Ma 86 lat, biega po 10 km dziennie. "Muszę dbać o kondycję"
Ma 86 lat, regularnie biega, ćwiczy z ciężarami i prowadzi aerobik w wodzie. Ecris Williams, która jako dziecko przeżyła II wojnę światową, przekonuje, że ruch może zmienić życie niezależnie od wieku.
86-latka biega, pływa i trenuje
Dla wielu osób wiek emerytalny kojarzy się ze zwolnieniem tempa, a nie z intensywnym treningiem. Ecris Williams udowadnia jednak, że metryka wcale nie musi wyznaczać granic. 86-latka, pochodząca z Berlina, dziś mieszka w Wirginii i prowadzi życie, którego mogłaby pozazdrościć jej niejedna dużo młodsza osoba. Regularnie ćwiczy z ciężarami, bierze udział w biegach i prowadzi zajęcia z aerobiku w wodzie.
Jej plan tygodnia jest imponujący. We wtorki i czwartki trenuje siłowo, w środy startuje w biegach, a dwa razy w tygodniu uczy innych ćwiczeń w basenie. Jak sama przyznaje, niekiedy pokonuje podczas treningu nawet kilka mil.
- Niektóre dni przeznaczam na dłuższy bieg, może pięć albo sześć mil (8-9,7 km – przyp. red) – mówi.
Za tą sportową dyscypliną stoi jednak znacznie głębsza historia. Williams urodziła się w 1938 roku i dorastała w Berlinie. Przeżyła II wojnę światową, ale straciła rodziców. Później założyła rodzinę i wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie wychowała dzieci. Z czasem do aktywnego stylu życia zainspirował ją niemiecki olimpijczyk. To właśnie on zachęcił ją, by po prostu zacząć się ruszać i "stawiać jedną nogę przed drugą".
Od tego momentu ruch stał się dla niej czymś więcej niż sposobem na dobrą formę. To element codzienności, który pomaga jej utrzymać zdrowie i dobre samopoczucie. Williams nie ukrywa, że ćwiczenia są dla niej szczególnie ważne także z powodów medycznych.
- Muszę ćwiczyć. Muszę dbać o kondycję. Mam wrodzoną wadę serca – podkreśla. Dodaje również, że urodziła się jako wcześniak, dlatego od dawna wie, jak ważna jest troska o organizm.
Ważna jest psychika
Jej podejście do życia może robić jeszcze większe wrażenie niż sama aktywność fizyczna. Kiedy pytana jest o radę dla osób, które zmagają się z chorobami lub dolegliwościami utrudniającymi ruch, odpowiada krótko: - Wszystko siedzi w głowie. Mogłoby być gorzej.
- Widziałam zbyt wiele zniszczenia. Widziałam zbyt wiele cierpienia – podkreśla. Dlatego zamiast zaczynać dzień od lęku czy narzekania, wybiera wdzięczność. Jak tłumaczy, nie warto powtarzać: "Och, co się stanie?", lecz lepiej wstać i powiedzieć: "Dziękuję ci, Boże". Według niej właśnie taka postawa pomaga zachować wewnętrzną równowagę i nie poddawać się mimo trudności.
86-latka apeluje też do tych, którzy źle czują się we własnym ciele. Jej zdaniem zamiast bez końca się zamartwiać, lepiej zrobić pierwszy krok i zacząć działać. Nie chodzi od razu o wielkie sportowe cele, ale o decyzję, by zadbać o siebie. Nawet niewielka dawka codziennego ruchu może z czasem przynieść zauważalne efekty.
Co ważne, Williams nie kreuje się na ideał. Zachowuje do siebie dystans i poczucie humoru. Żartuje nawet, że mimo regularnych ćwiczeń "wyglądam jak suszona śliwka". Ten luz sprawia, że jej historia brzmi jeszcze bardziej wiarygodnie. Nie opowiada o perfekcji, lecz o wytrwałości, konsekwencji i pogodzeniu się z upływem czasu.
Źródło: People
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.