Trwa ładowanie...

Jak to jest z tym jedzeniem w szpitalach?

Kiedy ktoś bliski, rodzina czy przyjaciel, leży w szpitalu, to każdy odwiedzający chce zapewnić jak najlepszy dobrobyt dla naszego pacjenta. Nie patrzymy wtedy na koszty w przyszpitalnym sklepiku, których marża przewyższa wszystkie sklepy w mieście. Nie patrzymy na ilość. Po prostu trzeba przynieść jak najwięcej, bo w szpitalu panuje stereotyp głodowania.

Zobacz film: "#dziejesienazywo: Dlaczego warto robić screening?"

Polacy lubią jeść, tłusto i niezdrowo. Lubią duże porcje. I kiedy trafiamy do szpitala, to ten nawyk żywieniowy nie zmienia się, szczególnie jest to widoczne u osób starszych. Kiedy małżonek trafi na oddział, to dobra gospodyni w podświadomości ma wpojone, że należy przynieść dużo dobrego, żeby mężowi nie zabrakło.

Rodzina przynosi przede wszystkim obiady. Duże i syte. Schabowego sztuk dziesięć, kanapki, których starczyłoby na kilka dni dla połowy oddziału, pół kilograma szynki, dwa termosy herbaty, kawy na tydzień, prywatny czajnik i bigos.

Zobacz również:

Bigos to chyba najpopularniejsza potrawa. Przejdź się po oddziale i zobaczysz przynajmniuej kilka słoików tej potrawy. Wciąż mowa tu przede wszystkim o osobach starszych. Tylko pamiętajmy, że leżąc z chorobą, powinniśmy unikać ciężkich, niestrawnych potraw. Do tego efekty dnia następnego po bigosie również nie do końca mogą być przyjemne dla dzielących salę pacjentów.

Kiedy pacjent wychodzi do domu, większość jedzenia zostaje. Szpitalna lodówka pęka w szwach. Ile osób można by z niej wyżywić. A ktoś to musi sprzątać. Przeterminowane produkty każdego dnia wędrują do kosza. A można tam znaleźć wszystko.

Domowy pasztet, smalec, pierogi, szynkę, mięsa. Do tego moda jest na wszelkiego rodzaju produkty odżywcze i wzmacniające. Jogurty i maślanki. To akurat pozytywna zmiana w naszej mentalności.

Rano, na oddziale czuć zapach owsianki, grysiku oraz kawy. Głównie tej zbożowej, zdrowszej. Ale pacjenci w swoim prywatnym czajniczku już parzą mocną, czarną, fusiastą kawę.

Z własnych historii pamiętam trzy. Jeden wielki, ogromny pacjent przechadzał się po oddziale, szczególnie nocną porą i podjadał pacjentom ich jedzenie. Nie dało się go zatrzymać. Nawet gdy został nakryty na ''rabunku’’, chwilę później już stał przy stoliku innego pacjenta. Było to śmieszne i zabawne, zarówno dla pacjentów, jak i dla personelu. Niestety efektem jedzenia był taki, że ciężka cukrzyca, otyłość i miażdżyca dały mu się we znaki…

Innym razem młode małżeństwo przychodzi do dyżurki i pytają, czy mogą coś przynieść swojej babci do jedzenia. Wymieniają kilka produktów i nagle pytają: a kebaba możemy jej przynieść. A ja sam leżąc w szpitalu, otrzymywałem setki mandarynek i pomarańczy. Sklep z owocami mógłbym otworzyć.

Za wszystkie prezenty należy ładnie podziękować. A dla rodzin, krótka wzmianka: nie przesadzajmy z tym jedzeniem do szpitala, tam też dają jeść.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.