Myślała, że to infekcja oka. Konieczna była operacja mózgu
Alicia Beveridge przez dwa tygodnie ignorowała łagodne bóle głowy, a zniekształcone widzenie w prawym oku wzięła za "randomową infekcję". Kiedy trafiła na badania, usłyszała diagnozę, która w jednej chwili wywróciła jej życie do góry nogami.
Zaczęło się od bólu głowy i problemów z okiem
Alicia Beveridge miała 41 lat i poczucie, że jej ciało jest niezawodne. Od 15 lat pracowała jako instruktorka fitness, a w Australii współtworzyła sieć studia Barry's.
Pierwsze sygnały ostrzegawcze wydawały się banalne. Pojawiły się lekkie bóle głowy – tak słabe, że nie porównywała ich do migreny. Trwały około dwóch tygodni. Później doszło coś jeszcze: obraz w prawym oku zaczął się zniekształcać. Beveridge uznała, że to nic wielkiego, pewnie "randomowa infekcja oka". Poszła do okulisty, dostała zalecenie noszenia opaski i plan: skontrolować problem. Dopiero kolejnego dnia w szpitalu okazało się, że objawy nie są przypadkowe ani niezależne.
Lekarze powiązali ból głowy i zaburzenia widzenia z tym samym źródłem: zmianą w mózgu uciskającą nerw wzrokowy i związaną z krwawieniem. Rozpoznano cavernoma – naczyniaka jamistego, czyli nieprawidłowe naczynie krwionośne, które może przeciekać.
Decyzja była natychmiastowa: operacja ratująca życie. Dla kobiety, która jeszcze chwilę wcześniej prowadziła intensywne treningi, brzmiało to jak pomyłka.
- Nie mogłam zaakceptować tego, co mi mówili - wspomina. W desperacji próbowała udowodnić, że to niemożliwe. - Pokazywałam im zdjęcia z Instagrama. Mówiłam: Przecież dwa dni temu w siłowni robiłam ćwiczenia z 200 kilogramami!
Życie po operacji
Po zabiegu obudziła się w świecie, którego nie rozpoznawała. Nie mogła mówić, chodzić, nie widziała. Z osoby, która na co dzień sterowała rytmem zajęć i własnym ciałem, stała się pacjentką wymagającą pomocy w najprostszych czynnościach. Przez pierwsze dni na OIOM-ie potrzebowała wsparcia nawet przy prysznicu i myciu włosów. - To było tak, jakbym była w tym ciele, ale to nie było moje ciało - opowiada.
Najbardziej dotkliwa okazała się izolacja i poczucie utraty kontroli. Odwiedziny bliskich nie zawsze przynosiły ulgę. Widziała, że inni są sprawni, swobodni, a ona składa w głowie podstawowe słowa jak puzzle. Narastała złość i zazdrość, a potem czysty strach. - Przerażało mnie, że nigdy nie wrócę do siebie sprzed tego wszystkiego – przyznaje.
Rehabilitacja była mozolna i momentami bezlitosna. Po kilku dniach intensywnej opieki trafiła na oddział neurologiczny, gdzie przez dwa i pół tygodnia spotykała kolejnych specjalistów. Pracowała nad mową i wzrokiem, ćwiczyła, uczyła się cierpliwości. Przełomem były rozmowy na oddziale. Kobieta usłyszała: "Musisz zaakceptować miejsce, w którym jesteś, bo jeśli nie, będziesz z tym walczyć i nie ruszysz naprzód".
Z czasem zaczęły pojawiać się małe zwycięstwa. Alicia zaczęła płynniej mówić, spacerować. Odzyskała też widzenie, ale pogodziła się z ograniczeniami: nie wróci jej w pełni widzenie obwodowe w jednym oku. Po wypisie do domu uderzyło ją coś innego - przymusowy bezruch. Dla osoby, która całe życie była w biegu, brak treningu i konieczność odpoczynku okazały się psychicznie trudne.
- Czuję, jakbym dostała drugą szansę – przyznaje, dodając, że chce żyć bardziej świadomie: wybierać to, co tworzy, i to, na co poświęca czas. Przyszłość wciąż jest niepewna, a ona sama powtarza ostrzeżenie, które usłyszała od lekarzy.
Źródło: People
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.