W wypadku stracił obie ręce. "Mam dwie możliwości"
Kamil Stelmaszczyk to spełniony profesor fizyki i dumny tata dwójki dzieci. Tak przynajmniej było do niedawna, obecnie jego codzienność wygląda zupełnie inaczej. Jedna chwila zupełnie zburzyła dotychczasowy porządek jego życia i zmusiła do dostosowania się do nowej rzeczywistości.
Nowa rzeczywistość po dramatycznym wypadku
Pan Kamil w kwietniu ubiegłego roku uległ poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu, w wyniku którego obie jego ręce zostały zmiażdżone. Konieczna była amputacja. - Od tego czasu znalazłem się w zupełnie nowej rzeczywistości, z którą teraz muszę jakoś żyć - opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie.
Z dnia na dzień pan Kamil stracił samodzielność i pracę. - Niestety, pracodawca rozwiązał ze mną umowę o pracę, również ZUS nie przyznał mi renty tzw. rehabilitacyjnej. W oczach orzeczników ZUS stałem się osobą niezdolną do pracy. Na ten moment nie mam stałego zajęcia. W międzyczasie staram się korzystać z możliwości rehabilitacyjnych i kilka turnusów w różnych ośrodkach już odbyłem - wyjaśnia i dodaje: - Generalnie moja sytuacja jest dość trudna ze względu na to, że przebywam w domu i jeszcze nie jest jasne, jak to wszystko się dalej ułoży.
Technologiczna sensacja. 11-latek dostał bioniczne ramię
Wypadek i trudna sytuacja nie pozbawiły pana Kamila nadziei. Istnieją ogromne szanse na odzyskanie choć części sprawności i powrót do samodzielnego życia. - Z tego, co się zdążyłem zorientować, mam dwie możliwości. Jedna z nich to transplantacja i o tym dowiedziałem się dość niedawno. Czy będzie możliwa w moim przypadku, tego jeszcze nie wiem - przyznaje.
Do przeszczepu konieczna jest kwalifikacja, więc 53-latek planuje konsultację w najbliższym czasie, by poznać swoje możliwości. Pierwsza wizyta nie doszła do skutku ze względów organizacyjnych. Placówka znajduje się w Trzebnicy pod Wrocławiem, a pan Kamil nie jest w stanie samodzielnie tam dotrzeć ze stolicy. - Potrzebuję asystencji, a wtedy niestety nie udało się skorzystać z terminu - dodaje.
880 tys. złotych na powrót do sprawności
Drugą możliwością jest skorzystanie z dobrodziejstw nowoczesnej medycyny i postępu technologicznego, czyli bionicznych protez. - Umożliwiają wykonywanie różnych ruchów zarówno ręki, jak i dłoni. Można się nauczyć wykorzystywać mięśnie, napinając je albo rozluźniając. Gdy sczytywane są impulsy elektryczne, które w tym procesie zawsze powstają, można kontrolować bioniczne ręce - wyjaśnia pan Kamil.
I tu właśnie pojawia się problem. W pełni funkcjonalna ręka z dłonią, przedramieniem oraz stawem łokciowym, której potrzebuje fizyk, została wyceniona na ponad 400 tys. zł. A potrzebne są dwie. Koszt odzyskania sprawności dla pana Kamila to kwota rzędu 880 tys. zł. W tym celu zorganizowano zbiórkę.
- Jest również częściowe dofinansowanie z PFRON-u i NFZ-u, natomiast przy tych najbardziej zaawansowanych rękach, absolutnie nie uda się uzyskać finansowania poprzez nasze instytucje państwowe. Jest to raczej drobna część, bo mniej więcej jedna dziesiąta całkowitego kosztu - wyjaśnia pan Kamil, który z zaangażowaniem opisuje możliwości bionicznych protez, a te są całkiem imponujące.
Fizyk wskazał na Larę Wilkin, młodą Niemkę, która jest przykładem bardzo udanego oprotezowania. Podzieliła się też z panem Kamilem swoją wiedzą o procesie i o kwestiach, na które powinien się przygotować. Sam zainteresowany z ogromnym zaangażowaniem opowiada o parametrach technicznych i możliwościach. - Dobranie najbardziej odpowiednich rąk jest zawsze sprawą indywidualną i zazwyczaj jest to jakiś proces, zanim uda się dopasować odpowiednią konfigurację i model. Jest szereg parametrów, które należy zoptymalizować - podsumowuje.
Bioniczne ręce dla pana Kamila stanowią więc nie tylko aspekt estetyczny, ale także oznaczają możliwość odzyskania sprawności i choć części życia sprzed wypadku. W kwestii kosztów potrzebuje jednak pomocy innych. Każda, nawet najmniejsza wpłata na zbiórkę ma ogromne znaczenie i pomaga w tej trudnej sytuacji. Dlatego naukowiec zwraca się z serdeczną prośbą o wsparcie, by przybliżyć go do celu.
