Julia prawie umarła przez bostonkę. "Lekarze dawali mi 1 proc. szans"

Julia Kacprzyk zaraziła się od dwuletniej córeczki bostonką - częstą wśród dzieci chorobą wirusową, która uaktywniła u niej rzadką chorobę reumatoidalną. Trzy razy trafiała na SOR, zanim przyjęto ją na oddział. - Miałam ogromny obrzęk mózgu, przestawały mi działać nerki i inne organy. Doszło do sepsy hematologicznej - opowiada.

"Cieszę się, że żyję. To prawdziwy cud, bo przecież mogłam osierocić córeczkę""Cieszę się, że żyję. To prawdziwy cud, bo przecież mogłam osierocić córeczkę"
Źródło zdjęć: © archiwum prywatne 
Marta Słupska

Zaczęło się od wysypki

W lipcu 2024 roku córeczka 23-letniej wówczas Julii Kacprzyk z Pabianic zaraziła się w żłobku bostonką - powszechnie występującą chorobą wirusową wieku dziecięcego. Dziewczynka miała przez trzy dni stan podgorączkowy i delikatną wysypkę w buzi, na dłoniach i stopach. Gdy choroba u dziecka minęła, Julia zaczęła zauważać jej symptomy u siebie - najpierw wysypkę, która przypominała pokrzywkę.

- Rok wcześniej borykałam się z wysypką, którą wiązano wówczas z uczuleniem na azotromecynę. Przeszłam odczulanie. Gdy zaraziłam się bostonką, znów pojawiła się pokrzywka. Pokrywała całe ciało i była bardzo swędząca - opowiada Julia w rozmowie z WP abcZdrowie.

W krótkim czasie do wysypki dołączyła gorączka sięgająca nawet 41 st. C oraz bardzo silne bóle głowy i stawów. Za pierwszym razem Julia trafiła do lekarza pierwszego kontaktu, który ocenił, że zaraziła się bostonką od córki. Dostała leki objawowe.

Dolegliwości - zamiast znikać - narastały. Po tygodniu Julia trafiła na szpitalny SOR. Na miejscu otrzymała leki i została odesłana do domu. W kolejnym tygodniu sytuacja się powtórzyła.

- W sumie w ciągu miesiąca byłam trzy razy na SOR-ze. Ostatnim razem po tym, jak zemdlałam w domu. Wtedy przyjęto mnie na oddział. Lekarze zakładali, że mam zapalenie opon mózgowych. Po pięciu dniach przenieśli mnie do większego szpitala w Łodzi na reumatologię, bo cierpię na reumatoidalne zapalenie stawów i podejrzewano, że może mieć to związek z moimi objawami - opowiada Julia.

Badania potwierdziły zapalenie opon mózgowych, jednak wykluczono, by wywołały je wirusy. Julia była w coraz gorszym stanie fizycznym: zaczęła majaczyć, miała kilkugodzinne drgawki. Medycy zdecydowali, by wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej.

- Lekarze dawali mi 1 proc. szans na przeżycie. Miałam ogromny obrzęk mózgu, przestawały mi działać nerki i inne organy. Doszło do sepsy hematologicznej - wylicza Julia.

Julia w szpitalu
Julia w szpitalu © archiwum prywatne

Trzy wspomnienia

Gdy była w śpiączce, lekarze próbowali znaleźć przyczynę jej stanu zdrowia. W końcu odkryli, że Julia cierpi na chorobę Stilla - rzadką, układową chorobę autozapalną, która objawia się wysoką gorączką, łososiową wysypką i zapaleniem stawów. Aktywowała ją bostonka, którą Julia zaraziła się od córeczki.

- Byłam miesiąc w śpiączce. Z tego okresu pamiętam tylko dziwne sny. Śniła mi się na przykład babcia. Dopiero gdy się wybudziłam, dowiedziałam się, że zmarła, gdy byłam w śpiączce… Babcia bardzo mnie kochała i mówiła, że oddałaby za mnie życie. Podobno gdy zmarła, mój stan się pogorszył, a w dniu pogrzebu - nagle poprawił - opowiada Julia.

Julia w szpitalu
Julia w szpitalu © archiwum prywatne

- Zaczęto mnie wybudzać w połowie września, a ostatecznie obudziłam się tydzień później, w pierwszą rocznicę ślubu. Mąż to sobie wymodlił. Nie pamiętam momentu wybudzenia, ale moje pierwsze wspomnienia są trzy: że nie mogę się ruszyć, że mogę poruszać tylko wskazującym palcem u prawej ręki i że mam cewnik i pampersa, bo nie mogłam wstać do toalety - dodaje.

Julia miała tracheostomię, była podpięta do respiratora. Gdy wraca pamięcią do tego czasu, określa go mianem wegetacji. Początkowo była półprzytomna. Z tego okresu niewiele pamięta. Z czasem zaczęła poruszać rękami i nogami, pić ze strzykawki, mówić szeptem. W dzień spała, nocami leżała i patrzyła w sufit, rozmyślając o tym, jak teraz będzie wyglądać jej życie. Kto zajmie się dwuletnią córeczką? Czy będzie mogła normalnie żyć i pracować?

