoją wiedzą: "Mumie Tutanchamona i Ramzesa II były zdiagnozowane. Nauka pozwoliła na postęp i analizę tego, jak się żyło w dawnych czasach m.in. dzięki tomografii. Tutanchamon miał robioną tomografię, a umarł dość dawno". Więc znowu: o co ta afera?

Po szóste, otrzymujemy wszyscy darmowe korepetycje z fizyki. W ostatnich dniach dowiadujemy się o innych lekarzach bijących kolejne rekordy. Przykładem doktor stachanowiec, który - jak ustaliły Interia i Polsat News - w Powiatowym Centrum Medycznym w Braniewie rozliczał w niektóre miesiące po ponad 1 tys. godzin pracy, a w dokumentach pojawiały się nawet doby po 72 godziny.

"Dla mnie to było wprost dojenie szpitala" - mówi Leszek Dziąg, starosta braniewski. Ależ jakie dojenie, panie starosto?! Czy naprawdę nigdy nie słyszał pan o rozciągliwości, czy względności czasu? Czy nie mówi panu nic nazwisko Alberta Einsteina i jego szczególna teoria względności? Proszę poczytać o dylatacji czasu i przestać obrażać medyków pracoholików! Praca nawet 72 godziny na dobę to nic dziwnego ani zaskakującego. Wystarczy, że lekarz porusza się na dyżurze z prędkością bliską prędkości światła i naprawdę wszystko się zgadza.

Żeby nie być gołosłownym jak polski polityk, skonsultowałem sprawę z doktorem Michałem Tomaszem Godziszewskim z Katedry Logiki i Metodologii Nauk Uniwersytetu Łódzkiego, który powiedział mi tak: "Zgodnie ze szczególną teorią względności, wynikająca z faktur lekarzy dylatacja czasu wymagałaby tego, żeby inercjalny układ odniesienia związany z ich ciałami poruszał się względem nas, nieruchomych obserwatorów, z prędkością ok. 283 tys. km na sekundę, czyli ok. 94 proc. prędkości światła".

Po siódme, mnemotechnika post-Kacprzykowa, czyli otrzymujemy wszyscy darmowe korepetycje z geografii. Skoro była mowa o faraonach i ich tomografach, to nie możemy zapominać o uczniach, którzy dzięki obecnej szpitalnej aferze już nigdy nie zapomną, jak nazywa się najdłuższa rzeka na Ziemi. Skąd mam tę pewność? Wystarczy zapamiętać, jaki jest akronim tak często w ostatnich tygodniach pojawiającej się w mediach Naczelnej Izby Lekarskiej. Podpowiadam łopatologicznie: NIL.

Po ósme, dzięki aferze w Szpitalu Południowym wydarzył się również cud, o jakim nie śniło się nawet Krzysztofowi Stanowskiemu i miłośnikom Kanału Zero. Innymi słowy: osobom darzącym szczególną nienawiścią Jasia Kapelę, znanego lewicowego pisarza, trolla i freak fightera. Otóż Kapela napisał piosenkę pt. "VIP SOR u Kacprzyka", zaśpiewał ją, a teledysk nakręcił… na terenie Szpitala Południowego. To już nie tylko real-time marketing, to real-time singer-songwriting.

No i wydarzył się cud. Piosenka przypadła do gustu nawet wielu hejterom Kapeli, a w trakcie Kongresu Zero pochwalił ją Stanowski ("Wycofuję wszystko złe, co mówiłem na temat Jasia Kapeli. Staję się zwolennikiem ustawy o artystach. Wszystkie pieniądze świata dla Jasia za tę piosenkę. Jednak jest artystą!"). Pochwałom internautów - jak nigdy w przypadku Kapeli - też nie ma końca: "Piosenka i teledysk fajne, obroniłeś stypendium"; "Przyznaję się, że uważałem decyzję o przyznaniu Panu dotacji z Ministerstwa Kultury za błędną i nieodpowiedzialną, jednakże po wysłuchaniu tego teledysku zmieniłem zdanie i teraz widzę, że te pieniądze zostały dobrze zainwestowane!"; "Jak normalnie cię nie trawię, tak to jest śmieszne xD". Ten ostatni komentarz autorstwa użytkownika FaraonMumia.

Ocieplić choćby na moment wizerunek powszechnie znienawidzonego Jasia Kapeli - ta sztuka mogła się udać tylko Dawidowi Kacprzykowi, złotemu dziecku Platformy Obywatelskiej.

VIP SOR U KACPRZYKA - TELEDYSK PROSTO ZE SZPITALA POŁUDNIOWEGO

Po dziewiąte, dzięki mecenasowi Dubois dowiedzieliśmy się, że "każdy z nas kłamie" i że "kłamiemy ileś razy dziennie". Są na to badania naukowe. Adwokat wyjaśniał to w trakcie rozmowy z Robertem Mazurkiem w Kanale Zero, dzięki czemu niniejszym wycofuję swoją poprawkę z początku tego tekstu. Po co dodawałem, że jednak nie bronię Kacprzyka pro bono? Nowa wersja brzmi: bronię go darmo, ze szczodrego serca.

I wreszcie po dziesiąte, najważniejsza lekcja płynąca z całej afery: nie ma i nie było żadnej afery. Wiadomo przecież nie od dzisiaj, że największymi aferzystami są ci, co afery ujawniają (jeśli nie wymyślają!), a więc przede wszystkim podejrzani sygnaliści i skorumpowani dziennikarze (bądź na odwrót; epitety na temat tych profesji można zresztą mnożyć bez końca, niczym zera na koncie młodego lekarza bez specjalizacji). Kto nie wierzy, zawsze może sobie poczytać tweety premiera czy Romana Giertycha, chociażby te o niewiarygodnym sygnaliście/przestępcy.

A jeśli nie ma afery, to co jest? To już chyba wiemy: pochwała etosu pracy, efektywne zachęcanie młodych do studiów medycznych, intensywne edukowanie społeczeństwa z historii, fizyki czy geografii, wreszcie - ocieplanie wizerunku Jasia Kapeli. Jak to mówiła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda jeszcze w maju na antenie Polsatu: "Jeżdżę po kraju i widzę, jak się ludzie cieszą".

Nie wiem, po jakim kraju jeździła pani minister, ale wiem, że kto się w Polsce urodził, ten się w cyrku nie śmieje. A na pewno nie śmieje się w kolejce do lekarza czy tym bardziej na SOR-ze.

PS. Wracając na moment do punktu ósmego - jeszcze w lipcu na łamach Wirtualnej Polski przeczytacie moją obszerną rozmowę z Jasiem Kapelą, wypatrujcie!

Grzegorz Wysocki - wywiadowca, publicysta, felietonista, krytyk literacki. W ostatnich latach pracował m.in. w Wirtualnej Polsce, "Gazecie Wyborczej" i Gazeta.pl. Były szef i współtwórca WP Opinie. Autor wielu nieprzyzwoicie długich wywiadów. Dwukrotnie nominowany, laureat Grand Pressa za Wywiad w 2022. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prezes klubu szpetnej książki Blade Kruki (IG: bladekruki). Nałogowo czyta papierowe książki i gazety oraz ogląda seriale. Urodzony i wychowany na Kaszubach, wykształcony w Krakowie, w 2023 porzucił Warszawę na rzecz Łodzi.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie