Trwa ładowanie...

Sami płacimy za nasze szkolenia, dokształcamy się, poszerzamy swoje kompetencje a co za to dostajemy? Pensje na poziomie 2000zł - Rozmowa z Hubertem, ratownikiem medycznym

Miałem okazję porozmawiać z ratownikiem medycznym. Osobą, która, na co dzień ratuje ludzkie życie za 20zł za godzinę. Tak się mówi w służbie zdrowia ze tyle warte jest nasze życie. I głęboka prawda w tym jest ukryta. Bo okazuje się ze służba zdrowia, wyksztalcenie, umiejętności, sprzęt jest na bardzo dobrym poziomie, ale wciąż brakuje dobrego wynagrodzenia, docenienia pracowników za ich ciężka i odpowiedzialna prace.

Zobacz film: "Mówią o nich: lekarze gorszego sortu"

Hubert, dlaczego protest ratowników medycznych? Skąd postulaty? Co wam przeszkadza?

Skończyliśmy studia, mamy wiedze i umiejętności, codziennie pracujemy w trudnych warunkach zarówno fizycznie jak i psychicznie. Musimy sami płacić za nasze szkolenia, stale się dokształcać, poszerzać swoje kompetencje a co za to dostajemy? Pensje na poziomie 2000zł, ograniczona liczbę etatów. Domagamy się tzw. ‘’zembalowego’’, które otrzymały pielęgniarki. Mamy w systemie takie same uprawnienia, ale to one dostają w najbliższych latach 1600zł brutto podwyżki a my nie. Chcemy zarabiać na tym samym poziomie, co one, bo wykonujemy podobną ciężką pracę i mamy porównywalne obowiązki, dlatego wynagrodzenia również powinny być zrównane.

Ale nam chodzi o podkreślenie jednolitości zawodu a nie pogłębianie konfliktu między nami. My pielęgniarek nigdy nie zastąpimy a one nas. My tez mamy rodziny, dzieci. Tez musimy płacić rachunki, utrzymywać dom. Kto nam za to da? Dlatego pracujemy w 2-3 miejscach, dzieci widują nas, co 3-4 dni w domu, choć wtedy i tak staramy się odsypiać. Tak działa system i tylko tak jesteśmy w stanie zarobić.

No, ale skoro pracujecie w kilku miejscach tzn. ze pracy nie brakuje, jest gdzie zarobić?

No tak. Praca jest. Tylko ze w 1 miejscu dostajemy etat za marne 2000zł a w innych miejscach musimy pracować na kontraktach. W ten sposób wyrabiamy po 300-400 godzin miesięcznie nie mając praktycznie czasu na życie prywatne. Gdybyśmy mogli w jednym miejscu pracować i godnie zarabiać to przede wszystkim wzrosną nasze morale, wzrośnie wydajność pracowników.Bo przypominam ze każda godzina ponad etat, po pełnym dyżurze to osłabienie, to zmniejszona szybkość reakcji, to wolniejsze myślenie i reagowanie.

To może wpływać na decyzje i leczenie pacjenta. Wiec my nie chcemy zarabiać nie wiadomo ile, chcemy zarabiać tyle żeby pracować w jednym miejscu i moc wykonywać swój zawód najlepiej na świecie. Bo samą pasją rodziny nie wyżywimy. Czy ktoś jak pracuje w korporacji to kończy prace o 17 i idzie do kolejnej pracy? Czy Pani w biedronce kończy zmianę i idzie do kolejnej biedronki? Nie, zgarniają takie same pieniądze a nieraz wyższe i mają tylko jedną prace.

Zarobki w biedronce porównywalne do zarobków ratowników medycznych?

Tak. Tylko za przeproszeniem odpowiedzialność Pani w biedronce na kasie a nasza odpowiedzialność jest nieporównywalna. Co ona może zrobić? Rozsypać opakowanie kaszy czy złe wydać resztę? A u nas na każdym kroku jest ryzyko. Pacjenci i rodziny są rożni. Wciąż maja pretensje, wciąż jest syndrom żeby patrzeć nam na ręce, nagrywać. Praca w takich warunkach nie jest pracą.

Nagrywanie. Rodziny was straszą sądami? Czy jak przyjeżdża ratownik to wciąż postuluje schemat: nie ma z wami lekarza to wy mi nie jesteście potrzebni?

Tak było kiedyś. Teraz miedzy innymi dzięki temu ze ratownik medyczny i nasz zawód często jest pokazywany w mediach, dzięki temu ze my mamy setki wyjazdów dziennie to stale przewijamy się w naszym społeczeństwie. Ludzie już nas zauważają. Nie ma z wami lekarza odchodzi. Oczywiście zdarza się ze przyjeżdżamy i pacjent jest zdziwiony ze nie wystawimy recepty albo nie zawieziemy do pobliskiego POZ.

Bo tacy jeszcze się zdarzają ze nie wiedza, do czego służy zespól ratownictwa medycznego. Ale zdecydowanie lepiej wygląda sytuacja ratowników medycznych w Polsce. Nie jest to aż taki szacunek i zauważenie zawodu, jaki dotyczy lekarzy, ale już zdecydowanie ratownik jest przedstawiany, jako ten, co ma wiedze i umie leczyć i ratować a nie, jako sanitariusz do transportu.

A jak to jest z lekarzami w karetce? Potrzebni czy nie? Jak z zespołami 2 osobowymi? Bo jeszcze do niedawna były to głośne problemy w ratownictwie a dzisiaj jakby ucichły.

No, bo prawda jest taka ze zespól ratownictwa medycznego to ratownicy medyczni. I my naprawdę mamy wiedze, wyksztalcenie i umiejętności na wysokim poziomie. Trzeba głośno zaznaczyć ze polskie zespoły ratownictwa medycznego są jednymi z najlepiej wyedukowanych w całej Europie. Mamy świetny sprzęt i wiedze. Teraz jak ktoś umie język to dostanie ot tak prace za granica. Dla porównania w Anglii w karetce może jeździć osoba, która odbyła kilkumiesięczny kurs. U nas studia 3 lata, obrona, egzaminy i staż. W karetce pracujemy w zespole.

Młodsi mogą czerpać wiedze od starszych. Wiadome jest ze doświadczenie i umiejętności przychodzą ze stażem pracy. Dlatego tez zespoły 2 osobowe są dobrymi zespołami, ale nie wystarczającymi. Dzięki temu ze mamy dobry sprzęt to możemy poradzić sobie w wielu sytuacjach, ale żadna maszyna nie zastąpi pracy człowieka. Np. wytyczne resuscytacji mówią o 3 osobach do udzielania pomocy przy zatrzymaniu krążenia. Ale obecnie mamy urządzenie Lucas do automatycznego uciskania klatki piersiowej. Sprzęt, który nie meczy się, powoduje odpowiedni ucisk klatki. My w tym czasie możemy zając się innymi rzeczami.

Ale założenie tego sprzętu opóźnia pracę zespołu. Więc jest przydatny ale nie daje efektów czasowych, tak ważnych dla codziennej pracy w tym zawodzie. Do tego pracujemy w zespole. Znamy się. Każdy wie, co ma robić. Uzupełniamy się wzajemnie. To właśnie podkreśla ze my naprawdę mamy dobre wyksztalcenie i umiejętności. Tylko tego dalej nikt nie docenia. W karetce nie ma już sanitariuszy. Są ratownicy medyczni. No i są również lekarze. I oni tez są potrzebni. Ale zdecydowanie powinni jeździć do najpoważniejszych wyjazdów, do stanów najpoważniejszych. Tylko nawet, jeżeli jedzie z nami lekarz to na miejscu zdarzenia on wiele więcej nie zrobi niż my. Ma parę więcej leków, może wykonywać wszystkie czynności.

Ale kiedy mamy stan zagrożenia życia to naszym zadaniem jest zabezpieczenie pacjenta i stabilizacja jego parametrów a potem szybki transport do szpitala, bo tylko tam uzyska odpowiednie leczenie. Dlatego czy zrobi to lekarz czy ratownik to już nie ma znaczenia. Ale jednak lekarz ma większa wiedze teoretyczna i dlatego w takich momentach jest on potrzebny. Natomiast, kiedy jedziemy do przypadków, które nie wymagają natychmiastowego transportu do szpitala to nasza wiedza jest w pełni wystarczająca żeby temu pacjentowi pomoc.

Sprawdź koniecznie:

Niskie wynagrodzenie ratownika medycznego za ratowanie ludzkiego życia

Sanitariusze byli dawniej w karetce teraz ich już nie ma. Co się z nimi stało? Kto może jeździć w karetce?

Dawno temu w karetce jeździli sanitariusze. Ale tego już nie ma. Mieli oni czas do przekwalifikowania się, pójścia na studia, zrobienie kursów. Teraz nikt bez wyksztalcenia z ratownictwa medycznego nie może jeździć w karetce. Tzn. ustawa zakłada ze w karetce musi być, co najmniej 2 ratowników. A do tego może być lekarz, może być pielęgniarka, może być jeszcze jeden ratownik a może być np. kierowca bez wyksztalcenia medycznego. Ale on pacjenta nie dotyka.

