Księżna czeka na przeszczep. Norwegowie mówią o "efekcie Angeliny Jolie"
Norweska księżna Mette-Marit od lat zmaga się z zaawansowanym zwłóknieniem płuc i została wpisana na listę oczekujących na przeszczep. Po komunikacie dworu jednego dnia zarejestrowało się ponad 2 tysiące dawców. Niektórzy porównują to do tzw. efektu Angeliny Jolie.
Lekarze ze szpitala w Oslo poinformowali, że jeśli żona następcy norweskiego tronu nie otrzyma nowego narządu, pozostanie jej około rok życia. Jej los poruszył poddanych i przyczynił się do nieoczekiwanego społecznego odzewu.
Moda na bycie dawcą
Jak podaje norweski dziennik "Aftenposten", sytuacja Mette-Marit skłoniła Norwegów do masowego zgłaszania się do rejestru dawców narządów.
Pierwszy jednoczesny przeszczep wątroby i dwóch nerek od... genetycznie zmodyfikowanej świni
Tamtejsza Fundacja Dawstwa Narządów odnotowała aż 31-krotny wzrost średniego dziennego wyniku w porównaniu do maja, co jest ogromnym sukcesem. W dniu, w którym norweski dwór poinformował o stanie zdrowia księżnej, jako dawcy zarejestrowało się aż 2 178 osób, a 665 po raz pierwszy wypełniło kartę dawcy organów za pomocą specjalnej aplikacji. To 26 razy więcej niż zwykle w podobnym okresie – podają norweskie media.
Efekt Angeliny
Sprawa budzi ogromne zainteresowanie, a nagłe poruszenie społeczne szybko doczekało się porównań do słynnego "efektu Angeliny Jolie".
Wyznanie aktorki o przejściu podwójnej mastektomii pojawiło się na łamach "The New York Times" w maju 2013 roku. Jolie zdecydowała się opisać swoje doświadczenia oraz wyjaśnić, dlaczego podjęła tak radykalny krok. Jej mama, babcia i ciotka zmarły na raka piersi, dlatego gwiazda wiedziała, że znajduje się w grupie wysokiego ryzyka.
Obawy potwierdziło badanie genetyczne. Okazało się, że Angelina jest nosicielką uszkodzonego genu BRCA1, a ryzyko wystąpienia raka piersi w jej przypadku wynosiło aż 87 proc. Jolie postanowiła działać profilaktycznie – poddała się operacji usunięcia obu piersi oraz ich rekonstrukcji. Po tym zabiegu zagrożenie rakiem zmalało u niej do 5 proc. W marcu 2015 roku świat obiegła kolejna informacja – tym razem aktorka poddała się zabiegowi usunięcia jajników i jajowodów, ponieważ prawdopodobieństwo nowotworu w tych narządach wynosiło u niej 50 proc.
Zainteresowanie mediów to jednak jedna kwestia, a realne działania kobiet na całym świecie – druga. Po wyznaniu Jolie ośrodki medyczne na całym globie zauważyły skokowy wzrost zainteresowania badaniami na wykrycie mutacji genu BRCA1.
Moda na mammografię
W Wielkiej Brytanii do poradni genetycznych zgłosiło się w tamtym czasie ponad dwa razy więcej kobiet niż przed medialnymi doniesieniami, a w jednym z centrów medycznych w Toronto zanotowano wzrost zgłoszeń o ponad 100 proc.
Polscy lekarze również zaobserwowali wówczas poruszenie. W niektórych miastach liczba kobiet, które chciały wykonać mammografię, była o 50 proc. wyższa niż przed wystąpieniem amerykańskiej aktorki. W wielu województwach bardzo szybko wyczerpały się limity bezpłatnych badań na wykrycie mutacji feralnego genu.
Źródło: Pudelek, WP abcZdrowie
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.