Julia wracająca do zdrowia
Julia wracająca do zdrowia © archiwum prywatne

Odkrycie przyczyny jej dolegliwości sprawiło jednak, że wreszcie można było rozpocząć leczenie. Dzięki niemu stan Julii stopniowo się poprawiał. W szpitalu spędziła w sumie 120 dni.

- W końcu po raz pierwszy usiadłam, wzięłam w ręce kubek - oczywiście na początku pomagał mi w tym mąż. Uczyłam się siadać, przechodzić na wózek, żeby móc samej pojechać do toalety. Nie zawsze się udawało, zdarzało mi się upaść i prosić o pomoc pielęgniarki. Z czasem było coraz lepiej. Rozpoczęłam rehabilitację, którą kontynuowałam też po wyjściu ze szpitala - opowiada.

Pierwszym celem Julii było samodzielne korzystanie z łazienki i pozbycie się pampersa. Drugim - nauczenie się na nowo chodzić, aby wyjść ze szpitala na Boże Narodzenie. Udało się, święta spędziła w domu z bliskimi.

Julia po wybudzeniu
Julia po wybudzeniu © archiwum prywatne

"Cieszę się, że żyję"

Obecnie, po blisko roku od tamtych wydarzeń, Julia czuje się dobrze, choć nie wróciła jeszcze do pełnej sprawności. Stara się jednak żyć normalnie: gdy rozmawiamy, właśnie wróciła do pracy. Na razie tylko na trzy godziny dziennie, ale cieszy się, że jej życie wraca na właściwe tory.

- Mam ograniczone czucie w ciele, głównie w stopach i w dwóch palcach lewej ręki. Jakbym była odrętwiała - nie czuję odpowiednio ciepła ani zimna. Przez to musiałam się uczyć na nowo każdej czynności. Często miewam też bóle głowy - wylicza.

- Mam też wrażenie, że mój mózg jest na etapie dziecka w podstawówce. Mam problemy z koncentracją i pamięcią. Do tego stopnia, że np. jadę po coś do sklepu, a potem stoję przed półkami i już nie pamiętam, co miałam kupić - dodaje.

Julia z mężem i córeczką
Julia z mężem i córeczką © archiwum prywatne

Najgorsze dla Julii jest jednak to, że prawdopodobnie nigdy nie będzie mogła mieć kolejnego dziecka - leczenie choroby Stilla wyklucza ciążę.

- Bardzo mnie to dołuje, bo marzyłam o dużej rodzinie - mówi smutno. - Przede wszystkim jednak cieszę się, że żyję. To prawdziwy cud, bo przecież mogłam osierocić córeczkę. Wciąż jednak się obawiam, bo każda kolejna choroba, nawet zwykłe przeziębienie, może znów spowodować u mnie kaskadę objawów… Biorę jednak leki i mam nadzieję, że to, co było, już nie wróci.

Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie
Tak przebiega zakażenie adenowirusowe. "Trwa dłużej niż zwykłe przeziębienie"
Tak przebiega zakażenie adenowirusowe. "Trwa dłużej niż zwykłe przeziębienie"
Ubytki w zębach nie biorą się tylko od cukru. Dentysta wskazuje 5 najczęstszych błędów
Ubytki w zębach nie biorą się tylko od cukru. Dentysta wskazuje 5 najczęstszych błędów
Wybudza cię ból głowy? Neurolog wskazuje możliwą przyczynę
Wybudza cię ból głowy? Neurolog wskazuje możliwą przyczynę
To warzywo często zniechęca smakiem. Niewielu wie, że wspiera kondycję włosów
To warzywo często zniechęca smakiem. Niewielu wie, że wspiera kondycję włosów
Nowa lista antywywozowa. Tych leków może zabraknąć w aptekach
Nowa lista antywywozowa. Tych leków może zabraknąć w aptekach
Lekarze apelują o ostrożność. Popularny lek na nadciśnienie pod lupą
Lekarze apelują o ostrożność. Popularny lek na nadciśnienie pod lupą
Przebadali 180 tys. osób. Ta dieta może zatrzymać chorobę nerek
Przebadali 180 tys. osób. Ta dieta może zatrzymać chorobę nerek
Taka żywność może przyczynić się do poważnych chorób. Ryzyko o ponad 40 proc. większe
Taka żywność może przyczynić się do poważnych chorób. Ryzyko o ponad 40 proc. większe
Jak astronauci radzą sobie psychicznie na ISS? Naukowcy wskazują, co naprawdę chroni przed kryzysem
Jak astronauci radzą sobie psychicznie na ISS? Naukowcy wskazują, co naprawdę chroni przed kryzysem
Chorych przybywa lawinowo. Sanepid alarmuje
Chorych przybywa lawinowo. Sanepid alarmuje
Te ryby mogą zaszkodzić. WHO ostrzega przed rtęcią
Te ryby mogą zaszkodzić. WHO ostrzega przed rtęcią
Obowiązkowe szczepienia przeciwko HPV już od 2027 roku. Resort potwierdza
Obowiązkowe szczepienia przeciwko HPV już od 2027 roku. Resort potwierdza