On tylko prowadzi karetkę. Pytanie tylko czy ktoś taki jest potrzebny. W Polsce może być jeszcze parę takich osób, które mają jeszcze z rok do emerytury i wyrzucenie ich po 40 latach pracy byłoby nie fair, ale ich pensja i zadania są sprowadzone wyłącznie do prowadzenia pojazdu. Ale to już tylko pojedyncze jednostki. A my ratownicy najczęściej jesteśmy tez już kierowcami. Zrobienie kursu na prowadzenie pojazdów uprzywilejowanych nie jest trudne. Ale oczywiście za to również musimy zapłacić z własnej kieszeni jakieś 1000-1500zł.

A wasze wyksztalcenie, wiedza teoretyczna zdobywana na studiach wystarcza do pracy czy nagle macie zderzenie z brutalna rzeczywistością?

Każda uczelnia inaczej kształci, każdy ma inne wymagania. Jedni kładą większy nacisk na wiedze teoretyczna a inni na wiedze praktyczna. Ale trzeba w tym znaleźć zloty środek. Nasz zawód jest przede wszystkim praktyczny. Dlatego uczelnia, która nie przykłada do tego dużej uwagi wykształci studentów z brakami. Będą musieli wiele nadrobić. Ale bez wiedzy teoretycznej nie da się pracować. Musimy znać wytyczne. Medycyna ratunkowa to bardzo szeroka dziedzina. Musimy umieć odebrać poród, prowadzić zatrzymanie krążenia, leczyć astmę, tamować krwotoki. Wszystko. Do tego każdy pacjent ma zawsze długa listę leków. Trzeba wiedzieć, co, do czego służy.

To pokazuje jak wielka mamy wiedze teoretyczna a nasze działania z pacjentem pokazują jak duże mamy umiejętności praktyczne. Ot choćby poprawne zabezpieczanie pacjenta po urazie komunikacyjnym wymaga dużego skupienia i pracy zespołowej żeby zminimalizować traumatyzacje pacjenta i jego poruszanie. To wpływa na efekty leczenia. No i my stale się dokształcamy. Ratownik medyczny tak jak lekarz musi zdobywać punkty edukacyjne, stale musimy odnawiać kursy np. z resuscytacji, wytyczne zmieniają się, aktualizują. Musimy to umieć. Tylko ze za wszystko musimy płacić sami z własnej kieszeni. A to tez są bardzo wysokie koszty. I to wszystko z naszej marnej pensji.

Do czego jeździcie najczęściej? Jakie wezwania was denerwują i wiecie ze są niepotrzebne? Że w tym momencie moglibyście ratować zżycie komuś, kto tego naprawdę potrzebuje.

No właśnie głośno się mówi ze wzywają nas ludzie, którzy tego nie potrzebują. Ale to tez się zmieniło. Obecnie jak wzywamy karetkę to dyspozytor dokładnie zbiera wywiad, wie, do czego nas wysyła. Jeżeli uzna ze sprawa jest błaha to wskaże pobliski POZ czy lekarza, który będzie w stanie mu pomoc a nie wyśle karetkę. Teraz często nr 112 jest punktem informacyjnym można powiedzieć. Ale to nie jest tak ze nie wysyłamy karetki, bo nam się nie chce tylko leczenie kataru czy wypisanie recepty nie leży w kompetencjach karetki. Tylko teraz powstaje zasadnicza sprawa. My możemy mówić ze pojechaliśmy do błahego wyjazdu, niepotrzebnego, ale jak ma to ocenić osoba, która wzywa karetkę.

Nagminne są wezwania do starszych osób, które zemdlały, albo zestresowali się i skoczyło im ciśnienie. Skąd oni mogą wiedzieć czy to poważny stan zagrażający zdrowiu czy nic groźnego. Są oni często samotni, starsi, nie ma im, kto pomoc. Ale nawet młodsi tez jak maja ocenić czy potrzebna im jest profesjonalna pomoc czy nie. Nam jak się zepsuje komputer czy Internet to dzwonimy na infolinie i pytamy, co zrobić a nie bierzemy śrubokręt i na własna reke naprawiamy. Bo nie mamy wiedzy w tym temacie. Dlatego tak samo jest w służbie zdrowia. MY JESTESMY DLA PACJENTOW, NIE ONI DLA NAS. To nasza praca, pasja i nikomu krzywdy nie zrobimy tym ze przyjechaliśmy i wracamy pustą karetka.

Ale to ze głośno mówimy żeby nie wzywać karetki do błahych spraw to forma edukacji społeczeństwa. Bo potem wszyscy narzekają ze trzeba długo czekać na karetkę, ze nie przyjechała, ze na SORZE kolejka, ze do lekarza rodzinnego trzeba czekać tydzień itd. Frustracja społeczeństwa odbija się na nas. Ale ta edukacja powoduje zmiany. Coraz mniej będzie wyjazdów do kataru. Ale to wszystko wymaga czasu i świadomości. Ale tak jak postrzeganie naszego zawodu już się zmienia tak i ‘’wiedza’’ polaków o medycynie ratunkowej i jej funkcjonowaniu ulegnie zmianie.

