Co to jest "dziadurzenie"? Ostrzegają przed tym zjawiskiem

Zdrobnienia w komunikacji zazwyczaj są używane, aby skrócić dystans, wyrazić czułość i zaakcentować bliskość w relacji. Najczęściej kierowane są do dzieci. Zdarza się jednak, że zdrobnienia wplatane są w rozmowach z osobami dorosłymi, szczególnie seniorami i nierzadko w placówkach medycznych.

Zdrobnienia nie powinny być używane w komunikacji publicznej do seniorówZdrobnienia nie powinny być używane w komunikacji publicznej do seniorów
Źródło zdjęć: © Getty Images
Magdalena Pietras

O niepożądanych zdrobnieniach opowiedziały w podcaście "Słowo daję" Ewa Mańkowska, prezeska Uniwersytetu Trzeciego Wieku im. Haliny Szwarc przy Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie oraz Danuta Parlak, psycholożka, członkini Komisji Ekspertów ds. Osób Starszych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich.

Protekcjonalnego mówienia do seniorów

- Chodzę na gimnastykę w wodzie. I pan zwraca się: "I teraz kolankiem do stópki, stópką do kolanka. Teraz rączki w górę... paluszek". To jest dla mnie strasznie denerwujące - wspomniała Danuta Parlak.

Ewa Mańkowska dodała, że podobne słowa padają często podczas zabiegów rehabilitacyjnych. "Podciągamy nóżkę w górę" , "Trzymamy proste kolanko" - takie słowa kierowane są do starszych pacjentów. Do tego są to często komunikaty w liczbie mnogiej. Asertywne reakcje na takie wypowiedzi, jak: "To pan też będzie ćwiczył?", zazwyczaj zbywane są milczeniem.

Jak podaje serwis tvn24, powyższe przykłady można określić mianem tzw. dziadurzenia, a więc protekcjonalnego mówienia do seniorów.

Zdrobnienie nie zawsze pozytywne

Danuta Parlak w rozmowie z Polską Agencją Prasową wyjaśniła, na czym polega to zjawisko. - "Dziadurzenie" to termin, który pojawił się w konkursie Rzecznika Praw Obywatelskich i oznacza język kierowany zazwyczaj do dzieci, ale używany w relacjach z osobami starszymi - tłumaczyła ekspertka.

To m.in. uproszczony język i zdrobnienia typu "śniadanko", "obiadek", "szaliczek". To także forma "my" w pytaniach: "jak się dzisiaj czujemy?", "zjedliśmy obiadek?". Dochodzi do tego zwracanie się do obcych osób w sposób spoufalony – "kochanie", "skarbie" – albo mówienie "babciu", "dziadku" do niespokrewnionych seniorów. Jak dodaje ekspertka, często idzie za tym wyższy ton głosu lub przesadnie wolny sposób mówienia.

Zdaniem Parlak "dziadurzenie" jest spotykane w komunikacji miejskiej, urzędach, ale też przychodniach i szpitalach, gdzie senior może czuć się szczególnie bezbronny.

"Dobre intencje" nie zawsze chronią przed krzywdą

Psycholożka zwraca uwagę, że protekcjonalny język wynika często z postrzegania osób starszych jako słabszych i zależnych, którym automatycznie odbiera się kompetencje. Bywa usprawiedliwiany troską. - Często jest to wyjaśniane dobrymi intencjami, bo w ten sposób osoby kontaktujące się z ludźmi starszymi chcą zakomunikować swoją troskę, współczucie, ciepło - tłumaczyła.

Problem w tym, że skutek bywa odwrotny. Parlak wskazuje, że takie komunikaty mogą obniżać poczucie własnej wartości seniorów i wzmacniać przekonanie, że nie są traktowani partnersko. - Prowadzi to też do negatywnych skutków jak brak wiary we własne możliwości, wycofywanie się z relacji społecznych, by nie być narażonym na tego typu komunikację - wyjaśniła psycholożka.

Ekspertka podkreśliła, że "dziadurzenie" to łagodna forma ageizmu, czyli uprzedzeń i dyskryminacji ze względu na wiek, bo w praktyce infantylizuje starszą osobę, łącząc pobłażliwość z poczuciem wyższości.

Co można zrobić?

Parlak zaznacza, że zmiana stereotypów jest trudna, zwłaszcza w środowiskach medycznych i opiekuńczych, gdzie kontakt z osobami wymagającymi wsparcia może automatycznie uruchamiać opiekuńczy, ale i protekcjonalny ton. Dlatego, jak wskazuje, potrzebne są działania społeczne pokazujące, że większość seniorów nie chce takiego języka.

Jednocześnie ekspertka zachęca, by osoby starsze i świadkowie częściej reagowali, gdy sposób mówienia narusza komfort i godność. - Traktowanie osób starszych jak dzieci nie pomaga w relacjach, a jednocześnie narusza ich godność i poczucie własnej wartości - mówiła.

"Babcią jestem dla wnuków"

Szefowa Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Kombatantów Elżbieta Ostrowska oceniła, że przemoc wobec osób starszych wciąż pozostaje w Polsce tematem tabu. - Osoby starsze często padają ofiarą przemocy ze strony swoich bliskich, ale boją się i wstydzą o tym głośno mówić - podkreśliła w wypowiedzi dla PAP.

Zwraca też uwagę, że przemoc słowna bywa nieintencjonalna, ale nadal rani. - To są zdania: "niech babcia się nie odzywa, co babcia wie". Określenia te odbierają osobom starszym poczucie godności - mówiła. Jak podkreśla, młodzi ludzie nie zawsze mają świadomość, że takie słowa mogą zranić.

Ostrowska krytycznie odnosi się też do spoufalania w przestrzeni publicznej, np. w przekazach politycznych. - Babciami to my jesteśmy dla swoich wnuków, a w przestrzeni publicznej chcemy być panią, osobą, obywatelką - zaznaczyła.

Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła

  1. tvn24
  2. Polska Agencja Prasowa

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Źródło artykułu: WP abcZdrowie
Wybrane dla Ciebie