Pan Kamil z całego serca dziękuje wszystkim osobom, które już okazały pomoc i solidarność. Życzliwość i zaangażowanie innych są dla niego niezwykle cenne.
Fizyk i pacjent
W tym wszystkim nie da się nie zauważyć pozytywnego nastawienia, proaktywnej postawy i siły pana Kamila. - Wypadek tego rodzaju dla każdej osoby byłby wielkim szokiem. Jest to bardzo traumatyczne i trudne przeżycie. Szczerze muszę przyznać, że cały czas nie mam tego jeszcze przepracowanego w sobie - odpowiada zapytany o samopoczucie.
- Od samego początku na szczęście miałem takie poczucie, że stało się to, co się stało, ale coś trzeba z tym zrobić. I jeśli się ma tego typu nastawienie, to szuka się rozwiązań. Ja na przykład na początku zupełnie nie wiedziałem, jakie możliwości istnieją dzisiaj i co technologie oferują dla osób takich jak ja, ale dzięki mojemu nastawieniu w dosyć krótkim czasie udało się znaleźć i uzyskać informacje - dodaje.
Pan Kamil, jak na naukowca przystało, porównuje swoją drogę do pracy badawczej. W fizyce sukces rzadko pojawia się natychmiast. To efekt wielu prób, błędów i konsekwentnego poszukiwania właściwego rozwiązania. - Małymi krokami człowiek zaczyna rozumieć to, co obserwuje, to, co mierzy. I na podstawie tego powstaje kolejny pomysł i buduje się kolejną strategię na następny krok. Trzeba być wytrwałym i długo się mierzyć z problemem, ale jednak jest szansa na to, że ten proces zakończy się sukcesem - stwierdza.
Jednocześnie fizyk wielokrotnie podkreśla, że na tej trudnej drodze spotkał się z wieloma życzliwymi i serdecznymi osobami, które ogromnie mu pomogły. - To była kaskada, bo okazało się, że zostałem skierowany do odpowiednich ludzi. I tak krok po kroku po prostu ta sprawa idzie do przodu. Jeszcze nie jest dokładnie wiadomo, co będzie na końcu, ale trzeba podejmować wyzwania i trochę zaufać losowi. Także jestem pełen nadziei, że w moim przypadku będzie to sukces - deklaruje.
"Plan idealny i marzenie"
Planów na przyszłość pan Kamil też ma całkiem sporo i z nadzieją spogląda na to, jak dalej potoczy się jego historia. Choć ZUS wydał werdykt definitywny, że nie uda się wrócić do aktywności zawodowej i nie pomoże żadna rehabilitacja, fizyk absolutnie się z tym nie zgadza. - Jeżeli tylko udałoby mi się być na tyle sprawnym, by móc obsługiwać komputer, to w mojej pracy bardzo by mi to pomogło. Bardzo bym chciał wrócić do pracy - podkreśla.
Jego celem przede wszystkim jest jednak powrót do sprawności - dla siebie i swoich dzieci. To właśnie rodzina okazuje się największą motywacją. - Druga rzecz to ogromna chęć bycia po prostu samodzielnym i samowystarczalnym. Szczególnie że jestem ojcem dwójki dzieci, które akurat są w takim wieku, że kończą już naukę i będą się usamodzielniać, a wiadomo, jak potrzebna jest wtedy pomoc rodzica - wyjaśnia pan Kamil.
Jako ojciec chciałby móc wspierać swoje dzieci w momencie, gdy wchodzą w dorosłość. - Bardzo mi zależy, żeby nie było tak, że to ja potrzebuję pomocy od nich, tylko jak najbardziej chciałbym móc jeszcze służyć im pomocą. Myślę, że każdy rodzic mnie zrozumie i dla każdego rodzica to, co mówię, jest oczywiste i zupełnie naturalne - mówi.
Dla jednych codzienne życie, dla pana Kamila marzenie, choć możliwe do zrealizowania z pomocą innych. Fizyk pragnie wrócić do pracy, do projektów naukowych, do samodzielności. Chciałby znów usiąść przy komputerze i kontynuować badania, które przerwał wypadek.
Choć sytuacja nauczyła go cierpliwości i pokory, nie odebrała mu nadziei. Wierzy, że wykorzystując możliwości współczesnej medycyny i protetyki, może odzyskać część dawnej sprawności. Jego cel jest jasny - znów być jak najbardziej samodzielnym, aktywnym i obecnym w życiu swoich bliskich. - To jest mój plan idealny i marzenie, a trzeba próbować te marzenia realizować - podsumowuje.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.