Długie kolejki na SOR, wadliwy POZ, co z tym zrobić? Co poradzić pacjentom?

To temat rzeka i nieleząca niestety w naszych kompetencjach. Tak naprawdę SOR jest bardzo dobrze funkcjonująca jednostka służby zdrowia. Spełnia swoje zadanie, ale jest wykorzystywana. Pacjenci przychodzą właśnie z błahymi powodami na SOR a powinni iść do lekarza rodzinnego i tam uzyskać np. skierowanie do szpitala na oddział, ale nie na SOR. Bo na szpitalnym oddziale ratunkowym nikt nie leczy chorób przewlekłych. To oddział do zabezpieczenia pacjenta, ustabilizowania i przekazania do dalszego leczenia. To nie jest furtka do szpitala żeby sobie przyspieszyć badania.

Często spotykamy się z tzw. Spychologią. Lekarze rodzinni, czyli lekarze z POZ czy nocnej opieki zdrowia kierują pacjentów na SOR. Na skierowaniu jest napisane: ból głowy. Nie ma wywiadu, nie ma informacji o pacjencie, często brak podstawowych parametrów jak ciśnienie czy tętno. A na SOR okazuje się ze pacjent nie powinien tu trafić a zostać np. skierowany do neurologa. Lekarze boją się odpowiedzialności, bo ten bol głowy może być np. krwawieniem, guzem albo czymś totalnie błahym. Ale wola wysłać na SOR żeby to zostało sprawdzone i maja tzw.

Czyste sumienie. Ale jeżeli wyślą takiego pacjenta ze skierowaniem do szpitala na oddział albo do lekarza specjalisty to tez nie popełnia błędu. Ale to jest wada systemu. Teraz jest pomysł żeby POZ był przy SORrze i wtedy, kto nie nadaje się na SOR to trafia do POZ a kto wymaga natychmiastowej pomocy trafia na SOR. Ma to sens. A pacjentom, co mogę poradzić …. Cierpliwości.

Sprawdź koniecznie:

Od ciebie zależy ludzkie życie. Sprawdź co wiesz o pierwszej pomocy

No to jak reaguje społeczeństwo na was? Mowie tutaj o agresji

No niestety coraz częściej spotykamy się z agresja społeczeństwa. Ale to wynika najczęściej ze strony osób pod wpływem alkoholu albo różnych substancji. Są wtedy agresywni, chętni do bicia. Jest mnóstwo filmików gdzie widać jak niszczony jest sprzęt pogotowia. Jak jesteśmy wyzywani itd., Ale coraz częściej składamy wnioski do sądu, wyroki coraz częściej są na korzyść ratowników, dostajemy zadośćuczynienia. Ale to nadal duży problem. I niestety nie maleje a rośnie. Zobaczymy, co będzie dalej.

Ale to tez ważny problem związany ze współpraca z innymi służbami. Np. nas jak wzywa policja to musimy być w ciągu 8 minut, ale jak my wzywamy policje do niebezpiecznego pacjenta to musimy czekać po 40minut nawet. Tego nikt nie zauważa. No i nasza praca jest mimo wszystko niebezpieczna. Nie wiemy, do kogo jedziemy, a nie raz jeździmy do zniszczonych, starych budynków, pracujemy na ulicach, w lato i zimie.

Mamy do czynienia z osobami nieznanymi, z alkoholikami, agresywnymi kibolami. Przekrój pacjentów jest bardzo szeroki. W pogotowiu jeździ coraz więcej kobiet. Praca jest ciężka fizycznie i niebezpieczna. Od każdego pacjenta możemy się czymś zarazić. Pacjenci plują, gryzą. Ale tego już nikt nie zauważa. Bo jak ktoś pracuje na codzienna za biurkiem i na niego może jedynie wylać się kawa to u nas niestety już tak nie wygląda. I to wszystko za marne 2000zł.

Ratownicy medyczni. Trochę jak rezydenci. Wciąż walczą o dobrą płacę. Mają wykształcenie, umiejętności. Walczą o ludzie życie. Najcenniejszy dar od życia, który w Polsce jest wyceniony na kilkanaście złotych. Władza to jedno. A świadomość społeczeństwa i przyzwolenie na takie traktowanie wciąż istnieje. Póki to się nie zmieni to protesty każdej grupy zawodowej służby zdrowia będą wciąż odkładane na dalszy plan a wielkie obietnice dobrych zmian będą nadal fikcją.

Rozmowa z Hubertem, ratownikiem medycznym w karetce i na izbie przyjęć polskiego szpitala, męża i ojca, członka ogólnopolskiego protestu ratowników medycznych.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.